Motocykl poleca:

Z Pomorza w Bieszczady - 1800 km w 5 dni.

Poleć ten artykuł:

Jak fajnie spędzić długi weekend, czyli historia o tym jak kilkunastu motocyklistów z Kwidzyna zrobiło sobie wycieczkę w Bieszczady. Relacja naszego czytelnika.

Zobacz całą galerię

Pięć lat temu grupa fanów dwóch kółek z Kwidzyna i okolic w województwie Pomorskim zebrała się razem i zaczęła wspólne podróżowanie. Jeździ do dzisiaj jako wolna grupa nie zrzeszona w żaden klub. Mottem przewodnim był, jest i raczej pozostanie wspólne podróżowanie. Zwiedzanie ciekawych miejsc, jazda dla przyjemności a nie ściganie się. Do kalendarza wyjazdów zapisał się wyjazd na weekend Bożego Ciała. Pierwszy wyjazd fani dwóch kółek ruszyli szlakiem wzdłuż naszego wybrzeża do Świnoujścia. Kolejna wyprawa to objazdówka po Mazurach. W tym roku na trzeci wyjazd zaplanowaliśmy Bieszczady.

            W niedzielę przed weekendem Bożego Ciała wszyscy spotkaliśmy się w knajpie celem omówienia spraw organizacyjnych. Trzeba było porozmawiać gdyż jechali całkiem nowi uczestnicy. Grupa liczyła piętnaście osób w przedziale od trzydziestu do ponad sześćdziesięciu lat na dziesięciu maszynach o różnicy ponad dwudziestu wiosen. Trzeba to było wszystko poukładać i wyjaśnić kilka zasad choćby jazdy w kolumnie.

            W końcu nadszedł dzień wyjazdu. Zaplanowany start na środę 03 czerwca o 12:00 osiągnęliśmy w 100%. Plan był prosty, przejechać ok. 250 km i zatrzymać się w Tomaszowie Mazowieckim na nocleg. Nie jest to może wyczyn godny podziwu ale jazda w dziesięć maszyn w tym jedna trajka nie należy do łatwych. Musieliśmy trzymać się w jednej grupie ponieważ po trasie zaplanowane były postoje na tankowania, obiady i zwiedzanie ciekawych miejsc. Możecie sobie wyobrazić przygotowanie jedzenia dla piętnastu dorosłych osób oraz czas jego spożycia. To zabierało nam dobrą godziną postoju. Nawet tankowanie na dużych stacjach gdzie nie ma wyłączności na dystrybutory dla motocyklistów pożerało sporo czasu. Wszystko to było zaplanowane przed wyjazdem. Jazda w mniejszej grupie może była by łatwiejsza ale nie robiła by takiego zainteresowania na drodze i postojach jakie widzieliśmy. Jedyna atrakcja na ten dzień jaka była przewidziana to zwiedzenie kolegiaty w Tumie. Jest to kościół w stylu romańskim zbudowany prawdopodobnie ok 1149 roku z przepięknym wnętrzem. Zobaczyć go można skręcając w Łęczycy na drogę 703 do Łowicza. Po przejechaniu ok 2 km skręcamy w lewo i kierujemy się prosto na ukazujący nam się kościół. Przed samym kościołem można zaparkować maszyny. Po obejrzeniu i zrobieniu zdjęć ruszyliśmy w stronę Tomaszowa Mazowieckiego skręcając w Ozorowe na Stryków. Chcieliśmy w ten sposób ominąć Łódź jak zwykle zakorkowaną. około godziny 19:30 zameldowaliśmy się na nocleg w ośrodku wypoczynkowym "Przystań". Miejsce godne polecania na jedną noc. Po przyjeździe szybkie zakupy mając na uwadze, że kolejny dzień jest świętem i wszystko będzie pozamykane. Wieczorem po kolacji przy piwku wszyscy uczestnicy otrzymali przypinki z okazji trzeciego wyjazdu Bożego Ciała.

