Motocykl poleca:

Yamahą FZ1 na Nordkapp

Poleć ten artykuł:

Norwegia to północ Europy, dlatego wybraliśmy się tam latem. Michał ruszył z Warszawy Yamahą FZ1, którą nazywamy Księżniczką. Tak rozpoczęła się nasza 17-dniowa wyprawa.

Podróże czytelników: Yamahą FZ1 na Norkapp. Zobacz całą galerię

Ja, po odwiezieniu naszej 15-miesięcznej córeczki do rodziców, z Rzeszowa doleciałam do Michała do Oslo. Norwegia jest droga, dlatego zabraliśmy prowiant, a na miejscu kupowaliśmy tylko to, co musieliśmy, nocowaliśmy na dziko pod namiotem, sporadycznie na kempingach. Ponieważ jesteśmy fanami i turystyki motocyklowej, i górskich wędrówek, zaplanowaliśmy obie atrakcje. Norwegia przywitała nas słoneczną pogodą, która wytrwała z nami do końca, zapachem lasów, lazurowymi fiordami, ośnieżonymi szczytami, szafirowymi jeziorami, masywami górskimi, przełęczami zapierającymi dech w piersiach oraz... wysokimi cenami. Kawa na stacji benzynowej kosztowała tyle, że wiedzieliśmy jedno: musimy o niej na ponad 2 tygodnie zapomnieć.

Najpierw Kjeragbolten
Dziś mamy w planie przejechanie ponad 400 km oraz wspinaczkę na pierwszą z zaplanowanych gór – Kjeragbolten. Nad urokami wspinaczki i widoczkami nie będę się rozpływać, bo słowa to za mało. Po powrocie ze wspinaczki ani nam w głowie rozbijać namiot, dlatego jedziemy do najbliższego HiHostelu. Na szczęście są wolne miejsca.
Następnego ranka wsiadamy na pierwszy podczas naszej wyprawy prom – z Lysebotn (miejscowości, w której nocowaliśmy) do Forsand. Przeprawa trochę trwa, ale widoki są rewelacyjne. Tego dnia planujemy zdobyć Preikestolen. Wspinaczka strasznie nas wymęczyła, ale nie dlatego, że była trudna, lecz dlatego, że trafiliśmy na tłum hałaśliwych hiszpańskich turystów, którzy zaludnili szlak. Po zejściu długo szukamy miejsca na nocleg, w końcu trafiamy: wymarzona miejscówka na skraju fiordu – cisza, spokój, z dala od cywilizacji.
Następny dzień to zdobywanie skały o nazwie Trolltunga, czyli Język Trolla. Około 9 godzin wędrówki w obie strony, tym świetniejszej, że w przepięknej pogodzie. Po zejściu jedziemy do Bergen. Gościmy tam u Iwony, mojej znajomej, i jej męża Bjørna. Wreszcie nocleg w cywilizowanych warunkach. Ugoszczeni, nakarmieni krewetkami, napojeni świetnym norweskim piwem śpimy jak królowie. Następnego ranka spacer po Bergen. Miasto bardzo nam się podoba: jest nie za duże, czyste i przyjazne. No i daje szansę odpoczęcia od ciuchów motocyklowych.  
Po spacerze odpalamy Księżniczkę. Zaglądamy do Flåmm – miasta określanego jako Norwegia w pigułce. Nic ciekawego tam nie znaleźliśmy, bo licznych restauracji, sklepów z pamiątkami i zacumowanego wycieczkowca nie da się zaliczyć do atrakcji. Niewątpliwą atrakcją tego dnia jest przejazd najdłuższym drogowym tunelem świata – Lærdal to około 24,5 km. Kolejny nocleg znowu na dziko: przyjemna miejscówka na brzegu fiordu.
Dziś coś dla Księżniczki – Trasa Atlantycka oraz Drabina Trolli. Po drodze obowiązkowo zatrzymujemy się na fotkę przy Geirangerfjorden – królu norweskich fiordów. Drabina Trolli: hmmm..., szczerze mówiąc, spodziewaliśmy się czegoś innego. Ale będąc w pobliżu na pewno warto ją przejechać. Księżniczka śmigała po zakrętach jak na skrzydłach. Spotkaliśmy mnóstwo motocyklistów z całej Europy, no i oczywiście jazgotliwych japońskich turystów z wielkimi tabletami. Trudno o wolny skrawek przestrzeni, aby zrobić zdjęcie. Radzimy przejechać tę trasę z drugiej strony, czyli z północy na południe. Jest ciekawiej.

Tagi: turystyka na motocyklu | Yamaha FZ1 | Podróże czytelników: Norwegia | Nordkapp

Oceń artykuł:

3.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij