Artykuł | XI Rajd Berlin-Wrocław 2005
Dakar w Europie
Kurz, błoto, całodzienne etapy, zawodnicy zmagający się ze zmęczeniem i
maszynami. Rajd Berlin-Wrocław, najtrudniejsza impreza
sportowo-przeprawowa w Europie, nie bez powodu jest porównywany do
off-roadowego klasyka – Dakaru.
Podobnie jak Paryż-Dakar, rajd Berlin-Wrocław gromadzi kierowców na
samochodach terenowych i ciężarówkach oraz zawodników startujących na
motocyklach i quadach. W tym roku, wśród blisko 60 motocyklistów z
całej Europy mieliśmy także naszego reprezentanta – Jarka Cisaka z
Warszawy. „O rajdzie usłyszałem przypadkowo rok temu w telewizji.
Chwilę szukałem informacji w internecie i od razu wiedziałem, że na
pewno w nim wystartuję” – opowiada Jarek. Kilka miesięcy przed imprezą
rozpoczęły się przygotowania: trening w terenie (2-3 razy w tygodniu po
2-3 godziny) oraz gruntowny przegląd maszyny: KTM-a LC8 z
dwucylindrowym silnikiem o pojemności 942 cm3. Z myślą o zawodach
pojazd poddano tuningowi, montując w nim amortyzator skrętu i lżejszy
wydech.
„Na rajd wyjeżdżałem w bojowym nastroju – wspomina J. Cisak – z dobrze
przygotowanym, choć seryjnym sprzętem i kolegą, Danielem Lasoniem,
który miał mi pomóc przy drobnych naprawach. Gdy dotarłem do obozu w
okolicach Senftenberga, szybko zrozumiałem, jak bardzo myliłem się w
ocenie tych zawodów. Spodziewałem się kilku zawodowców, z którymi nie
miałem szans na rywalizacj ę, ale przez myśl mi nie przeszło, iż będę
jednym z nielicznych amatorów!”
Mały van z przyczepką, na której przyjechał motocykl, i dwuosobowa
ekipa z Polski, prawie przez nikogo niezauwa- żona, nieśmiało
rozlokowała się w sąsiedztwie ogromnych ciężarówek serwisowych. Wokół
nich jak w ukropie uwijały się zastępy mechaników i kierowców z
profesjonalnych teamów zagranicznych. Jednak polskiej ekipie
motocyklowej nie groziła samotność – w rajdzie startowały bowiem cztery
polskie załogi samochodowe (w tym jedna na ciężarówce).
Pierwszym sprawdzianem dla Jarka Cisaka był prolog, na który złożyły
się dwa odcinki specjalne. „Starałem się jechać w miarę szybko, ale
spokojnie – wspomina – i nie napotykając większych trudności, dość
sprawnie pokonałem oba OS-y. Przy okazji zdobyłem nowe doświadczenia –
po raz pierwszy w życiu nawigowałem według roadbooka, z którym
wcześniej nigdy nie miałem do czynienia. Zauważyłem również, iż mój
pojazd jest jednym z najcięższych w stawce, co nie ułatwiało mi jazdy
po miękkim piachu, który dominował na trasie prologu”. Polski
motocyklista po pierwszym dniu zawodów został sklasyfikowany na 33.
pozycji, mimo iż spodziewał się miejsca w ostatniej dziesiątce.
Prawdziwe rajdowanie rozpoczęło się następnego dnia. Trasa pierwszego
etapu, wytyczona w okolicach Cottbus, liczyła około 100 km i była
podzielona na cztery odcinki specjalne (dwa z nich były powtórzeniem
odcinków z prologu). „Zacząłem z animuszem – wspomina nasz
motocyklista. – Szybko przejechałem pierwszy OS i pełen optymizmu
ruszyłem na następny. Ledwie pomyślałem, że coć za dobrze mi idzie i
pewnie za chwilę coś się spieprzy – stało się. Jadąc zdecydowanie zbyt
prędko, z pełnym impetem wpadłem w hałdę żużlu. Ciężki KTM natychmiast
się zakopał, przez co straciłem w tym miejscu ponad 20 minut. Była to
nauczka, że na tak długim rajdzie nieprzemyślana i zbyt szybka jazda to
prosta droga do jego przedwczesnego zakończenia, a przynajmniej strata
szans na dobre miejsce.
Dalsza trasa pierwszego etapu prowadziła m.in. przez kopalni ę
odkrywkową. W tym miejscu wielu zawodników zgubiło drogę i łącząc się w
grupki, próbowali ją odnaleźć. Polski rider po kilku minutach
bezcelowego błąkania, postanowił spróbować samodzielnej nawigacji.
Uważna jazda według roadbooka przyniosła efekty – Jarkowi udało się
powrócić na trasę, a następnie odnaleźć wszystkie punkty kontroli
przejazdu (ominięcie ich, o które łatwo przy zbyt szybkiej jeździe,
groziło dwugodzinną karą).
„Najtrudniejszym fragmentem etapu pierwszego był trzeci OS. Nie zapomnę
go do końca życia – mówi J. Cisak. – Jego trasę również wytyczono na
terenie kopalni odkrywkowej i choć miał tylko 17 km, pokonanie go
kosztowało mnie mnóstwo energii. Oprócz problemów z nawigacją, zmagałem
się z dziesiątkami zjazdów, podjazdów i trudnych zakrętów. Jeden z
3-metrowych uskoków udało mi się pokonać, zsuwając motocykl na boku.
Innym razem ze skarpy stoczyłem się najpierw ja, a za mną mój pojazd”.
Poobijany, piekielnie zmęczony, ale szczęśliwy Jarek Cisak I etap
ukończył na 41. pozycji. Następnego dnia rajd przeniósł się do Polski,
na poligon w Drawsku Pomorskim. Początek 100-kilometrowej trasy był
bardzo trudny pod względem nawigacyjnym – nasz motocyklista, podobnie
jak wielu innych zawodników, zgubił drogę i aby ją odnaleźć, musiał
wrócić kilka kilometrów. Później jadąc uważnie i równym tempem,
samotnie zmierzał w kierunku mety, z dużymi szansami na dobry rezultat.
Niestety, 20 km przed metą silnik KTM-a odmówił posłuszeństwa
(prawdopodobnie z powodu awarii głowicy). Niemal całonocna naprawa nie
przyniosła efektu i Jarek Cisak musiał wycofać się z zawodów. Gdy
emocje opadły, już nad ranem, nasz motocyklista zorientował się, że
ostatnim jego posiłkiem było... śniadanie, które zjadł dnia
poprzedniego.
XI rajd Berlin-Wrocław zakończył się zwycięstwem Christiana Wölfla
(KTM), który triumfował w kategorii motocyklistów. Wśród quadów
najszybszy okazał się Ralf Finkel (Kawasaki). Na szczęście, innym
naszym reprezentantom poszło znacznie lepiej niż Jarkowi – w kategorii
załóg samochodowych najlepsi byli Albert Gryszak i Michał Krawczyk
(Tomcat).
Powrót do góry strony
Społeczność | Komentarze