            Dzień drugi którego obawiałem się najbardziej w związku z zaplanowanym przejazdem 450 km i zwiedzaniem kilku ciekawych miejsc rozpoczęliśmy o 6:00 rano. Noc nie należała do łatwych bo sąsiedzi również na motocyklach "pałowali" swoje maszyny obok naszego domku. Ruszyliśmy przed ósmą, drogą 713 na Opoczno a następnie 726 do "krajówki" 74 Piotrków Trybunalski-Radom. Kto mówi, że nic się nie robi na polskich drogach niech się nią przejedzie. Równa jak stół z pasem awaryjnym. Około 20 km przed Kielcami w miejscowości Bobrza (skręt w prawo) pojechaliśmy do ruin zakładów wielkopiecowych. Zakłady powstały na początku XIX wieku robią ciekawe wrażenie, zwłaszcza fragment okalającego je muru o grubości 6 metrów. Zaparkować najlepiej właśnie koło muru i podejść 100 metrów pod górkę. Czas nas gonił więc po zrobieniu fotek ruszyliśmy dalej. Wróciliśmy na drogę 74 ale nie na długo. Po ujechaniu dwóch kilometrów skręciliśmy w lewo na Samsonów w drogę 750. Tutaj po lewej stronie w centrum miejscowości stoją ruiny huty Józef wybudowanej na zlecenie Stanisława Staszica w 1817 roku. Jeżeli bramka będzie otwarta można wjechać motocyklami pod same ruiny. Stąd do następnego przystanku mieliśmy zaledwie 3 kilometry. Kolejnym celem było najstarsze drzewo w Polsce Dąb Bartek. Choć jego obwód pnia ma 9 metrów to żywej tkanki pozostało 10 cm. Konary już są podtrzymywane przez wzmocnienia. Kto może niech go zobaczy bo za kilka lat może go już nie być. Na przeciwko znajduje się duży parking gdzie można zostawić maszyny. Trzeba było lecieć dalej. Wróciliśmy tą samą drogą i po dotarciu do drogi 74 ruszyliśmy na Kielce. Na rozjeździe skręciliśmy na Kraków drogą S7 do Chęcin. To kolejna dobra droga, dwupasmowa obwodnica miasta wojewódzkiego. Tutaj do zobaczenia mieliśmy zamek Królewski. Nie sposób go przeoczyć. Kierować się trzeba do centrum przejeżdżając obok małego ale ciekawego rynku. Jak do tej pory zwiedzania mieliśmy za free. Parking dla motocyklistów nie jest płatny ale trzeba sie trochę powspinać pod górkę. Bilet normalny to koszt 15 zł. Do naszej piętnastki dołączyła pięcioosobowa rodzina i kupiliśmy bilet grupowy po 10 zł od osoby. Zamek z 1295 roku robi imponujące wrażenie. Po wejściu do środka zwiedzić można dwie wierze oraz skorzystać z atrakcji na dziedzińcu. W planie była do zobaczenia jaskinia Raj ale od dwóch tygodni nie było już wolnych biletów (trzeba rezerwować przez internet). Kolejny przystanek czekał nas w Ujeździe za 75 km. Musieliśmy wrócić na drogę 74 w kierunku Opatowa. W miejscowości Baćkowice skręciliśmy w lewo drogą 785 na Tarnobrzeg. Po dojechania do miejscowości Ujazd po prawej stronie ukazuje sie niezwykły zamek Krzyżtopór. Zaparkować można przy samym zamku a wejście kosztuje 10 zł. Zamek nie jest aż tak stary jak inne w Polsce pochodzi z XVII wieku. Posiada w sobie jednak coś niezwykłego. Inspiracją podczas budowy był chyba kalendarz. Zamek posiadał tyle okien co dni w roku, pokoi tyle ile tygodni, sal dużych tyle ile miesięcy, a cztery baszty to ilość kwartałów w roku. Oba zwiedzone dzisiaj zamki zobaczyć trzeba koniecznie będąc w okolicy. Ostatnim dzisiaj punktem był Sandomierz z podziemnymi trasami i starówką. Podziemia zwiedzać można na określone godziny więc zwiedziliśmy przepiękny rynek (Sandomierz osiada dwa ryki jeden obok drugiego). Motocykle zaparkowaliśmy koło straży miejskiej więc mieliśmy dobre baczenie na maszyny. Była godzina 16:00 a nam pozostało jeszcze 180 km do przejechania. Ruszyliśmy na Tarnobrzeg, potem trasą 19 na Rzeszów w końcu 886 na Sanok. Kolejny nocleg przewidziany był w "Osadzie Załuż" w Załużu. To jedno z lepszych noclegowni jakie mieliśmy. Domki w stylu góralskim 7-8 osobowe z pełnym zapleczem nad rzeką San. Do dyspozycji grill, ognisko, łódki do popływania i wiele innych. Co ważne właściciel bardzo przyjazny i sympatyczny.

            Trzeci dzień to jazda przez Bieszczady. Wyjechaliśmy przed dziewiątą. Na temat Bieszczad opisano już tak wiele artykułów, że pozwolę sobie wspomnieć ten dzień pokrótce.  Pierwszym celem był wjazd na punkt widokowy w Bezmiechowe z widokiem na całe Bieszczady. Nie sposób obejrzeć było największej naszej zapory w Solinie. Pomimo swoich 47 lat użytkowania dalej wzbudza podziw. Tutaj pierwszy raz płaciliśmy za parking. Ale wiadomo jak to górale kasują za wszystko. Z Soliny ruszyliśmy do miejscowości Hoczew gdzie od tej pory jechaliśmy Wielką Pętla Bieszczadzką. Po postoju przy pomniku Karola Świerczewskiego w Jabłonkach ruszyliśmy do Cisnej. Obiad zjedliśmy w barze Siekierezada. Bar słynie ze swojego nietuzinkowego wystroju. W stołach powbijane są siekiery na ścianach powieszono dziesiątki rogów i innych ozdób. Co do jedzenia to nie polecam. Karkówki były nie dopieczone. Pozostali uczestnicy też nie byli zachwyceni. Podczas naszych podróży zauważyliśmy już to nie pierwszy raz, że kultowe miejsca nie do końca mogą pochwalić się dobrym jedzeniem. Pozostał nam najdalej wysunięty punkt na trasie Ustrzyki Górne. Miejscowość nijaka trzy domy na krzyż i sklep. Jadąc w kierunku Ustrzyk Dolnych zwiedziliśmy jeszcze cerkiew w Rabe. Było ich na trasie kilkanaście. Ale ta, bardzo malutka ze swoimi ikonami zrobiła na nas wrażenie. Po zatankowaniu naszych "koni"  ruszyliśmy do Przemyśla na kolejny nocleg. Tutaj na życzenie co niektórych mieliśmy pokój szesnastoosobowy w PTTK "Podzamcze" tuż przy starym mieście. Przed spaniem zwiedziliśmy starówkę robiąc fotki przy fontannie z niedźwiedziem oraz wojakiem Szwejkiem. Chociaż był to dzień o najkrótszej trasie - 230 km to dobrze, że miałem stopery w uszach. Spanie w piętnaście osób na jednej sali po trzech dniach jazdy przerodziło się w podróż na rykowisko (chrapanie stawało się nie do zniesienia).

