Skocz do zawartości


Zdjęcie

Wyprawa do Venezi :))


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1 krzyh1

krzyh1

    Newbie

  • Forumowicze
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 16 wrzesień 2009 - 9:27

No to może ja opiszę swoją wyprawę rok temu w sierpniu – jak na razie najdłuższa moja trasa na X-e i niezapomniana i bogata w extremalne przeżycia
Cała trasa – 3400km (w dwie strony)
Wałcz- Venezia - Jesolo - Innsbruck - Chiemsee - Praga – Kudowa Zdrój – Wołomin – Wałcz
Wyjazd był strasznie przypadkowy i wcale niezaplanowany – w jedną strone jechałem samochodem z zapakowanym na nim motorkiem , za sobą ciągnąłem kemping.



Dobrego kolegi ojciec który mieszka pod Atenami przyjechał do Wałcza z rodzinką (samochodem) i kupił drugi samochód z kempingiem , poprosił mnie żebym pomógł mu go odstawić na prom w Venezi. W pierwszej wersji miałem z nimi płynąć do samych Aten i stamtąd wrócić samolotem, ale na dzień przed wyjazdem okazało się że jednak tylko do Venezi (w Grecji już miał ktoś na niego czekać i zabrać stamtąd autko z kempingiem)


Wymyśliłem sobie że po co mam się dusić w puszce ze skrzydłami a X będzie stygł w garażu ;) uzgodniliśmy że pakuje motka do autka i wracam motorkiem – nie było sprzeciwów tylko ogólne zdziwienie i szok że chce sam jechać motorkiem taką trasę ;)
Ruszyliśmy z Wałcza w środę z rana – (prom odpływał w piątek) – trasy samochodem nie będę opisywał bo to nuda ;) - po drodze spaliśmy w okolicach Munchen. Dojechaliśmy w czwartek ok. 18 na miejsce do Venezi – troszkę trzeba było odpocząć zjeść kolacyjkę i lulać bo rano w piątek trzeba zwalić motorek z autka i pakować samochody na prom.

Po odstaniu swojego w kolejce do promu krótkie pożegnanie i siedziałem już na X-ie , ale w jednej chwili ogarnęła mnie panika jak spojrzałem na gps-a gdzie jestem i że jestem tutaj sam i nikogo cholerka znajomego nie ma.

Chwila zastanowienia i wystartowałem na podboje Venezi. Niestety po mieście nie da rady poruszać się czymkolwiek co ma koła – wjazd na parking strzeżony (opłata 15euro za 24h za moto) wypakowałem to co mi było potrzebne (fajki, aparat, portfel) w plecak i ruszam - i co teraz?



Wykupiłem bilet na autobusy miejskie(pływające) 12-to godzinny za 11euro i ruszyłem w miasto na razie na nózkach – jeszcze po drodze zakup przewodnika turystycznego (udało się kupić w wersji PL ) – kierunek Plac św. Marka





Uliczki faktycznie wąskie tak jak w TV widziałem ale nie śmierdzi tak jak też w TV mówili. Można się zgubić w tym gąszczu tych „uliczek” , ale na praktycznie każdym narożniku budynku były tabliczki informujące gdzie iść żeby dojść do różnych miejsc (mnie interesowało tylko Piazza San Marco) i tak się pogubiłem troszkę ;) ale w końcu udało się dotrzeć – i to co ujrzałem to był szok – takich rzeźb, budynków w życiu na oczy nie widziałem – dorwałem aparat i strzelałem foty jak z kałasznikowa ;) Chodziłem tu i tam i ciągnąłem za sobą szczękę z wrażenia ;)




Połaziłem sobie po tej Venezi troszkę i popływałem (autobusem wodnym) – przepłynąłem Canale Grande , byłem na moście Rialto, w Bazylice św. Marka , przy pałacu Dożów – wypiłem kawusie w Wenecji w restauracji (4euro) i jeszcze mógłbym pisać i pisać gdzie byłem i co widziałem ale i tak to nie odda tego co tam naprawde jest i co można zobaczyć – przepiękne miasto !!!



Zbliżała się godzina 18 i czas było zastanowić się i poszukać jakiegoś noclegu – włączyłem gpsa i wyszukałem kemping nad samym Adriatykiem w Jesolo (45km od Wenecji) Parco Capraro http://www.parcocapraro.it/ (doba z motocyklem przy namiocie 11 euro) Po rozbiciu namiotu przyszedł czas na kolacje i na piwooooo – w ośrodku tym był sklep spożywczy(cholernie drogi) i pizzeria (z normalnymi cenami – duża pizza plus piwo plus kawa 12euro) Przez moment zastanawiałem się czy iść się wykąpać w morzu (tylko w którą stronę ono było od kempingu) ale byłem tak zmęczony ze marzyłem już o tym żeby się wykapać pod prysznicem (dostępne na terenie osrodka) położyć i zasnąć co też uczyniłem a to jedno piwo mi w tym pomogło bardziej hehe Jak tylko się położyłem to cholera zaczęła jakaś ciuchcia jeździć wkoło namiotów z małymi dzieciakami – muzyka piski dzieciaków wrrrrrr… ale udało się po chwili mogli nawet fajerwerki rzucać koło mnie i tak by mnie to nie ruszyło.




Rano pobudka i szybki wypad nad morze – i masakra woda jak w czajniku ciepła – rewelka. Jak wracałem z plaży to spotkałem małżeństwo z polski (Cholerka wszędzie nas pełno) po kilku pytaniach gdzie jechać i co zobaczyć(i tak nie zapamiętałem) szybki wypad do pizzeri posilić się przed drogą.


No to ruszam –machanie Italiańcom ręką na pożegnanie i lekkie odkręcenie manetki i Parco Capraro pozostało historią. Stanąłem gdzieś po kilku km na parkingu – szybkie luknięcie w gpsa – gdzie są i jak daleko ALPY
Pomyslałem sobie że nie będę jechał autostradą bo G… zobacze - wyznaczyłem sobie trase Jesolo – Feltre – Brunico 235km w górach – w końcu Alpy  no to ruszam… Jazda we Włoszech po drogach podrzędnych jest piękniejsza niż u nas po autostradach – gładko jak na stole  … w końcu widać góry hura …




widoki nieziemskie , zakręty też kosmiczne co parking to postój aparat foty foty i foty … jest pięknie ;) wjechałem do jakiegoś miasteczka i znów dostałem szoku – motorów jak na zlocie motocyklowym zajechałem na parking i czuję się jakoś dziwnie – każdy do mnie macha i uśmiecha się , kilka osób podeszło zapytac się skąd jestem i ogólnie czy wszystko ok. – ludzie zdziwieni jak bym z kosmosu przyleciał ale ogólnie jest bardzo miło ;)







– obiadek w restauracji (o zgrozo 30 euro z kawą) ruszam dalej … manetka , ryk tłumika machanie ręką … jade dalej … i znów zakręty widoki nieziemskie i co parking postój i zdjęcia – znów jest pięknie … do czasu ;( - wysiadła mi ładowarka do gpsa a w nim zabrakło prądu – no i przeżywam tzw szok – nie mam zadnej mapy papierowej jesoooo drogi co teraz… no nic trzeba jechać przecież będą drogowskazy to jakoś dam rade … do pierwszego skrzyżowania … jakieś dziwne nazwy miasteczek, nie wiem co się dzieje i w pewnym momencie nie wiem gdzie jestem i gdzie mam jechać, ale twardo jade dalej – i znów doznaję szoku po raz drugi jak patrze na wskaźnik paliwa że jakoś dziwnie szybko zbliza się do czerwonego pola … jest miasteczko i znak tankszteli – banan na twarzy , para z kasku zeszła – jest ok. hehehe do chwili jak się okazało że jest on nieczynny ponieważ w niedziele we Włoszech w takich miasteczkach wszystko jest pozamykane tzn „cpn-y” … zachciało mi się płakac ;( paliwa mam jeszcze na jakieś może z 70km a jestem głęboko w D… górach poza tym zaczęło się jakoś szybko szaro robić … nie chciejcie wiedziec co w tym momencie sobie myślałem ;( ze stane gdzieś w górach na jakimś zadupiu i wyskoczy zaraz jakiś yeti i mnie podrapie buuuuu masakra … jade dalej … jest nastepne miasteczko , jest „CPN” huraa jest ale nieczynny a dystrybutory są na wsadzane pieniadze najpierw a potem tankowanie – tylko że jakoś opisane nie po naszemu echhhh(dlaczego ja ruski miałem w podstawówce a nie włoski) wkładam 50 euro pistolet w zbiornik i coś wciskam i leci… banan na twarzy – będę żył ;) yeti mnie nie dogoni hehe naleciało do fula za 23,5euro 18litrów – wszystko fajnie tylko że żadna reszta mi nie wyleciała …wa mać … stoje wciskam coś i ni huhu nie oddaje mi kasiorki … ochote mam wyrwać dystrybutor z korzeniami ale… pora nie ta bo spania trzeba szukać… no nic zeruje licznik pale maszyne i pedze dalej , po drodze zatrzymałem się w przydrożnej knajpie która była otwarta , zjadłem coś (nie pamiętam już co to było) ale kupiłem jakąś mape papierową (jedną tylko mieli – szlaki tylko górskie ale lepsza taka niż żadna) od właściciela dowiedziałem się na jakie miejscowości mam jechać żeby dostać się na autostradę … więc jadę … jest znak na autostradę ;) zadowolony w końcu że już nie zginę pedze do granicy włosko - austryjackiej - wykupiłem winietę na motorek (chyba z 6euro) za granicą kupiłem mape prawdziwą , zatankowałem (w końcu normalnie – oddała mi pani resztę ;) ) i jadę dalej – kierunek Salzburg – jest godzina ok. 20 jest już ciemno… ale jestem na autostradzie i jest ok. do czasu aż nie zerwał się halny i nie zaczęło lać jak cholera, na szczęście był zjazd na parking z wc i było gdzie się schować – przed deszczem… udało się !!! Chwile postałem tak żeby przeczekac deszcz … w końcu przestało wiec pędze dalej ( w między czasie na mapie poszukałem gdzie będę spał) – kemping nad jeziorem Chiemsee odległość ode mnie jakieś 80km – nie daleko ! wypad na autostradę i rura troszkę szybciej , po 15km zaczęło lać znów , leje, błyska się wieje jak cholera samochodów od zarąbania na drodze a ja jadę poboczem 50km/h nie daje rady szybciej bo nic nie widze – przejechałem jakieś 30km w ulewie w jakiej w życiu jeszcze nie jechałem - zjechałem na tanksztele już po stronie niemieckiej, mokry , zmarznięty i ogólnie załamany ze nie mam noclegu a jest ok. 23.00 – masakra ….


Wypakowałem z torby kombinezon przeciwdeszczowy (kondonik Luisa za pare plnów) ubrałem się i pedze bo spac się chce …. Po jakimś czasie w końcu przestało padać … jest lepiej … dojechałem na kemping jest ok. 1 w nocy na kempingu ciemno … ja pierdziele chyba nie czynny ale wylazł jakiś facet wiec mu mówie że chce nocleg , a on na to ze jest za późno i że mnie nie wpuści bo jak odpale motor to pobudze ludzi bo dzieciaki śpią itp. ale po krótkiej konwersacji dogadałem się ze nie będę odpalał maszyny tylko ja wepchnę i rozbije namiot – za dnia mieliśmy załatwic formalności … udało się przy swietle z X-a rozbiłem namiot , nawet szpilek nie wbijałem miałem to w D…. i spanie jesuuuuu jaki namiot jest piekny w środku i jak ciepło w śpiworze ;)





Rano obudziły mnie rozmowy (ok. 9) i to rozmowy po naszemu … byłem zaspany jeszcze ale to co pomyślałem to to że ja chyba z tego zmeczenia w nocy to dojechałem do polski … okazało się że jakiś gość był z polski z siostrą i żoną – po chwili rozmowy dostałem od nich ciepłej kawy … jak miło  pogadaliśmy chwile , polazłem załatwić formalności (nocleg 16euro doba) pokręciłem się po okolicy znów aparat i foty ale już nie tak chętnie jak w Alpach czy Wenecji . ok. 11 wyjechałem w kierunku Pragi …(480km) trasą na Munchen – Regensburg - Praga tym razem już mi odeszła ochota na jakiekolwiek zwiedzanie… dojechałem do granicy niemiecko- czeskiej , chciałem wykupić winietę ale okazało się ze w Czechach motory po autostradzie jeżdżą za free ;) – no to pędzę do Pragi


Dotarłem do Pragi ok. godz 16-16.30 , piekne miasto ale ja G… widziałem przejechałem w kilka miejsc zrobiłem kilka fotek i odechciało mi się zwiedzać








o 18.30 wyjechałem z Pragi w kierunku Polski do Kudowy Zdrój (160km) po drodze coś zjadłem na „CPN-ie” w Czechach , kawa , napój na drogie i odkręcenie i rura – w Kudowie wylądowałem ok. 22.00 , na granicy popytałem gdzie tutaj można się kimnąć , ale chodziło mi już o jakiś hotel no i znalazłem – chyba z 50zł doba ze śniadaniem . Uwierzcie mi ze pokochałem tamto łóżeczko – o niebo lepsiejsze od podłogi w namiocie ;) i prysznic goracy ummm
Rano jak się obudziłem to polazłem do sklepu po jakiś prowiant, bo oczywiście śniadanie w tym hotelu to nie starczyło ;) po wszystkim spakowałem się i ok. 12 wyruszyłem w kierunku Warszawy (do Wołomina 480km) trasa Kudowa Zdrój – Opole – Częstochowa – Piotrków Tryb. – Warszawa – Wołomin. Na miejscu byłem ok. 18-19 i tutaj już luzik , w końcu można odpocząć , po trzech dniach wróciłem z Wołomina do Wałcza (400km)
Po tej mojej przejażdżce przez tydzień nie wsiadałem na motorek - dochodziłem do siebie ;) ale było warto ;) i jak bym miał jeszcze okazje raz pojechać w taką trasę to bez zastanowienia na X-ie mogę jechać dookoła świata , motorek sprawił się rewelacyjnie, zero z nim problemów… a miałem ze sobą tylko klucz do naciągnięcia łańcucha który przydał mi się – łańcuch miałem na wykończeniu , przed wyjazdem zostało m i 1,5 kreski naciągu po powrocie już nie miałem żadnej kreski.

No to się rozpisałem :)
Na motorku zrobiłem (nie licząc jazdy samochodem) 2000km

Koszt całej imprezy – 600 euro
Na szczęście nie ja płaciłem ze swoich ;) – kaske dostałem za to że zaprowadziłem samochód na prom – udało się ;)

Teraz czekam na wasze relacje ;) moja była rok temu – w tym roku poganiałem tylko po PL ale… już nakręciłem w tym sezonie 10tyś km

pod tym linkiem ten sam tekst z załączonymi fotkami ;)

pozdrawiam wszystkich

Wyprawa do Venezi
  • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych