Motocykl poleca:

Alpen Masters 2006 - enduro i funbike'i

Poleć ten artykuł:

BMW R 1200 GS Adventure, Buell Ulysses XB12XTouratech, KTM 950 Supermoto, Suzuki V-Strom 650
Zobacz całą galerię


Hardkorowiec

Ponieważ granice między enduro, funbike’ami i supermoto coraz bardziej się zacierają, w skład tej grupy wszedł m.in. KTM 950 Supermoto. To radykalny motocykl, na którym w gmatwaninie zakrętów można łatwo odjechać nawet najmocniejszym supersportom. Gdyby chodziło wyłącznie o sekundy i ślady palonej gumy na asfalcie, KTM w cuglach zapewniłby sobie tytuł króla Alp. Jego zawiechy pracują znakomicie i połykają najgorsze wyboje. Hamulce to najwyższa klasa pod względem skuteczności i dozowalności. Są lepsze niż w niejednym motocyklu sportowym. Podkreślmy – cały czas mówimy o jeździe w warunkach alpejskich. Dzięki krótkiemu przełożeniu, silnik już na niskich obrotach gwarantuje dynamik ę startującego wahadłowca kosmicznego i bez oporów kręci się aż do zadziałania ogranicznika.

Niestety, nie wszystko w KTM-ie zasługuje na pochwałę. Przewiezienie bagażu jest poważnym problemem, a pasażerka musi darzyć ogromnym uczuciem bike’a lub jego właściciela. Tylko wtedy da się namówić na przejażdżkę – nawet krótką. Ochrona przed naporem powietrza jest bliska zeru, a turystyczne zalety trzeba ocenić jako symboliczne. Przy spokojnej jeździe silnik szarpie, potrafi nawet zgasnąć. Zalet starczyło KTM-owi na drugie miejsce w klasie. Jak na tak hardkorowego bike’a, wynik i tak bardzo dobry.





Dumny Buell

Buell miał prawo liczyć na zwycięstwo. Przodkiem tego podróżnego enduro był bowiem motocykl sportowy w amerykańskim stylu. W Alpen Masters uczestniczyła maszyna stuningowana przez Touratecha, w której zamontowano kufry i wygodną, niską kanapę. Mimo to przed jazdą każdy kolejny jeździec testowy musiał zaliczyć bieg z przeszkodami, wspinając się na ciągle wysokie siodło. Olbrzymia średnica zawracania to drugie poważne wyzwanie, które stawia Buell. Przy skręcie w lewo pół- ka widelca uderzała o wiązkę przewodów. Pierwszy bieg wchodził tylko przy silnym depnięciu dźwigni. Przy kolejnej zmianie zdarzało się niechcąco wrzucić luz. Przełączaniu biegów towarzyszył głośny akompaniament. Ciężko pracujące sprzęgło to kolejne utrudnienie. To samo dotyczy przedniego hamulca. Przy ostrym zjeździe na full obciążonym motocyklem trzeba było bardzo mocno walnąć w hamulce, by się zatrzymać. Zawieszenia pracowały lekko, ale na dużych nierównościach motocykl podskakiwał. Gdy działo się to na zakrętach, jak np. na przełęczy Umbrail, wtedy bike żył własnym życiem.

Wspomniane wady w znacznym stopniu rekompensował silnik. Jego łagodny charakter dobrze pasował do alpejskich warunków. Można było spokojnie i bez problemów toczyć się już z 2000-3000 obr/min na zegarze, rozkoszując się widokami. Nie ma ryzyka, że, jak na KTM-ie, zawładnie wami żądza prędkości. Jednak wszystko to nie wystarcza na zajęcie wyższego niż czwarte miejsce.



BMW R 1200 GS Adventure Dwa cylindry, 1170 cm3, 98 KM, 115 Nm, 292 kg, ABS, 58 900 zł  

Buell Ulysses XB12X Touratech Dwa cylindry, 1202 cm3, 102 KM, 110 Nm, 228 kg, 51 400 zł (wersja podstawowa) 

KTM 950 Supermoto Dwa cylindry, 942 cm3, 98 KM, 94 Nm, 206 kg, 48 900 zł 

Słoń w składzie porcelany?

BMW GS brał udział również w zeszłorocznym Alpen Masters. W tym roku do testu wzięliśmy Adventure’a. To olbrzymi motocykl, ze zbiornikiem o pojemności 33 l. Aby się dobrze czuć w jego siodle, trzeba być bardzo wysokim. Temu, kto musi wyjechać nim z ciasnego parkingu hotelowego, nie ma czego zazdrościć. Ale gdy motocykl ruszy, uczucie nieporęczności nagle znika. Adventure bez większego wysiłku prowadzi się po ciasnych zakrętach. Tylko na naprzemiennych winklach napracujecie się, przerzucając go z jednego pochylenia w drugie. Dzięki bardzo wygodnej kanapie cała załoga świetnie znosi długie dystanse. Duże – dostępne za dopłatą – kufry są bardzo pojemne.

Nie tylko nieosiągalny dla innych zasięg 660 km, ale i komfortowe zawieszenia są doskonałe. Adventure połyka dziury nawet na najgorszych i najbardziej wyboistych drogach. Do tego dobra ochrona przed wiatrem, choć turbulencji nie udało się wyeliminować. Dostępny w opcji częściowo zintegrowany ABS czasem przyprawia o ból głowy. Szczególnie przy jeździe z góry na nierównej nawierzchni odpuszcza na zbyt długo.

Na temat silnika GS-a powiedziano już chyba wszystko, niemniej w specyficznych warunkach Alpen Masters podpadły nam niektóre szczegóły. Np. fakt, że silnik wprawdzie pracuje łagodnie i równomiernie, ale, co jest szczególnie odczuwalne na ostrych zakrętach, z lekkim opóźnieniem reaguje na dodanie gazu. Niemniej jednostka napędowa wypadła zadowalająco. W przeciwieństwie do buellowego V-twina, beemkowego boksera da się lubić za szeroki zakres obrotów użytecznych i dynamikę. Duży moment pozwala rzadko zmieniać biegi. Co wkurza? Zbyt długa droga dźwigni zmiany biegów i hałas podczas ich przełączania. W naszym rankingu bawarski tankowiec musiał się zadowolić trzecim miejscem. Do startu w finale i beemce, i Buellowi zabrakło bardzo niewiele.


zwycięzca klasy
 Suzuki V-Strom 650 Dwa cylindry, 645 cm3, 67 KM, 60 Nm, 221 kg, 31 990 zł


Ale to już było...

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij