Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Spidi Tour 2017 - trasa po Dolnym Śląsku

Kręci cię turystyka na motocyklu? Chcesz poznać super ludzi i odwiedzić ciekawe miejsca? Spidi Tour to impreza dla właśnie dla ciebie! Pierwsza polska edycja odbyła się w sobotę 8 lipca. Było czadowo!

Uczestnicy z całej Polski, w sile 28 maszyn, zameldowali się w sobotni poranek we wrocławskim salonie Motoklan przy ul. Legnickiej. Nie zniechęcił ich nawet przelotny deszcz - motocykliści nie wymiękają. Integrację rozpoczęliśmy od kawy, ciastek i szybkiego powitania. Chętni mogli przetestować odzież i akcesoria na dystansie 220 km(!) - do wyboru były dwa modele kurtek Spidi: 4season oraz Venta Max w pełnej rozmiarówce, a dodatkowo nawigacje i kaski.

Cel był jeden - miło spędzić sobotę, pojeździć po górskich winklach, a przy okazji poczuć klimat Gór Sowich i odwiedzić ciekawe miejsca. Kolumna motocyklistów w kamizelkach Spidi robiła wrażenie. Przekonaliśmy się o tym w Gniechowicach (ok. 25 km od Wrocławia) - patrol policji był mocno zaintrygowany. Na szczęście motocykliści nadają na tym samych falach, więc skończyło się na kontroli dokumentów i ok. 40-minutowym opóźnieniu w stosunku do planu trasy.


Pierwszy ciekawy odcinek stanowiły drogi w okolicach Sobótki i masywu Ślęży. Jeszcze ciekawiej zaczęło się za Świdnicą - swoje dołożyli tu drogowcy, którzy przygotowali niespodziankę w postaci sfrezowanej nawierzchni.

Na szczęście Walim przywitał nas równiutkimi, choć nieco brudnymi asfaltami - wybraliśmy wąskie dróżki wokół. Następnie przez brukowane patelnie walimskie (kiedyś prowadziła tędy trasa samochodowego Rajdu Polski) skierowaliśmy się do Rościszowa. Tu właściciele chopperów i cruiserów musieli się trochę zmęczyć. W Rościszowie, w Domu Tkacza zatrzymaliśmy się na kawę i słodką przekąskę (szczególnym wzięciem cieszyła się drożdżówka z rabarbarem). Przy okazji uczestnicy mogli poznać historię tego klimatycznego obiektu i częściowo go zwiedzić (normalnie działa tu pensjonat i można wynająć pokój).


Serpentyn i agrafek nigdy dość, więc skierowaliśmy się do Pieszyc tylko po to, żeby krętą i szeroką drogą wjechać na Przełęcz Jugowską, a następnie w kierunku Rzeczki. Wszyscy zdążyli już porządnie zgłodnieć, więc obiad w schronisku "Orzeł" był strzałem w dziesiątkę!



Po obiedzie rozpoczęliśmy bardziej turystyczną część dnia - nie mogliśmy ominąć kompleksu "Olbrzym" w Jugowicach. Mnoży się ilość teorii na temat celu jego powstania. Wciąż nie odkryto ani wszystkich elementów, ani tym bardziej tajemnic. W III Rzeszy ten projekt miał najwyższą klauzulę tajności, więc historykom jest bardzo trudno dotrzeć do jakichkolwiek dokumentów... Niemcy bardzo się spieszyli, a życie przymusowych robotników nie miało dla nich żadnego znaczenia. Prace przerwał nadchodzący front - wówczas świadków rozstrzelano, a wejścia starannie zamaskowano.

W każdym razie polecam zwiedzenie tego obiektu. Pływanie łódką wewnątrz góry (na wysokości ok. 600 m n.p.m.) również ma swój urok.

Pierwsze krople deszczu skutecznie nas zmotywowały do zagęszczenia ruchów. Wąskimi i krętymi jak baranie rogi drogami pojechaliśmy zobaczyć tamę w Zagórzu Śląskim. Wymiary kamiennej zapory robią wrażenie - ma ona długość 230 m, szerokość u podstawy 29 m i wysokość 44 metry. Trzeba pamiętać, że została ona zbudowana w 1917 roku. Tutaj w promieniach zachodzącego słońca pstryknęliśmy sobie pamiątkową fotkę. 



Kolejnym punktem trasy było największe sztuczne jezioro na Dolnym Śląsku, czyli Zalew Mietkowski. Widok porośniętych drzewami wysp na każdym zrobi wrażenie! Z Mietkowa najprostszą drogą skierowaliśmy się do Wrocławia zamykając pętlę.

Pierwszy w Polsce Spidi Tour udał się znakomicie. Miesięcznik "Motocykl" był patronem medialnym imprezy, zaproponowaliśmy również przebieg trasy i poprowadziliśmy całą grupę. Pogoda dopisała - grupa motocykli bardzo skutecznie mijała się z ulewnym deszczem.

Dziękujemy wszystkim za udział i zapraszamy za rok! I to bez względu na markę czy rodzaj motocykla jakim jeździsz. W ekipie obok chopperów i cruiserów jechała również Basia na Kawasaki Ninja 250. Ograniczeń nie było. Po stronie awarii można tylko wpisać Hondę Hornet, która rzuciła palenie w górach i wróciła do Wrocławia na busie.

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij