Motocykl poleca:

Diverse Night of the Jumps 2006

Poleć ten artykuł:

Gdy w 1997 roku w katowickim Spodku przy dźwiękach ostrego rocka brałem udział w imprezie Odjazdy ,97, nie przypuszczałem, że prawie 10 lat później będę tam na show, w czasie którego zawodnicy będą latać pod samym dachem, a adrenalina buchnie jak z gejzera.
Zobacz całą galerię

Diverse Night of the Jumps zaplanowano na 24 i 25 listopada. Tragedia w kopalni Halemba postawiła zawody pod znakiem zapytania. Organizatorzy wybrnęli z impasu, rezygnując z ogni sztucznych, cheerleaderek i innych elementów oprawy. Ale to nie jedyne problemy, które trzeba było pokonać. Okazało się bowiem, że katowicki Spodek – obiekt co by nie mówić wielki – mimo wszystko jest za mały. Warunki do skakania były więc nawet dla wytrawnych freestylerów bardzo trudne. Niemniej 24 listopada przeszedł do historii polskiego motocyklizmu jako data pierwszej w naszym kraju freestyle’owej imprezy tej rangi.

W ramach katowickiego Diverse Night of the Jumps rozegrano dwie ostatnie rundy MŚ w motocrossowym freestyle’u, które pozwoliły ustalić końcową klasyfikację. Wprawdzie Matowi Rebeaud nic nie mogło przeszkodzić w zdobyciu pierwszego tytułu w historii tej dyscypliny, ale sprawa pozostałych miejsc była otwarta. Po raz pierwszy w MŚ wystartowało dwóch Polaków: Bartek Ogłaza z Diverse Extreme Team oraz Darek Kłopot z Cross Team Zielona Góra – zupełny nowicjusz, jeśli chodzi o starty w zawodach tej rangi. W kwalifikacjach wzięło udział 11 zawodników, sześciu weszło do finału.

Pierwszego dnia (piątek) na starcie zabrakło dwóch znakomitych zawodników – Francuza Ludovica Gillou, który podczas treningowego backflipa roztrzaskał motocykl, oraz Jimmy’ego Fitzpatricka z USA, którego bagaż ze sprzętem zgubiono na lotnisku w Chicago. Imprezę rozpoczął Darek Kłopot. Jak powiedział później, tuż przed występem trema „zbetonowała” mu ręce. Znacznie lepszy występ zanotował Bartek Ogłaza, niestety jego 203 pkt. nie wystarczyły, aby wejść do finału. To, jak wymagający był tor, pokazały kolejne przejazdy. Znakomici i doświadczeni zawodnicy, tacy jak Busty Wolter czy Jimmy Verburgh, popełniali błędy, a nawet przydarzały im się tzw. death sailor, czyli przeloty bez tricku, punktowane zerowo. Wielu zrezygnowało z backflipów, a Oystein Kjorstad złamaniem ręki przypłacił próbę jego wykonania.



 
     
Tym heelclicker backflipem Podmol postawił w Katowicach kropkę nad „i”.
Piły spalinowe to stały element wyposażenia kibiców freestyle’u.
 Darek Kłopot i Bartek Ogłaza – nasi ludzie na Diverse Night of the Jumps Katowice 2006.

Przed zawodami Czech Libor Podmol powiedział mi, że wygra ten, kto popełni najmniej błędów. Mocno wziął to sobie do serca, nie popełnił żadnego błędu i z największą liczbą punktów wygrał piątkowe kwalifikacje. Oprócz Podmola, do finału weszli: Anglik Kris Brock, który miał szczęście, bo awansował dzięki kontuzji Kjorstada, Nick Franklin z Nowej Zelandii, którego występ pozostawił spory niedosyt, szczególnie w kontekście jego startów w Red Bull X- -Fighters; Niemiec Fabian Bauersachs; Martin Koren z Czech i Morgan Carlson ze Szwecji, którego whipy rozgrzały publiczność do czerwoności.

Zasady w finale jak zwykle były takie, że zawodnik, który zaczynał rundę finałową, siadł na gorącym krześle i był na nim do momentu, gdy ktoś uzyskał wyższą ocenę. Na gorącym krześle pierwszy usiadł Kris Brock. Jak się okazało – na dłużej. Anglik pojechał naprawdę dobrze, wykonując m.in. sidewinder Indian air, shoebox, tsunami i killer whipa. Nie wyprzedzili go ani Nick Franklin, ani Martin Koren, który zaliczył gorszy wyst ęp niż w kwalifikacjach. Swoją pozycję poprawił Morgan Carlson, ale i jemu brakło punktów do Anglika, mimo że pokazał dwa piękne whipy. Fabian Bauersachs – choć wykonał onehanded seat grab lookback, lazyboy czy McMetz to onehand landing – spadł o dwa miejsca. Bezkonkurencyjny okazał się Libor Podmol, któremu trudny tor nie przeszkodził w pokazaniu m.in. cliffhangera, tsunami, flinstone, backflipa czy backflipa nac nac. Wygrana ta, ze względu na nieobecność w Katowicach leczącego kontuzję Norwega Andre Villi, znacznie przybliżyła go do 2. miejsca w klasyfikacji generalnej.
Już przed zawodami było wiadomo, że pierwszym w historii mistrzem świata w motocrossowym freestyle’u został Mat Rebeaud. Wcześniej zdobyte punkty dały mu wystarczającą przewagę, tak że złamana noga i niewystartowanie w Katowicach nie przeszkodziły mu zdobyć tytułu. Na pozostałe rozstrzygnięcia trzeba było czekać do soboty. Piątkowym deserem były konkursy Best Whip oraz Highest Air, czyli na najwyższy skok. W pierwszym bezkonkurencyjny był Kris Brock , w drugim wygrał Bartek Ogłaza. W sobotę do Spodka zawitało około 7 tys. kibiców. Nocą udało się wyremontować motocykl Francuza Ludovica Gillou i zawodnik ten zachwycił publiczność dwoma backflipami. Co ważne, zrobił je bez treningu. Niestety, w pozostałej części przejazdu popełnił wiele błędów i jego zdobycz punktowa była zbyt niska na finał. W grupie sześciu najlepszych znowu zabrakło miejsca dla Bartka Ogłazy i Darka Kłopota. Najdziwniejszy przejazd wieczoru pokazał Kris Brock, który nie dość że upadł przy wjeździe na tor, to jeszcze po naprawdę dobrym przejeździe zapomniał o skoku double up, czyli podwójnie punktowanym. Dlatego zabrakło mu punktów na finał.