            Czwartego dnia zaczęliśmy od zwiedzenia jednej z twierdz umocnień Przemyskiego Rejonu Umocnień. To najbardziej wysunięty na południe odcinek Linii Mołotowa z ponad 100 budowlami obronnymi. Warto zobaczyć a i cena nie duża 7 zł. Ruszyliśmy drogą 77 do Jarosławia a stąd trasą 870 na Sieniawę. skręciliśmy w lewo na drogę 835 w kierunku Biłgoraj. Krótki postój zrobiliśmy w Szczebrzeszynie gdzie chrząszcz brzmi na małym ryneczku. Kilka fotek z insektem i ruszamy do Zamościa na słynny rynek. Tam spotykamy znajomych z Chełma a ich motocykl przyciągnął oko młodej pary która zrobiła sobie z nami sesje zdjęciową. Na wesele jednak nie mieliśmy czasu. Po szybkiej kawie i lodach ruszyliśmy 17 w stronę Lublina. I tu kolejny niepowtarzalny rynek oraz przepiękny deptak. Było to już po południu a nam chciało się coś zjeść. Za Lublinem w kierunku Warszawy na pierwszym zjeździe w lewo znajduje sie restauracja Bida. Ceny przystępne ale porcje nie do przejedzenia. Porcje w rozmiarze XXXL i bardzo smaczne. Obsługa uwija się jak w ulu. 1/3 nie dała rady zjeść całości. Pozostałość można zabrać na wynos. Tankujemy maszyny i ruszamy dalej na Puławy przez most na Wiśle w kierunku Radomia. To nasz ostatni nocleg. Nocujemy w Hostelu z dwoma pokojami. Jeźdźcy z plecakami do jednego pozostali do drugiego. Miejsca czyste i schludne. Wszędzie miejsca postojowe zabezpieczone zamykaną bramą pod monitoringiem.

            Ostatni dzień to czas powrotu do domu. Jadąc na taki wyjazd nie sposób było zajechać do muzeum motoryzacji w Otrębusach. Jadąc od strony Warszawy nie sposób go nie zobaczyć, znajduje się po prawej stronie przy samej drodze. Na zewnątrz jest sporo autobusów w środku eksponaty dla miłośników czterech i dwóch kółek. Koszt wejścia to 10 zł. a parkować można przed samym wejściem. Po obejrzeniu wszystkiego ruszyliśmy na Sochaczew drogą 2 żeby w końcu skręcić na Wyszogród. Tutaj chcieliśmy zobaczyć przyczółek najstarszego i najdłuższego  drewnianego mostu w Europie. Jadąc nowym mostem nie widzieliśmy go i skręciliśmy na Płock. Podczas postoju na stacji benzynowej ubieramy deszczaki. Do tej pory mieliśmy wspaniałą pogodę. Przez wszystkie dni słonecznie, wymarzona pogoda motocyklistów. Od teraz do Grudziądza będzie trochę padało. Do Kwidzyna wkraczamy jednak w słońcu. Jest godzina 18:00 na liczniku naszego kolegi widnieje 1802 km. Zostaje nam jeszcze trochę wspólnych pieniędzy więc rzucam hasło na odstawienie motocykli i spotkaniu się u mnie w domu. Kończymy po 24:00.

            Trzeci wyjazd Bożego Ciała za nami. Wszyscy zmęczeni ale zadowoleni. Jak rok temu miejsce kolejnego wyjazdu zostało już ustalone. W 2016 roku jedziemy na Dolny Śląsk. To ostatni róg Polski do zobaczenia w którym nie byliśmy. Plan na piąty wyjazd zakłada zwiedzenie Szwecji. Choć nie jesteśmy klubem motocyklowym istotą naszych wyjazdów jest jazda turystyczna i zwiedzanie ciekawych miejsc. Do zobaczenia na trasie i "lewa w górę".

Długość trasy: 5 dni 1800 km.

Trasa: spokojna przez 6 województw.

Droga: Drogi ekspresowe dwupasmowe, krajowe z pasem awaryjnym bardzo dobre, wojewódzkie trochę gorsze, w Bieszczadach wąskie.

Co warto zobaczyć:

  • Kolegiata w Tumie,
  • ruiny zakładów wielkopiecowych w Bobrzy,
  • ruiny Huty Józef w Samsonowie,
  • Dąb Bartek koło Samsonowa,
  • Zamek Królewski w Chęcinach,
  • Zamek Krzyżtopór w Ujeździe,
  • Starówkę w Sandomierzu,
  • Bar Siekierezada w Cisnej,
  • trasę wielkiej pętli bieszczadzkiej,
  • Rynek w Zamościu,
  • Rynek w Lublinie,
  • Bar Bida pod Lublinem,
  • Muzeum motoryzacji w Otrębusach.

Tagi: turystyka | Pomorze | Bieszczady | Tomasz Drzewiński | relacja czytelnika

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij