Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.6

Ochraniacze

Większość motocyklistów jest przekonana, że jeśli dzwon, to nie oni. Tymczasem w Polsce w 2011 r. bikerzy uczestniczyli w 3516 wypadkach. Co zrobić, żeby maksymalnie ograniczyć straty?

Wśród motocyklistów (i nie tylko) każdy chce uchodzić za debeściaka. Jeśli posłuchać rozmów np. na zlotach, to OK. Gorzej, kiedy zobaczy się statystyki. Według Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, w zeszłym roku polscy motocykliści spowodowali 1157 wypadków. Stanowi to co prawda zaledwie 3,6% ogółu sprawców, ale powodów do dumy nie ma. A jeśli do tego dodać, że byli ofi arami 2358 wypadków, to liczby nieco przerażają. W 2011 roku 454 z nas (ofi ar wypadków i ich sprawców) odjechało na zawsze, a 2290 odniosło rany. Ważne – nie mówimy tu o kolizjach, w których nikt nie ucierpiał albo obrażenia były na tyle małe, że wygoiły się w ciągu 7 dni. Jasno z tego wynika, że warto ograniczać straty. A że motocykle (z wyjątkiem Goldasa) nie mają poduszek powietrznych ani kontrolowanych stref zgniotu, wypada skorzystać z ochraniaczy.

 siła pomiarów
 
Czyżby sosnowa deska przepuszczała mniejszą energię
niż protektory CE? Niby tak, ale przez deskę energ

Ponieważ można przyjąć, że kości motocyklistów łamią się tak samo w całej Europie, sięgnęliśmy po badania z Wyższej Szkoły Medycznej w Hannoverze. Team pod kierunkiem prof. Dietmara Otte przeanalizował od 1999 roku 1600 wypadków z udziałem motocyklistów. Wnioski oraz dane uzyskane z analiz pomagają odpowiedzieć na pytanie, jak i w których miejscach można poprawić bezpieczeństwo motocyklisty.

Nasz ukochany Euroland ustanowił już jakiś czas temu odpowiednie normy dla poszczególnych ochraniaczy.

Kość pęka jak zapałka
Najczęściej kontuzjowane (bo w 40% przypadków) są kolana i piszczele. Nie dziwi więc potrzeba ich chronienia. Wydaje się, że biurokraci z Eurolandu czasem się na coś przydają. W 1997 roku dla ochraniaczy stawów (łokcie, kolana, barki) wprowadzili normę EN 1621-1. Określa ona, jaka ilość energii może przeniknąć przez protektor. Można postawić dwa zarzuty – po pierwsze ma ona już 15 lat, a po drugie wg przepisów protektor może przepuścić do 50 kN energii w przypadku pojedynczych uderzeń, a ich uśredniona wartość wynosi 35 kN. To wystarczy, żeby zaliczyć badanie. Jest jeden problem – z badań biomechaników wynika, że ludzka kość ulega złamaniu przy 4-5 kN…

 okiem eksperta
  twarda skorupa

miękka pianka
 David Manzardo, Dainese
 Holger Hertneck, SasTec
 Twarde skorupy mają za zadanie rozproszyć siłę uderzenia na większą powierzchnię, tym samym znacznie redukując nacisk punktowy. W przeciwnym razie oddziaływałby on na pojedyncze miejsce na plecach. To jest superważne przy uderzeniu o kanciaste przedmioty, na przykład o krawężnik. Według naszego rozumienia ochrony jest ona oferowana w maksymalnym stopniu wtedy, gdy protektor równomiernie rozkłada punktowo oddziałującą siłę. Dzięki temu łagodzi ją i równocześnie pochłania część energii uderzenia. Takie właściwości oferują jedynie protektory wyposażone w elastyczne, ale twarde skorupy. Wyższy poziom ochrony zapewniają tylko airbagi.   Pianki bardzo dobrej jakości oferują wyśmienite tłumienie, i to już przy oddziaływaniu najsłabszych sił. Natomiast protektory z twardymi skorupami czy z tworzywa EPS reagują dopiero w przypadku dużej energii (8 do 10 kN), czyli wartościach, przy których kość może ulec złamaniu. Wtedy jest już oczywiście za późno. Moim zdaniem, inni producenci przeceniają rozkład sił w przypadku twardych skorup. Te z reguły cienkie warstwy tworzywa sztucznego po prostu pękają pod wpływem sił, jakie są stosowane podczas testów przeprowadzanych zgodnie z normą EN-1621-1, a tym bardziej podczas prawdziwego wypadku. Natomiast bardzo dobrej jakości wiskoelastyczne protektory piankowe nawet po 100 uderzeniach wykazują takie same właściwości tłumiące, jak po pierwszym razie.

