Motocykl poleca:

Alpen Masters 2009 – big bike’i: Ducati Monster 1100, Honda CB 1300, MV Agusta Brutale 989 R, Yamaha Vmax

Poleć ten artykuł:

Wysokie ciśnienie krwi trzeba leczyć. Chyba że mówimy o emocjach związanych z jazdą wysoko w górach. Wśród górskich przełęczy i winkli najważniejsze są zupełnie inne sprawy niż na nizinach.
alpenmasters-2009-big-bike-01-main-1024.jpg Zobacz całą galerię

Godzina 9 rano w zwyczajny czerwcowy poniedziałek. Jest on zwyczajny dla 1800 mieszkańców wioski Canazei, leżącej w dolinie di Fassa, ale nie dla ekipy testowej, która w napięciu obserwuje, jak przejeżdżające w minutowych odstępach motocykle zamieniają alpejską szosę w scenę, na której główne role grają turystyki, nakedy, turystyczne enduro, funbike’i, supersporty, cruisery... Wszyscy mają ten sam cel: dojechać na górę do wyjazdu z miejscowości – w lewo do wąwozu Pordoi lub Sella albo prosto na przełęcz di Fedaia.

Na co jeszcze czekamy? Niech wreszcie ruszy Alpen Masters 2009. Jednogłośnie zgodziliśmy się, że ten zaszczyt powinien przypaść mięśniakowi nowej ery, Yamasze Vmax z potężnym silnikiem V4 o pojemności 1680 cm3. Mimo że sprzęt spełnia wymagania normy Euro 3, która m.in. kastruje sound, ma go wystarczająco dużo, aby popędzić kota trzem pozostałym big bike’om: Ducati Monsterowi – maszynie o pojemności 1100 cm3, która pojawiła się na rynku w tym roku, również niedawno zaprezentowanej MV Aguście Brutale 989 R, a także hitowi wśród big bike’ów – Hondzie CB 1300.

Dziki kop Vmaxa
Czy big bike’i mają sens na trasach z ciasnymi serpentynami i krótkimi prostymi? W przypadku Vmaxa nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Mieć kontrolę nad takim mocarzem – to kręci, i to bardzo. Czy to 187 KM zmierzone na trzecim biegu, czy 192 KM na czwartym, czy też 177 KM na piątym – wszystko to wyciska z wału ostatnie soki, ale dzieje się ot tak, jakby mimochodem. Kto gwałtownie odkręci gaz, na tychmiast dowie się, co to znaczy przyspieszenie. Na podjeździe, nawet jeśli jest bardzo ostry, Vmax sunie jak walec, tyle że znacznie szybciej.

Jednak Vmaxa nie sposób zaliczyć do sprzętów, których jedyną zaletą jest moc. Bo Ta sztuka wie również, co to znaczy zachowywać się elegancko. Czterocylindrowy widlak o 65-stopniowym rozchyleniu cylindrów od 1800 obr/min reaguje na ruch rolgazu łagodnie niczym baranek, na trzecim biegu z nawet najciaśniejszych winkli wychodzi jakby ich nie było, a na prostych wysokie obroty sprawiają sprzętowi tyle radości, jakby pięciobiegowa skrzynia biegów była zbyteczna.

Yamaha pokonuje zakręty znacznie zwinniej niż można się spodziewać po takiej górze metalu. Nie przeszkadzają jej w tym ani masa 314 kg, ani aż 1700-milimetrowy rozstaw osi, ani pozycja jeźdźca pasująca bardziej do cruisera.

Brutale bez manier
Całkiem inaczej mają się sprawy z MV Agustą. Dobre maniery? To nie tutaj. W każdym razie nie ma o nich mowy podczas zmiany obciążenia. Gdy dodasz gazu, przepustnice najpierw jakby się przyczajały, a potem – gwałtownie się otwierając – wyrzucają MV na zewnątrz zakrętu. Dysponujący bardzo małym skokiem tłoka silnik w dolnym zakresie obrotów zachowuje się dosyć leniwie. Nie poprawia sytuacji sprzyjająca poręczności pochylona pozycja jeźdźca.

Tagi: Yamaha | Ducati | Brutale 989 R | MV Agusta | CB 1300 | Honda | Monster 1100 | Vmax

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij