Motocykl poleca:

Forza Aprilia!

Poleć ten artykuł:

Rok 2010 nie jest najlepszy dla Włochów: Rossi się połamał, drużyna piłkarska bez jednego zwycięstwa pożegnała się z Mistrzostwami Świata w RPA... Sytuację ratuje Max Biaggi i Aprilia w MŚ SBK.

Wczoraj (27.06) na torze Misano Adriatico rozegrano 8. rundę MŚ SBK. Co ciekawe pole position wywalczył Troy Corser na BMW(!). Obok niego stanęło dwóch Włochów - Max Biaggi na Aprilii oraz Michel Fabrizio na Ducati.

Atomowym startem do pierwszego wyścigu popisali się zarówno Corser, jak i Biaggi. Jednak po pasjonującej walce w pierwszy, zakręcie na czele jechało BMW. Na plecach siedział mu Biaggi, Carlos Checa (Althea Racing), Sylvian Guintoli (Suzuki ), Michel Fabrizio, Cal Crutchlow (Yamaha) oraz Noriyuki Haga (Ducati). Niestety wywrotka Crutchlowa zakończyła ciekawą walkę z Nitro Norim Hagą. Na początku wyścigu zakopciło Ducati Jakuba Smrża, w jego ślady na 8. kółku poszła beemka Rubena Xausa. Wyścig układał się bez większych emocji. W czołówce Fabrizio poradził sobie w końcu z Guintolim i kombinował jak tu łyknąć Checę. Stawka się nieco rozciągnęła - Haga tracił kontakt z czołówką, a do tego zaczął go atakować Haslam oraz startujący z dalekiej 14 pozycji teamowy kolega Biaggiego - Leon Camier. Dość szybko objechał obu i rozpoczął pościg za czołówką.

Na 8. okrążeń do końca Corser popełnił swój pierwszy błąd - na to tylko czekał podążający za nim jak cień Biaggi. Objął prowadzenie. Tuż za nimi czekał na okazję Carlos Checa. Doczekał się zaskakująco szybko, bo już dwa okrążenia później. Corser popełnił swój drugi błąd i zbyt mocno przyhamował w ciasnym winklu - to wystarczyło, żeby stracić kolejną pozycję.

W tej kolejności wpadli na metę: Checa bezmała 0,4 sek. za Biaggim i przed Corserem. Niecałą 0,1 sekundy za tym ostatnim linię mety przekroczył Fabrizio. Najpoważniejszy konkurent do tytułu - Leon Haslam był dopiero 8.



Drugi wyścig był zdecydowanie ciekawszy. Piękny start Biaggiego niewiele mu pomógł. Corser wszedł mu pod pachę - w wyniku zamieszania Max spadłna czwartą pozycję. Wyprzedzili go również Chceca i Fabrizio. Na domiar złego za plecami atakował Haslam. Haga po słabym starcie był dopiero 10.

Na 4 okrążeniu Hiszpana zaatakował Fabrizio, sytuację postanowił również wykorzystać Biaggi. W wyniku powstałego zamieszania Checę wyprzedzili także Haslam i Crutchlow. 17. kółko do końca oznaczało początek pecha dla Corsera - objechał go Fabrizio. Jednak nie nacieszył się długo prowadzeniem. Krótko po tym w tyle zostawił go Biaggi.

Na 10. okrążeniu z rywalizacji odpadł James Toseland i wszystkie oczy ludzi z teamu Sterilgarda Yamaha skierowały się na Cala Crutchlowa. Brytyjczyk musiał sobie z tego zdawać sprawę, bo zaczął jechać nieco rozważniej i ostrożniej. Co wcale nie pomogło Fabrizio, którego zaatakował na 4 kółka do końca. Po tym ataku Włoch jakby przygasł. Wprawdzie nie tracił dystansu, ale biernie podążał jak cień za Yamahą. Nie atakował. Stary lis po prostu uśpił czujność konkurenta i spadł na niego jak jastrząb w przedostatnim okrążeniu. Wytrącony z równowagi Crutchlow nie był już w stanie odpowiedzieć na ten atak.

Pech przypomniał sobie o Corserze - na ostatnim kółku, tuż przed metą przestrzelił on zakręt i dlatego dojechał dopiero na 10. pozycji.

Tagi: SBK | Aprilia | Biaggi | Checa | wyścigi | Corser | Fabrizio | Haslam

Oceń artykuł:

1.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij