Motocykl poleca:

SZKOŁA JAZDY Część 5 Jazda w mieście

Poleć ten artykuł:

Nawet jeśli opanowałeś wszystkie tajniki jazdy w mieście, nie wolno zapominać, że w wielkomiejskim ruchu ciągle czają się niebezpieczeństwa. Tylko bystre oko i zmysły wyczulone na błyskawicznie zmieniające się sytuacje pozwolą bezpiecznie poruszać się w gęstwinie aut.
Zobacz całą galerię
Cyk – przekręcasz kluczyk w stacyjce, prawym kciukiem naciskasz cyngiel rozrusznika. Krótki grzechot i silnik pracuje. Spoglądając za siebie, zjeżdżasz z krawężnika. Przed chwilą przez telefon obiecałeś dziewczynie, że będziesz u niej za kwadrans. Obojętne, czy to środek nocy, czy godziny miejskiego szczytu – na motocyklu da się zrobić. Korki można ominąć, jazdy za samochodami da się uniknąć, przebić przez zatłoczone skrzyżowania. A jeśli klincz jest tak wielki, że naprawdę nie da rady jechać, elegancka zawrotka na chodniku wybawi cię z opresji i pozwoli poszukać innej drogi. Oprócz tego – miejsce do zaparkowania motocykla zawsze znajdziesz.



 
 Jeżeli dwa rzędy aut stoją bardzo blisko siebie, aby się między nimi przecisnąć, trzeba podpierać się nogami. Nie wygląda to wprawdzie elegancko, ale jest lepsze niż zadrapanie lakieru. Uwaga: przy toczeniu się, na ciasnych zakrętach lub przy zmianie toru jazdy prędkość należy regulować łagodnym naciskiem na hamulec nożny.

 
Jeżeli zamierzasz przejechać przez skrzyżowanie jako pierwszy, zajmij pole position przed zmianą świateł na zielone. Ale uwaga: szczególnie na ulicach ze sklepami piesi często przechodzą przez jezdnię między pojazdami stojącymi w korkach. Jeszcze jedno niebezpieczeństwo: na ruchliwych głównych ulicach ciężarówki i autobusy często pozostawiają głębokie koleiny niebezpieczne dla motocykla.

Zagrożeń nigdy nie zabraknie

Przy wszystkich zaletach jazdy jednośladem nie można zapominać o zagrożeniach. Dlatego na wszystkich skrzyżowaniach i wjazdach, na których jadący z naprzeciwka mogą skręcać w lewo, należy mieć się na baczności. A to znaczy, że trzeba bacznie obserwować, czy ktoś miga lewym kierunkiem, czy ustawia się blisko środka jezdni i zmniejsza prędkość, ale bez włączania kierunkowskazu. W tym momencie każdy motocyklista musi się liczyć z tym, że samochód zajedzie mu drogę. Czasami zamierzony przez samochód manewr trzeba wyczytać z oczu kierowcy. Jeżeli spogląda on w stronę, w którą być może zechce skręcić lub rozgląda się za tablicą albo jakąś inną wskazówką, należy zwiększyć czujność i zmniejszyć prędkość.

Taki scenariusz obowiązuje szczególnie na trasach wylotowych z miast. Tam prędkość jest zwykle większa, a więc skutki uderzenia mogą być groźne. Jedyny sposób zmniejszenia zagrożenia to redukcja prędkości, pełna koncentracja i gotowość do hamowania. A to oznacza, że dwa palce muszą cały czas spoczywać na dźwigni hamulca, a stopa być uniesiona nad pedałem. Ta zasada obowiązuje i w pobliżu parkingów lub stacji benzynowych w pobliżu miasta, i na wysokości wjazdów do przydrożnych nieruchomości, i wtedy, gdy na jezdni widać ślady skręcania w lewo. Kolizje motocyklistów z autami skręcającymi w lewo należą do najczęstszych i niestety także najgroźniejszych.

 NA KURSIE KOLIZYJNYM
Takie zachowania i sytuacje to w ruchu miejskim chleb powszedni, dlatego nieustannie trzeba mieć się na baczności.
   
Niebezpieczeństwo przy wyprzedzaniu. W tej sytuacji uwaga motocyklisty jest skoncentrowana na ruchu z przeciwka. Pozornie wolna droga, więc przystępujemy do wyprzedzania z lewej. Zagrożenie dla motocyklisty bierze się stąd, że kierowca samochodu wyjeżdżającego z bocznej ulicy patrzy – zgodnie z logiką – tylko w lewo. Jeśli jeszcze widok w prawo ma zasłonięty przez krzaki... Jeżeli nic nie nadjeżdża, skręca na pas, na którym motocyklista właśnie wyprzedza. Taka sytuacja wystąpić nie tylko w mieście, ale i na obszarze niezabudowanym.
W razie zderzenia, to, czy skręcający w lewo włączył kierunkowskaz ma drugorzędne znaczenie. Motocyklista musi zawsze pamiętać, że ktoś może nagle skręcić w lewo. Dlatego wyprzedzanie długich kolumn samochodów oznacza pewne ryzyko. Należy wtedy mieć taką prędkość, aby była możliwość zareagowania. Gdy tylko kolumna aut dojedzie do miejsca, gdzie pojawi się możliwość skrętu w lewo, znaczy to, że istnieje zagrożenie. W wątpliwych przypadkach – nie wyprzedzać. Okazją do skrętu są nie tylko skrzyżowania, ale i wjazdy na stacje paliw, na parkingi itp.
 
W powoli toczącym się ruchu jedziesz między krawężnikiem a rzędem aut. Uprzejmy kierowca obok ciebie umożliwia jadącemu z przeciwka skręt w lewo. Jeśli nie będziesz na to przygotowany, nieszczęście gotowe. Wniosek? Motocyklistom nie wolno zapominać o ruchu z przeciwka. Coraz wyższe i bardziej masywne samochody osobowe (o autobusach, dostawczakach i innych zawalidrogach nie wspominając) nie ułatwiają zadania. Uwaga: jeżeli jadący obok samochód zwalnia, powinieneś zwiększyć czujność i zredukować prędkość.
 
     
Motocyklista nie przewidział gwałtownego skrętu w prawo jadącego przed nim samochodu. Samochody często zmieniają pas ruchu bez sygnalizowania tego kierunkowskazem. Często kierowca robi tak, chcąc zawrócić lub po prostu wjechać w boczną ulic ę. Czyni to w ułamku sekundy i bez patrzenia w lusterko, szczególnie prawe. Każda możliwość skrętu w prawo to dla bikera potencjalne zagrożenie. Oprócz tego często bywa, że przy wolno toczącym się ruchu piesi nagle wychodzą zza zasłaniającej widok ciężarówki.
Klasyczna sytuacja: auto skręca w lewo, nie sygnalizując tego kierunkowskazem. Trzeba błyskawicznie zareagować – albo hamowanie, co zawsze zmniejsza prędkość i może ograniczyć skutki zderzenia, albo ominięcie. Tak czy inaczej, bez dobrej techniki jazdy ani rusz. Jeśli jej zabraknie – kicha. Równie przykry w skutkach będzie brak zdecydowania. Próba ominięcia robiona na pół gwizdka raczej nie ma szans. Uczona w szkołach jazdy na świecie kombinacja hamowania a następnie omijania jest w poważnych sytuacjach niewykonalna.  

Światła na skrzyżowaniu nie zwalniają z myślenia

Na skrzyżowaniach, gdzie ruchem zarządzają światła, dwie najważniejsze zasady obowiązujące motocyklisów: 1. W razie nagłego hamowania przed światłami trzymaj się jak najbliżej prawego skraju pasa, bo samochód jadący za tobą może chcieć mimo wszystko przeskoczyć przez skrzyżowanie; 2. Zielone światło nie oznacza, że możesz śmiało i bez wahania startować. Zanim to uczynisz, najpierw rzuć okiem w lewo, potem w prawo. Zmniejszasz w ten sposób ryzyko wpakowania się pod kogoś, kto wjeżdża na „wczesnym czerwonym”.
Coś podobnego może się zdarzyć, gdy motocyklista chce wykorzystać niewielką szerokość swojego pojazdu i bez hamowania przecisnąć się przez korek. Wprawdzie w myśl przepisów jest to zabronione, ale policjanci najczęściej przymykają oko na to wykroczenie. Każdy powinien sobie zdawać sprawę z tego, że takie prześlizgiwanie się jest związane z ryzykiem i nie zawsze można winą za wypadek obciążyć kierowcę samochodu (patrz: ramka na str. 136-137). Do tego dochodzi fakt, że w ciągu ostatnich lat gabaryty samochodów (w tym ich wysokość) uległy poważnej zmianie. Vany, mikrobusy, samochody terenowe – wszystkie one utrudniają motocykliście widok do przodu.

 
Z policyjnego podsumowania danych dotyczących wypadków drogowych w Polsce za 2005 rok wynika, że najniebezpieczniejsze województwa to śląskie (6355 wypadków), łódzkie (4753), małopolskie (4437), wielkopolskie (4268), mazowieckie (3468; bez Warszawy) i dolnośląskie (3149). Z dni tygodnia na największe niebezpieczeństwo jesteśmy narażeni w piątki i soboty. Aż 71,3% wypadków zdarzyło się na obszarze zabudowanym, najczęstszą ich przyczyną (28,8%) była nadmierna prędkość, najwięcej (27,7%) spowodowali ludzie w wieku 25-39 lat. Policja nie udostępniła danych dotyczących udziału motocyklistów w wypadkach. Jakimś wskaźnikiem niech będzie to, że wśród nietrzeźwych sprawców motocykliści stanowili 3,3%.
W ten sposób doszliśmy do najważniejszego punktu – tego, że kierowcy samochodów nie zawsze zauważają nas nawet wtedy, gdy nic im w tym nie przeszkadza. Bo jak taki kierowca – ogłupiony dudnieniem radia i pracą wentylatora klimy – ma zauważyć, że motocyklista przeciska się z milimetrowym luzem i najmniejszy ruch kierownicą auta jest zamachem na jego życie?

My, motocykliści, widzimy świat inaczej, nawet wtedy, gdy jedziemy samochodem. Ale musimy nauczyć się traktować świat z perspektywy człowieka siedzącego w aucie i niejeżdżącego motocyklem. Dla nas sprint od zera do 100 km/h w ciągu 5 sekund to coś normalnego. W samochodzie film biegnie inaczej. Jego kierowca może właśnie robił zakupy, jest w drodze do urzędu podatkowego, zawozi dzieci do szkoły lub rozpaczliwie szuka miejsca do zaparkowania. My natomiast chcemy tylko jechać. Oczywiście płynnie, w sposób skoncentrowany i dynamicznie. Te dwa światy zderzają się szczególnie brutalnie w ruchu miejskim.

Z PUNKTU WIDZENIA KIEROWCY SAMOCHODU
Auto może niechcąco zajechać ci drogę, niemniej najczęściej wina gościa za kierownicą polega na tym, że coś przeoczył. Samochody zajeżdżają nam drogę najczęściej dlatego, że ich kierowcy nas po prostu nie widzieli. Zdjęcia dokumentują jasno i wyraźnie, iż nawet uważny kierowca może nie zauważyć motocykla, który znajduje się w martwym polu lub jest słabo widoczny. Szczególnie gdy słupek A jest szeroki (z lewej) – zasłania on widok przy skręcie w lewo. Zagłówki tylnych siedzeń też nie ułatwiają zadania. Z tego powodu przy wyjeżdżaniu tyłem z miejsca parkingowego samochód jedzie raczej na ślepo. Warto przyswoić sobie zasadę, że jeśli ty nie widzisz człowieka za kierownicą, to i on ciebie nie widzi. Wtedy trzeba się liczyć z zajechaniem drogi.
   

Warunki ruchu dyktują prędkość

Gdy z prędkością 30 km/h skręcasz w boczną ulicę i przyspieszasz do 60 km/h, a dosiadasz motocykla z silnikiem o mocy 85 KM, zajmie ci to 1,3 sekundy. W tym czasie przejedziesz 13 metrów. Kierowca samochodu stojący na skrzyżowaniu i trochę niepewnie obserwujący ruch na ulicy biegnącej prostopadle potrzebuje do startu 3 sekund. „Na litość boską, skąd on się wziął?! Wcale go nie widziałem!” – tak brzmi zwykle lament, gdy nasze przednie koło już utkwiło w jego błotniku. Winę za wypadek nie całkiem ponosi wtedy podejrzewany o złą wolę kierowca samochodu. Odpowiedzialne są za to zupełnie różne parametry ruchu obu pojazdów. My i nasze motocykle jesteśmy za szybcy dla świata samochodów. Przynajmniej dla ich kierowców, którzy w czasie jazdy myślą o wszystkim, tylko nie o szybko nadjeżdżającym motocykliście.
Dlatego co chwilę znajdujemy się w sytuacjach podbramkowych, w czasie których w ułamku sekundy trzeba podjąć decyzję – pełen gaz i ominięcie czy ostre hamowanie. Jedno i drugie jednocześnie jest niemożliwe. Przy prędkości 50 km/h, obowiązującej w obrębie miast, hamowanie jest zwykle lepszym rozwiązaniem. Przynajmniej zmniejsza prędkość, co w razie zderzenia ma duże znaczenie. Przy niskiej prędkości krótsze są drogi hamowania. Bardzo dobry jeździec potrzebuje 10 metrów, aby zatrzymać motocykl z 50 km/h (opóźnienie 9,6 km/s2). Przy 30 km/h wystarczy mu do tego 3,6 metra. Mniej rutynowani motocykliści potrzebują niewiele więcej (12 metrów z 50 km/h do zera i 4,3 metra z 30 km/h). Kto w takiej sytuacji ma do dyspozycji dobry ABS, jest w lepszej sytuacji.

   
Samochód wyjeżdżający tyłem z miejsca parkingowego zmusza motocyklistę do gwałtownej reakcji. Oczywiście jeśli wtedy dojdzie do kolizji, wina za nią najczęściej spada na kierowcę samochodu, ale trzeba uczciwie przyznać, że gęstość ruchu i jego nieprzejrzystość w warunkach miejskich niekiedy częściowo usprawiedliwiają takie zachowanie. Dlatego motocyklista musi być skoncentrowany, przezorny i przygotowany na wszelkie możliwe sytuacje. Także na to, że nagle otworzą się drzwi samochodu zaparkowanego równolegle do krawężnika i dziecko wyskoczy z niego prosto przed motocykl. Przeszlifowane owiewki w takiej sytuacji możesz uznać za uśmiech losu.

Ćwiczona w szkołach jazdy kombinacja hamowania z manewrem omijania jest skuteczna dopiero od prędkości 80 km/h, ale stawia ona motocykliście wysokie wymagania. W ciągu mniej niż 2 sekund efektywnie hamować, a potem gwałtownie ominąć – takie coś potrafią tylko bardzo utalentowani albo wyszkoleni motocykliści. W przypadku, gdy taka sztuka pozwoli uniknąć wypadku, np. kiedy ktoś nagle otworzy drzwi samochodu, motocyklista musi błyskawicznie wprowadzić tzw. impuls kierujący. Według zapisu komputera, potrzeba do tego siły 30 kg przyłożonej do kierownicy. Zawieszenie motocykla dobija przy tym i z przodu, i z tyłu. Mniej wprawni motocykliści używają tylko połowy tej siły, co dramatycznie wydłuża manewr omijania. Przyczyną takiego postępowania jest obawa jeźdźca przed brutalnym potraktowaniem motocykla. Czegoś takiego nie spotyka się w czasie normalnej jazdy.

Wynika z tego jeden wniosek – tylko ten, kto panuje nad motocyklem, regularnie trenuje oraz wyciąga wnioski z własnych i cudzych błędów, dojedzie do dziewczyny na czas i bez szwanku.


Więcej artykułów z serii szkoła jazdy znajdziecie klikając na link:

Tagi:

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij