Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Jazda w okularach, soczewkach, czy…

Wystarczy rzut oka na zdjęcie powyżej i już wiadomo, jak ważne są oczy. Niedowidzący motocykliści mają trzy możliwości: okulary, soczewki lub strzał z lasera.

Jedno oko na Maroko, a drugie na Kaukaz – to powiedzonko może i poszerza horyzonty, ale strasznie utrudnia życie na co dzień, bo opisuje sytuację, gdy nie sposób skupić się na czymś konkretnym. Motocykliści mają wtedy podwójnie pod górę: słabo widzą drogę, a ponadto nie wiedzą, czy warto przyświrować dla mijanych właśnie lasek...

Gdzie są moje okulary?!
Noszenie okularów ma dwie niewątpliwe zalety – na starcie plus 20 do inteligencji, a po drugie „okularnika nikt w pysk przecież nie walnie” (patrz ramka na str. 92). Oprócz tego szkła filtrują promieniowanie UV, chronią przed pędem powietrza, robalami i drobinami kurzu.

Jednak na co dzień nie jest różowo. Po pierwsze wkładanie – jeśli na czaszce masz jeta lub kask z otwieraną szczęką, to pół biedy: wkładasz skorupę na głowę i nie stresujesz się brylami. W przypadku integrala – zapomnij. Ściągasz okulary, odkładasz je tak, żeby nie spadły, wkładasz kask, potem okulary i poprawiasz nauszniki lub/i uszy. Warto pomyśleć o sprawieniu sobie do integrala oprawek bardziej przylegających do skroni.

Gdy jest ładna pogoda, oprawki ograniczające widoczność w bok są tylko szukaniem dziury w całym. Gorzej, gdy zacznie padać, a temperatura spadnie poniżej +10 OC – wtedy nie pomaga pinlock. W czasie wolniejszej jazdy (np. przebijanie się przez korek) parują szkła patrzałek i słabo pomaga otwarta na maksa wentylacja. Niby zawsze można uchylić szybkę i dać w palnik. Odparują, ale po chwili mogą się zachlapać, a to oznacza postój. Można też użyć specjalnego spreju, który powstrzyma zaparowanie na 2-3 godziny. Zimą, nawet jeśli nie pada, różnica temperatur powoduje osadzanie się wilgości na szkłach, a ponadto otwarcie wentylacji może przynieść katar i/lub zapalenie zatok. W dalszą trasę warto zabrać zapasową parę patrzałek – na wypadek zgubienia lub uszkodzenia.

Zaraz, a może soczewki kontaktowe? Żeby je dopasować, trzeba odwiedzić okulistę. Pierwszą soczewką celowałem w oko chyba z 20 minut. Potem było z górki. Bez względu na to, czy zdecydujesz się na jednoroczne, kilkumiesięczne, kilku- czy jednodniowe – komfort jazdy wzrasta. Nie uwierają pod kaskiem (najlepiej, jak jego szyba ma filtr UV), nie parują w deszczu ani na zimnie, nie ograniczają pola widzenia.

Życie w soczewce
Jednak coś za coś – są bardziej wymagające. Z wyjątkiem jednodniowych, trzeba je w celu odbiałczenia co jakiś czas moczyć przez całą noc w specjalnym roztworze. A jeżdżąc w soczewkach trzeba pamiętać, żeby nie przesuszyć oka (zero jazdy z otwartą szybką lub w jecie). W przeciwnym razie zacznie swędzieć, a wtedy wystarczy przetrzeć brudną ręką i zaraz przypląta się jakaś infekcja. Warto używać kropli nawilżających.

Wszystko jest cacy, dopóki nic nie wpadnie do oka. W razie robala, piasku czy pyłu obowiązkowy jest postój i akcja: zdjąć soczewkę, pozbyć się paskudztwa, wypłukać soczewkę i ponownie założyć. Warto przy tym mieć czyste ręce i uważać, a na motocyklu to niełatwe (szczególnie gdy jesteś daleko od cywilizacji, a do tego jest noc i przed chwilą walczyłeś z awarią – prawa Murphy’ego są nieubłagane).

  opinia eksperta
Oczy motocyklistów są narażone na wiele niebezpieczeństw: owady, drobiny piasku, grozi im alergiczne zapalenie spojówek czy przesuszenie. Na to ostatnie sposobem są krople nawilżające – najlepiej wybrać pozbawione konserwantów i aplikować je przed wyjazdem i na postojach. Ciała obcego najlepiej się pozbyć, przepłukując worek spojówkowy dużą ilością letniej, przegotowanej wody, ewentualnie 0,9-proc. roztworem soli fizjologicznej. Zdarza się, że ciało obce powoduje erozję rogówki (bardzo bolesną ranę) lub ropne zapalenie spojówek. Wtedy konieczne jest badanie u okulisty i kilkudniowe leczenie (kroplami i maściami). Oczywiście, wszelkie wady wzroku trzeba skorygować, a można to zrobić na kilka sposobów. Najprostszym z nich są okulary. Mają one kilka zalet: nie przepuszczają promieni UV, chronią przed pędem powietrza, owadami i kurzem. Jednak nie brakuje im wad: przede wszystkim zaparowują w deszczu, w kasku trudniej się je wkłada, trzeba uważać, żeby nie zgubić, nie upuścić itp. Należy pamiętać, że w przypadku szyby z filtrem UV fotochromowe szkła okularów nie przyciemnią się w pełnym słońcu – trzeba sobie sprawić dodatkową parę przyciemnianych. Szkła kontaktowe mniej przeszkadzają, ale stawiają większe wymagania (higiena oka i rąk, płukanie w specjalnych płynach – nie dotyczy wersji jednodniowych). W przypadku soczewek cylindrycznych może występować chwilowa nieostrość w momencie przenoszenia wzroku z drogi (linii horyzontu) na zegary. W obu przypadkach warto zapłacić więcej i kupić produkty wysokiej jakości – dotyczy to i okularów, i kasku. Bo oko motocyklisty patrzy przez kilka warstw, np. okulary, przyciemniana blenda, pinlock i szyba kasku. Trzecim wariantem jest laserowa korekcja wady wzroku. Wykonuje się ją w specjalistycznych ośrodkach (w większych miastach, m.in. Wrocław, Katowice, Warszawa, Poznań) i nie jest refundowana przez NFZ (kosztuje 2-3 tys. zł/oko), a przy tym wymagane są specjalistyczne badania kwalifikacyjne.      
 dr n. med. Aneta Hill-Bator
www.hillbator.com 

Kiedyś z soczewką wyjąłem połowę robala. Jego twarde skrzydełka wbiły się głębiej w rogówkę i na trasie trudno było coś z tym zrobić. Skończyło się na ostrym dyżurze okulistycznym. Pani doktor najpierw użyła dość dużej igły, a potem czegoś na kształt dremela z końcówką do polerowania. Oprócz opatrunku na oko, dostałem maść i krople. No i minimum tygodniowy zakaz noszenia soczewek.

A może strzał z lasera?
Są jeszcze nowoczesne technologie. Zabieg laserem wydaje się ostatecznym rozwiązaniem problemów z oczami. Ale w tym przypadku wada nie może być zbyt duża, a rogówka oka powinna mieć odpowiednią grubość; do tego pacjent powinien mieć 21-55 lat. Tak czy siak trzeba przejść specjalistyczne badania, żeby usłyszeć „tak”. Do tego grzebanie laserem w oku do tanich wydarzeń nie należy, bo trzeba wyskoczyć z 2-3 tys. zł za każde oko. O oczy warto i trzeba dbać – to jasne. Każdy musi wybrać najbardziej mu odpowiadającą i możliwą dla niego drogę do ostrego widzenia.

 teraz zawsze mogę dostać w pysk

 Krzysztof „Motomysza” Myszka
 Jestem fanem off -roadu. Okulary nosiłem od IV klasy podstawówki. 23 lata ciągłego obcowania z czymś, co wkurza i przeszkadza. Mają jeden plus – okularnika nikt przecież w pysk nie uderzy. I tysiące minusów.

Szkła kontaktowe nosiłem latami. Najpierw całoroczne (tzn. codziennie wkładasz, zdejmujesz, czyścisz i znowu wkładasz... i tak w kółko). Wymagają troski i higienicznej obsługi (prawie jak na sali operacyjnej) – zawsze musisz mieć ze sobą pojemniczek do ich przechowywania, specjalny płyn, lusterko, no i czyste ręce (czujecie? – w offroadzie!).

Raz zdarzył się spontan. Był środek lata, od tygodnia upał ponad 30 OC. Zamiast w lewo, skręciłem w prawo, a tu piękne jeziorko. Kąpiel! Ale, kurczę, nie mam zestawu do soczewek. Szybka kalkulacja: dwa kapsle od butelek powinny być OK plus trochę czystej wody z butelki. Tak zrobiłem i do wody! Cudownie! Wychodzę z jeziorka i… woda z kapsli odparowała, a soczewki powykręcane i wysuszone jak łupinki od fasoli. Nie pomogła ani reanimacja w ślinie na języku, ani moczenie w wodzie. Wracałem jak kret, trochę niedowidząc.

Później przerobiłem bardziej bezobsługowe, czyli jednodniowe. Rano otwierasz pojemniczki, wyciągasz nóweczki, przyklejasz do gał, a wieczorkiem sru – do kosza. I rano znowu nóweczki. To jednak ciągle ciało obce w oku. A czasami przecież się zdarza, że w tym samym oku zainstaluje się jakaś muszka lub komar albo ziarenko piasku. Normalnie przecierasz gałę i zasuwasz, ale jak masz soczewki – to katastrofa. Stajesz, wyciągasz pudełeczko, lustereczko, potem demontaż soczewki z oka, poszukiwanie intruza, usunięcie go i ponowny montaż soczewki. Wtedy dowiedziałem się, że znajoma znajomego zrobiła sobie zabieg laserem. WTF? – pomyślałem, bo laser kojarzył mi się z „Gwiezdnymi wojnami”. Trzeba to sprawdzić, bo przecież różnie może się skończyć takie grzebanie w oku i można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc. Pojechałem do kliniki w Katowicach, zrobiłem badania i mnie odrzucili, bo rogówkę miałem za słabą i za cienką. Minęły 2 lata, w czasie których myśl o zdrowych gałach i komforcie bez bryli nie dawała mi spokoju. Znowu badania, tym razem w Poznaniu, i... zakwalifikowany do zabiegu!

Szczęście przeplatało się z niepokojem. A jeśli coś pójdzie nie tak? Jak będę żył bez Afryki Twin, bez wiatru we włosach, bez tego wszystkiego? I jeszcze miesiąc wcześniej urodziła mi się córeczka – miałbym jej już nigdy nie zobaczyć? Pokusa była silniejsza od obaw. Stało się – 12 stycznia 2008 r. Operacja trwała 15 minut od wejścia do gabinetu, a sam zabieg jakoś po 3,5 minuty na każde oko. Leżałem z miejscowym znieczuleniem w postaci kropli do oczu. Przystawiono maszynerię do oka i unieruchomiono powiekę. Widziałem zieloną siatkę, a pani doktor kazała patrzeć w zielony punkcik. Dzzz, dzzz, dzzz – zamruczał laser, to samo na drugim oku i... po wszystkim! Tego dnia musiałem unikać ostrego światła, widziałem niewyraźnie, a oczy łzawiły. Gdy obudziłem się następnego dnia, było super! Włożyłem okulary przeciwsłoneczne i samochodem pojechałem do kliniki na badanie kontrolne, a potem 130 km do domu. Za kółkiem! WIDZIAŁEM! Czułem się jak orzeł. Bawiłem się patrzeniem, śmiałem się w głos, krzyczałem z radości! 4 lata temu kosztowało to ok. 5500 zł, ale nie żałuję ani złotówki. Gdyby ktoś zapytał – tak, zrobiłbym to jeszcze raz. Jeśli można by było cofnąć czas, chciałbym być operowany o wiele wcześniej. Po kilku latach nie mam już odruchu poprawiania niewidzialnych okularów na nosie. Nie noszę w kieszeniach kapsli na wszelki wypadek. Mogę w każdej chwili wskoczyć do jeziora, wymienić przebitą dętkę, nie przejmując się czarnymi łapskami. Tyle tylko, że teraz zawsze mogę dostać w pysk.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Wydaję mi się, że jazda w okularach to słaby pomysł.
    Tak jak mówisz laser najlepszy, choć z tego co tak słucham po kumplach to najbardziej chwalą sobie soczewki.
    Ja akurat tego problemu nie mam, bo nie potrzebuję okularów, z czego jestem bardzo zadowolony, podekscytowany.

    Chrabaszcz17, 2013-08-30 11:03:08
  • avatar
    zgłoś
    Wystarczy rzut oka na zdjęcie powyżej i już wiadomo, jak ważne są oczy. Niedowidzący motocykliści mają trzy możliwości: okulary, soczewki lub strzał z lasera.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:17:57