Mało tego – do tej pory nie uwzględniano wykresu zależności oddziaływania siły w określonym czasie. Wyobraźcie sobie zmęczonego boksera wagi ciężkiej, który nie ma już siły zadawać potężnych ciosów, i wypoczętego karatekę. Który jest groźniejszy? Nie chciałbym dostać w dynię od żadnego z nich, ale to karateka krótkim ciosem zadanym z większą prędkością potrafi rozbić nawet kilka cegieł naraz. Tymczasem już niedługo ma wejść nowa wersja normy EN 1621-1. Obniży ona średnią wartość siły przenikającej przez protektor z 35 do 20 kN, ale to żadna rewolucja, bo już teraz dobre protektory spełniają te wymagania.

  i za kolanka, za łokcie... najsłabsze ogniwo
Większość producentów motocyklowych wdzianek poważniej dba o ochronę stawów dopiero od 1997 r., kiedy w życie weszła norma EN 1621-1. Od tego momentu, dzięki nowym materiałom, ciągle ulepszano dopasowanie protektorów oraz efektywność tłumienia uderzeń. Obecnie ochrona najczęściej przewyższa wymagania normy. I bardzo dobrze, bo jest ona mało życiowa. Przeniknięcie dozwolonej energii 50 kN zamieniłoby kości w drzazgi. Tymczasem najlepsze produkty (w większości piankowe) przy uderzeniu w kolano przepuszczają raptem ok. 10 kN energii, co znacznie ogranicza rozległość urazu. Jednak nawet bliskie ideału ochraniacze nie zadziałają, jeśli przy bliskim spotkaniu z glebą (szczególnie w ubraniu tekstylnym) ześlizgną się, odsłaniając stawy. Dźwięk łamanych kości nie jest przyjemny. W dobrze dopasowanym skórzanym kombiaku (nawet turystycznym) protektory są z reguły dokładniej rozmieszczone, a ryzyko ich przesunięcia mniejsze. W efekcie lepiej chronią. Czyli ochraniacze barków, łokci, bioder i kolan to jazda obowiązkowa. Przed zakupem polecamy dokładną przymiarkę – najlepiej w pozycji, w jakiej siedzisz na maszynie!

BMW NP. Miękka pianka dobrze się dopasowuje i oferuje skuteczną ochronę.
 
SAFEMAX PREMIUM. Pierwszorzędne protektory
– zarówno podczas testu na tłumienie uderzeń, jak i w ocenie komfortu uzyskały najlepsze noty.
  na klatę czy na plecy? duży problem
W przypadku gleby obrażenia w okolicach klatki piersiowej i pleców są najczęściej bardzo poważne. Dlatego warto się rozejrzeć za porządnymi ochraniaczami. Liczne testy oraz zebrane doświadczenia pokazują, że nowoczesne, dobrze wykonane protektory pleców są tak dobrze dopasowane, że nie psują komfortu w czasie jazdy. W równym stopniu dotyczy to żółwi z twardą skorupą, jak i protektorów z miękkiej pianki. Dodatkowy ciężar dokładany do kurtki jest w przypadku topowych produktów (patrz z prawej) znośny, a dopasowanie dobre. Przy czym protektory w kieszeni kurtki są mniej kłopotliwe w użyciu (raz wkładasz do kurtki i zapominasz o sprawie), dlatego często towarzyszą motocyklistom, czasem nawet tego nieświadomym. Klasyczne żółwie są lepiej dopasowane i stabilniej leżą, dlatego z reguły są bezpieczniejsze. Za każdą z tych grup przemawiają ich typowe zalety, obie mogą się pochwalić znakomitymi wartościami tłumienia uderzeń (nawet poniżej 5 kN przepuszczonej energii). Ważnym argumentem przemawiającym za żółwiami jest ochrona szczególnie narażonych na złamanie łopatek. Oczywiście pod warunkiem, że są one osłonięte. Tak więc w czasie przymiarki warto zwrócić szczególną uwagę na dopasowanie i odpowiedni rozmiar. Jak dotąd ochraniacze klatki piersiowej nie są zbyt popularne – oczywiście nie licząc buzerów i zbroi dla off -roadowców. I chłopaki mają w 100% rację, bo ochraniacz klaty w razie strzału może zapobiec lub mocno ograniczyć obrażenia wewnętrzne.

ALPINESTARS BIONIC
CHEST PAD. Włosi wypróbowali już wiele patentów w sporcie  motocyklowym. Mają doświadczenie, a teraz  nowymi protektorami klatki piersiowej chcą przekonać
również turystów.
 
HIPROTEC BACKSHOCK. Skuteczność: ochraniacz pleców
zbudowany z kilku warstw  miękkiej pianki w czasie testu na tłumienie uderzeń przekonał przepuszczaniem 6 kN energii.
 
SUPERSHIELD SC-1/15 – superowe dopasowanie, dobra wentylacja i stosunkowo niewielka masa. Wiskoelastyczny ochraniacz piankowy pleców w razie czego zrobi robotę. 

DAINESE N-FRAME BACK 3. Niebywale lekki (zaledwie
ok. 600 g) i komfortowy żółw
z twardą skorupą. Niezależnie od kroju kurtki można go dobrze dopasować do kształtu pleców.

VANUCCI PROTEKTORENWESTE.
Znakomita ochrona pleców od karku aż po kość ogonową, bardzo dobre tłumienie uderzeń (5,4 kN przekazanej energii). Żółw waży jednak równo 1 kg.

Tarcie szkodzi
Jeśli chodzi o producentów, pozytywnie w historii wyróżniają się szwedzki Halvarssons (pierwsze protektory stawów – profi lowane plastikowe skorupy z wyściółką wyprodukowano 25 lat temu) oraz włoski Dainese, również uważany za prekursora. Dopiero w ciągu ostatnich 10 lat znacznie poprawiono jakość materiałów i poszerzono wiedzę na ten temat. Generalnie twarde skorupy mają rozproszyć siłę uderzenia skupioną w jednym punkcie na możliwie jak największą powierzchnię, a jednocześnie zapobiec przebiciu przez ostre przedmioty. To najlepiej się sprawdza w terenie, kiedy motocyklista często ląduje na kamieniach czy gałęziach. Natomiast protektory z miękkiej pianki (poliuretan – PU i inne tworzywa sztuczne) lepiej tłumią uderzenia i w idealnych przypadkach zdecydowanie wolniej przepuszczają siłę (patrz wykres na str. 96). Najlepiej tłumią podczas uderzenia o płaską powierzchnię.

Problem w tym, że zaraz po glebie często następuje faza tarcia. A tego nie uwzględniają już żadne normy. W czasie gleby czasem masz ułamek sekundy, żeby wybrać sposób lądowania. Jeśli uda się efektownym ślizgiem na plecach lub na brzuchu zatrzymać na poboczu, jest szansa, że skończy się kilkoma siniakami, zadrapaniami i ujmą na honorze. Gorzej, jeśli zaczynasz koziołkować – niekontrolowane salta to prawie pewne połamanie kości.

lepiej nie trać głowy głowa na karku
 Złamanie karku to dramatyczna wizja. Obrażenia kręgów szyjnych rzeczywiście mają często tragiczne skutki (paraliż), tak więc ochrona przed takimi urazami jest jak najbardziej potrzebna. Jednak dopiero w ostatnich latach producenci na poważnie zajęli się tą sprawą. W 2001 roku południowoafrykański ortopeda dr Chris Leatt był świadkiem śmiertelnego wypadku, jaki miał miejsce podczas wyścigów. W konsekwencji we współpracy z BMW i KTM-em zaprojektował system ochrony okolic kręgów szyjnych. Ma on zapobiec przede wszystkim niebezpiecznym wygięciom (nadwerężeniom) i skręceniom. Jest jeden problem – wszystko to zadziała, ale pod warunkiem optymalnego przylegania do ciała, a to wymaga fachowego dopasowania. Off-roadowcy je znają, ale podniosły się już głosy krytyki, że kołnierze powodowały złamania obojczyka. Oprócz tego specjaliści zajmujący się badaniem wypadków podważają skuteczność i korzyści płynące ze stosowania tych kołnierzy na ulicach. Ze statystyk wynika, że kręgi szyjne cierpią w 8,5% przypadków. Brakuje także dowodów, że tego typu ochraniacze zmniejszają ryzyko urazów. Ale ci sami specjaliści mówią, że warto zapłacić za taką ochronę w off-roadzie. Czyli, jeśli masz kasę – kupuj!
 
Dzięki crash testom poznano maksymalny kąt odgięcia głowy,co pomaga doskonalić systemy chroniące kark. 
   
LEATT STX ROAD.
Jedyny system dla jeźdźców
ulicznych wymyślił pionier w tej dziedzinie, firma Leatt Brace.
MOVEO DYNAMIC.
Najpoważniejszy konkurent Leatta pochodzi z Hiszpanii, jest
prostszy w obsłudze i tańszy.

Plecy lepiej chronione
W przypadku protektorów pleców wymagania są ostrzejsze: przy poziomie bezpieczeństwa 2 obecnie średnio 9 kN, w przypadku pojedynczego uderzenia 12 kN. Duża powierzchnia oznacza dużą potrzebę ochrony – tak myśli wielu motocyklistów. Tymczasem badania pokazują, że nie taki diabeł straszny. Kręgosłup jest narażony na uszkodzenia w zaledwie 8% dzwonów, ale trzeba pamiętać o kolejnych 8,5% uszkodzeń karku i szyi. Tym bardziej że większość uszkodzeń rdzenia kręgowego i wynikającego z nich paraliżu powodują skręcenia i zwichnięcia. Dlatego warto minimalizować straty i zainwestować w ochraniacz karku – off-roadowcy już go znają, a teraz zaczyna trafi ać na ulice. Niegłupim (choć na razie drogim) pomysłem wydają się airbagowe kamizelki, np. Dainese czy Spidi.

  rękawice i buty skrzydełko czy nóżka?
 Gleba często kończy się twardym lądowaniem na rękach lub/i nogach. Jeśli nie masz rękawiczek, a twoje stopy „chronią” trampki, to może boleć. Ci, którzy posmakowali spotkania z asfaltem, wiedzą, że wszelkiego rodzaju obtarcia skóry wrednie się goją. Nawet jeśli skutki rzadko bywają fatalne, jednak mogą doprowadzić do amputacji. Dlatego warto zainwestować trochę kasy w rękawiczki i trochę więcej w porządne buty. W przypadku rękawic niezwykle istotne są dobre dopasowanie i ochrona przed zsunięciem. Dlatego w czasie przymiarki zaleca się, przy zapiętym (na rzep) pasku nadgarstka, mocno pociągnąć za końcówki palców. Dobre rękawice nie ześlizgną się z nadgarstka nawet mimo użycia dużej siły. Jeśli rękawice dadzą się ściągnąć, powinny z powrotem wylądować na regale. W przypadku butów warto zainwestować trochę więcej kasy. Po pierwsze, kiedy w stopy jest zimno, nie pomogą bielizna termoaktywna plus wypasiona kurtka. A po drugie wszelkiego rodzaju kontuzje (od skręcenia kostki, przez złamania kości, do zmiażdżenia) mocno utrudniają życie. Buty chronią nawet przy niewielkich upadkach przed skręceniami i zerwaniem ścięgien. Najczęściej są one wykonane ze skóry połączonej z tworzywami sztucznymi. Warto zwrócić uwagę na liczbę i jakość ochraniaczy piszczeli, kostek i palców. Najlepszą ochronę zapewniają buty z wysoką cholewką – sportowe lub enduro/supermoto. Jednak pozostaje jeszcze kwestia komfortu.

Świetny chwyt i  przystosowanie do (prawie)
każdych warunków pogodowych. Held Satu to
godny zaufania towarzysz
podróży.
 
Gdy temperatura spada,
wymagania rosną – porządnie ocieplone rękawice są na wagę złota, np. Probiker Arctic 3. Tym bardziej że zgrabiałymi palcami słabo obsługuje się klamki hamulca czy sprzęgła.

Oto przykład sportowych,
całkiem nieźle wyposażonych w ochraniacze butów za w miarę
rozsądną kasę – Arlen Ness Pro Shift.

 Buty z niską cholewką oznaczają słabszą ochronę,
ale są znacznie lżejsze i wygodniejsze niż normalne
buty motocyklowe. Sprawdzą się w mieście i na krótkich dystansach – Daytona Journey XCR.

Przyjmij na klatę
Niedawno biurokraci wprowadzili normę dla protektorów klatki piersiowej i airbagów: EN 1621-3, ewentualnie EN 1621-4. Można powiedzieć, że to i tak krok do przodu, ponieważ wszystko, co pomaga wyjść cało z wypadku, przyda się.


Crash test pokazuje typową sytuację drogową: kierowca łoś, wyjeżdżając z bocznej ulicy, nie zauważa motocyklisty. Wtedy naprawdę przydają się wszystkie ochraniacze.

Z badań wynika, że klata cierpi dwa razy częściej niż kręgosłup. Złamania żeber (kiedy nie możesz się śmiać przez 2-3 tygodnie), przebite płuco czy spustoszenie w narządach wewnętrznych też nie brzmią dobrze. Podobnie jak uszkodzenia miednicy czy ud, które stanowią 21% urazów.

kurtka, spodnie - zawsze! zapasowa skóra
Zawsze znajdą się zwolennicy podkoszulka, dżinsów i trampek. Wytłumaczenia są różne – od: „Będę uważał i pojadę powoli”, przez: „To tylko kawałeczek”, „Ale przecież jest gorąco”, po: „Mam to w d...”. OK, każdy może robić, co chce, niemniej trzeba pamiętać o tych wszystkich kapelusznikach w Lanosach i pędzących Pandami na złamanie karku przedstawicielach handlowych z hot-dogiem w jednej, a komórą w drugiej ręce. Spotkanie z którymś z tych kosmitów często kończy się bardzo boleśnie dla motocyklisty. Na szczęście większość fanów dwóch kółek zabezpiecza się przed taką ewentualnością. Za komplet kurtka + spodnie z rozsądnym wyposażeniem trzeba położyć ok. 1500 zł. Można znaleźć i taniej, ale wtedy nie ma co liczyć na maksymalną ochronę. W kompletach tekstylnych ważna jest odporność na rozerwanie oraz na przetarcia. W razie szlifu po asfalcie tańsze tkaniny przecierają się już po ok. 1 s (przy prędkości ok. 50 km/h, a dobra skóra dopiero po 7 s). Na dodatek w wyniku tarcia o nawierzchnię temperatura może osiągnąć nawet 200 OC – wtedy włókna poliamidowe czy poliestrowe mogą się wtopić w skórę. Ochrona poważnie wzrasta, jeśli w produkcji zostaną zastosowane bardziej ognioodporne włókna aramidowe (kevlar) oraz włókna bardziej odporne na ścieranie (Dynax, Cordura 1000, Dynatec). Tylko że wtedy znacznie wzrasta również cena. W kombinezonach ze skóry nie ma obaw – tutaj nędzna skóra po prostu szybciej się przetrze. Komplety tekstylne mają kilka zalet. W porównaniu ze skórą (że o dżinsach i puchówce nie wspomnę) zapewniają lepszą ochronę przed zimnem, deszczem czy śniegiem. Bardzo duży wpływ na skuteczność ochrony kurtek i spodni mają protektory.     
Ważne, żeby wdzianko dobrze dopasować –
komfort i bezpieczeństwo w dalszych trasach to podstawa (chyba że wykupiłeś wypasione
ubezpieczenie). Przyda się jeszcze odporność
na warunki atmosferyczne (np. deszcz czy wiatr) oraz wentylacja (w razie upałów).
 
Dla miłośników klasyki dwuczęściowy kombinezon
skórzany. Zakup na długie
lata. A do tego zapewnia
niezłe bezpieczeństwo
(skóra bydlęca o grubości
1,5 mm) i ochraniacze.
Wadą jest słaba odporność
na warunki atmosferyczne

Na koniec zła wiadomość dla tych, którzy śmigają w trampkach i bez rękawiczek. Aż w 22% dzwonów cierpią dłonie i nadgarstki, a w 19% stopy. Ich urazy być może nie zagrażają życiu, ale potrafią je bardzo skutecznie utrudnić (wyobraźcie sobie, że przez kilka tygodni podcierasz tyłek lewą ręką, mimo że jesteś praworęczny, a obolałe kopyta nie pozwalają iść o własnych siłach do kibla).
przyszłość – taniec na linie   idzie nowe: airbagi
Airbag powinien wystrzelić po zaledwie 45 milisekundach od momentu wypadku, aby uchronił od urazu. Kamizelka okrywa plecy, klatkę piersiową i obojczyki, aby chronić ważne dla życia organy oraz ograniczyć nadwerężenie kręgów szyjnych. Według producentów testy na zgodność z normami EN udowodniły, że w okolicach klatki piersiowej i pleców kamizelka D-Air Street o wiele skuteczniej rozprasza przekazywaną energię niż tradycyjne protektory. Crash testy i próby przeprowadzane przez ADAC do tej pory dotyczyły tylko kamizelek i kurtek z airbagiem wyzwalanym za pomocą linki. Airbagi dla motocyklistów istnieją i są rozwijane dopiero od ok. 10 lat. Wiele zostało już zrobione, przede wszystkim jeśli chodzi o prędkość wyzwalania. Włoski konkurent Dainese’a, Alpinestars, zapowiedział na nadchodzący sezon w pełni elektronicznie sterowany system, w którym rozwiązano problem odpalania airbagu. W samochodach napinacze pirotechniczne napełniają poduszki w czasie 20-30 milisekund. Nie ma szans na proste przejęcie ich do ubrań motocyklowych (brak miejsca, wysokie temperatury). Jednak dotychczasowa droga obrana przez konstruktorów wydaje się prowadzić do celu. Jeśli jeszcze spadną ceny airbagów...   
 
Kamizelki airbag, jak np. Dainese D-Air Street, mają kosztować tyle, co wypasiony kask i oferować ochronę ratującą życie.
 

Nawet najbardziej wypasione ochraniacze nie załatwią wszystkiego. Nie ma co liczyć, że masz zapewnione +20 do nieśmiertelności. Pozostaje po prostu myśleć za wszystkich na drodze i minimalizować straty, czyli mimo wszystko wbić się w zestaw z porządnymi ochraniaczami i cieszyć się nadchodzącym (oby bezwypadkowym) sezonem.

 nie bądź naiwny!
 Wiara, że w ochraniaczach masz +20 do nieśmiertelności i zawsze uratują ci one skórę, jest naiwnością. Bez wątpienia pomagają uniknąć lub ograniczyć ciężkie obrażenia w czasie wypadku. Jednak nie zastąpią zdrowego rozsądku. Przede wszystkim myśl, przewiduj i ćwicz. Ochraniacze doskonale sprawdzą się w przypadku mniejszych, niezbyt poważnych upadków, które prowadziłyby do wkurzających urazów (zerwanie więzadeł, zwichnięcia itp.). Niestety, co za dużo, to niezdrowo – zbyt dużo ochraniaczy może ograniczyć swobodę ruchu i przewiewność. W czasie zakupów nie wolno skąpić kasy, dobre materiały i wykończenie muszą kosztować. Na najpiękniejsze, ale ciut niebezpieczne zabawki świata, czyli motocykle, chętnie wydajemy sporo kasy. Zdrowie bez wątpienia powinno być warte każdej złotówki.


zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Większość motocyklistów jest przekonana, że jeśli dzwon, to nie oni. Tymczasem w Polsce w 2011 r. bikerzy uczestniczyli w 3516 wypadkach. Co zrobić, żeby maksymalnie ograniczyć straty?
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:17:52