 
 
 Rock solid – czyste piękno FMX-u.  Bohaterowie sobotniej nocy – Morgan Carlson, Libor Podmol i Fabian Bauersachs. Bartek Ogłaza – niekwestionowany król konkursu Highest Air. 

I tak stawka finałowa przedstawiała się następująco. Szóste miejsce przypadło Nickowi Franklinowi z Nowej Zelandii, Morgan Carlson – tak jak dzień wcześniej – zajął 5. miejsce. Wyżej byli Niemiec Sebastian Wolter (czwarty), Martin Koren (trzeci) i Fabian Bauer- sachs (drugi). Ponownie bezkonkurencyjny okazał się Libor Podmol, który jako jedyny wykonał bezbłędnie dwa duże backflipy.

Finał przyniósł pewne zmiany w kolejności. Nick Franklin, mimo że nie miał najlepszego dnia, zachował lokatę. Po słabszym niż w kwalifikacjach przejeździe na piątym miejscu uplasował się Martin Koren. Czwarte miejsce przypadło Sebastianowi Wolterowi, który musiał uznać wyższość Szweda Morgana Carlsona. Ponownie świetny przejazd zaliczył Fabian Bauersachs, pokazując m.in. rock solid, double seat grab Indian air, flinstone to onehanded landing, a na double up zaprezentował McMetza z lądowaniem bez trzymania kierownicy.

Królem sobotniego wieczoru został Libor Podmol, który na finał pokazał chyba najlepszy trick zawodów – heelclicker backflipa, czyli salto w tył z klaśnięciem nogami przed kierownicą. Zwycięstwo to dało młodemu Czechowi II miejsce MŚ. Bartek Ogłaza ponownie został mistrzem Highest Air, a Kris Brock wygrał konkurs whipów.

I tak po rozegraniu 12 rund MŚ w motocrossowym freestyle’u poznaliśmy pierwszą trójkę:
1. Mat Rebeaud Szwajcaria
2. Libor Podmnol Czechy
3. Andre Villa Norwegia

Polacy: Bartek Ogłaza – 25., Darek Kłopot – 30.
FREESTYLOWE 360 stopni
 
Z Matem Rebeaud, mistrzem świata w motocrossowym freestyle’u, rozmawia Grzegorz Czerwiec
To spotkanie z Matem Rebeaud było o tyle wyjątkowe, że odbyło się w dniu ukoronowania go na mistrza świata oraz ze względu na to, że sezon 2006 był naprawdę udany dla tego szwajcarskiego freestylera. Rozmawialiśmy podczas treningu, który Mat bacznie obserwował.

Twój dziadek i ojciec uprawiali motocross, ty zresztą też od tego zacząłeś. Co takiego jest we freestyle’u, że zostawiłeś dla niego ściganie?
Zawsze bardzo lubiłem sporty ekstremalne, a ponieważ w motocrossie najbardziej ekstremalny jest freestyle, naturalne więc było, że skoro kocham takie rzeczy, prędzej czy później zajmę się nimi. Lubię wolność i styl życia związany z tym sportem.
Jesteś mistrzem świata, masz medale X-Games, X-Fighters... O czym marzysz teraz, co jeszcze chcesz zdobyć?
Zdecydowanie najważniejszy jest teraz dla mnie złoty medal X-Games. Byłem już blisko, ale jednak troszkę zabrakło. Pastrana niedawno wykręcił podwójnego backflipa.
Kiedy pójdziesz w jego ślady?
Zobaczymy... Na razie nie, bo to trick dla stukniętych (śmiech).
Travis to jeden z twoich wzorów?
Jasne! Przecież on tworzy historię freestyle’u. Bardzo cenię też Jeremy’ego McGratha.
Najbardziej chciałbyś zrobić...
...potrójnego backflipa (śmiech). Ale poważnie – trzystasześćdziesiątkę. Umiem ją już do basenu, teraz muszę zrobić na ziemię.
Twoje backflipy są świetne. Czy pierwszego ćwiczyłeś w basenie z gąbkami?
Nie, na ziemię. Basen wybudowałem później, po to, żeby uczyć się trudniejszych tricków. Ćwiczenie ich nad ziemią mogłoby być bolesne (śmiech).
Jak długo uczyłeś się backflipa?
Prawie 6 miesięcy.
W którą stronę podąża freestyle – raczej w kierunku nowych wariacji z flipami czy może stanie się bardziej oldskulowym skakaniem?
Myślę, że najbliższa przyszłość jest związana z backflipami oraz z underflipami, do których dokładać się będzie coraz więcej wariacji.
Zagrałeś w filmie „Nitro Cirrus 3” Travisa Pastrany i Grega Godfreya. Jak do tego doszło?
M.in. moje skoki zostały skręcone na Red Bull X-Fighters w 2005 roku. Travis zapytał mnie, czy nie chciałbym wystąpić w filmie. Zgodziłem się i wkrótce potem zgłosił się do mnie Greg.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij