Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.0

W fabryce Titax – ukryta fabryka

W czeskim Vsetínie w niewielkiej manufakturze wióry lecą dniem i nocą, aż furczy. Efektem tych zabiegów są aluminiowe cacuszka.

Przygoda ze znęcaniem się nad metalem zaczęła się we Vsetínie w 1998 roku. Wtedy to dwóch braci Mozgów postanowiło ukraść motocyklowy księżyc, czyli spróbować zarabiać na swej życiowej pasji. Najpierw mała firemka zajmowała się produkcją zębatek do motocykli crossowych. Sprzedaż szybko rosła.

Po sukcesach w Czechach przyszła kolej na próbę wejścia na rynek amerykański. I tu na początku szło nieźle. Euforia nie trwała jednak długo, gdyż zalew tanich chińskich odpowiedników położył czeski eksport.

Bracia Mozgowie nie dali za wygraną i wkrótce mieli gotowy nowy plan. Pomysł był genialny w swej prostocie. Co można zmienić w motocyklu, poprawiając jednocześnie czucie i wygląd maszyny? W ten sposób powstały pierwsze klamki Titax.

     
Takie aluminiowe pręty tnie się na mniejsze bloczki.  Po jednym z procesów obróbki widać już zarys klamek wyłaniających się z aluminiowych sztabek.  Obróbka niesie ze sobąsporą ilość odpadów. 

Szukajcie, a może znajdziecie
Można odnieść wrażenie, że chłopaki z Titaxa ukrywają się przed światem. Siedziba firmy znajduje się na obrzeżach czeskiego miasta Vsetín, a znaleźć ich może jedynie bardzo wprawne oko.

O dotarciu do celu informuje niewielka wywieszka, z jeszcze mniejszym firmowym logo na drzwiach budynku. To sprawia, że już od progu robi się tajemniczo. Chłopakom faktycznie nie zależy na rozgłosie. Jak mówi Zbynek – jeden z założycieli firmy – tak jest po prostu bezpieczniej. Z klientami spotykają się głównie podczas imprez i wyścigów motocyklowych. Hala z maszynami znajduje się w sąsiednich zabudowaniach. Tam na niewielkiej powierzchni upchnięto cały potrzebny do wytwarzania osprzęt, wraz z magazynem i montażownią.

Narodziny klamki
Życie klamki zaczyna się, gdy do f rmy trafiają długie pręty z duraluminium. Każdy z nich ma nabity certyfikat jakości. To daje pewność, że żadna klamka nie zaliczy wtopy.

Długie na 4 m sztachety zostają sprawnie pocięte laserem na odpowiedniej długości sztabki. Te elementy trafiają do obróbki przez kolejne maszyny CNC. Każda z nich ma wgrany inny program, a wszystko jest sterowane z jednego komputera. Na nim wszystkie elementy powstały najpierw w wirtualnym świecie. Obróbka odbywa się automatycznie, jednak kontroli jakości dokonuje ludzkie oko. Nie może być mowy o żadnej obsuwie. Atmosfera w hali, mimo ścisku, jest luzacka. Widać, że ekipa jest zgrana i lubi to, co robi.

Odpowiedni kształt, długość oraz design pierwszych dźwigni powstawał przez około 2 lata. W tym czasie dopracowywano najdrobniejsze detale kształtu klamki, mechanizmu regulacji oraz wyglądu. Każdy element ma tu swoją historię.

     
W czeluściach tej obrabiarki CNC aluminiowe bloczkizmieniają się w prawdziwe cudeńka.  Najpierw powstaje trójwymiarowy projekt klamki. Stąd też odbywa się programowanie obrabiarek.  Zbyněk Mozga – jeden z założycieliTitaxa – z dumą prezentuje efektypracy zgranej ekipy i maszyn. 

Klucz do sukcesu
Jak mówi Zbynek, głównym powodem podjęcia produkcji klamek do maszyn sportowych była potrzeba dostarczenia osprzętu poprawiającego ścigantom komfort pracy. Chłopaki świetnie zdają sobie sprawę, że najlepszym poligonem badawczym są zawody. Współpraca z takimi zawodnikami, jak Leon Haslam, John Hopkins czy Eugene Laverty oraz zespołami jak Yamaha France GMT94, Honda Stiggy Racing, MS Racing czy Triumph Tati Team to okazja do zdobywania nieocenionych doświadczeń.

Dzięki mocnemu zaangażowaniu w sport oraz dbałości o detale Titax znacznie rozwinął się w ciągu ostatnich lat. Obecnie firma zatrudnia ponad 30 osób, a jej oferta stale się poszerza. Oprócz kilku rodzajów klamek, fabryka produkuje amortyzatory skrętu wraz z zestawami adapterów, regulatory przednich zawieszeń czy napinacze łańcuchów.

I kto by pomyślał, że na temat klamek można stworzyć całą ideologię?

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    W czeskim Vsetínie w niewielkiej manufakturze wióry lecą dniem i nocą, aż furczy. Efektem tych zabiegów są aluminiowe cacuszka.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:06:31