Motocykl poleca:

Alpen masters 2006 - wprowadzenie cz2

Poleć ten artykuł:

W drugiej części naszego testu (pierwsza w numerze 10/2006), który ma wskazać motocykl najbardziej przydatny na alpejskich serpentynach, wyłonimy zwycięzców wśród big bike’ów oraz enduro/funbike’ów. W finale walkę stoczą zwycięzcy wszystkich pięciu klas.

Zwycięzca może być tylko jeden. Jak to w zawodach. Ale który motocykl jest najlepszy? A ściślej mówiąc – który najlepiej nadaje się na specyficzne warunki alpejskie: pokręcone drogi, które biegną 2500 metrów nad poziomem morza? Czy będzie to maszyna uniwersalna, supersport, a mo- że wygodny turystyk lub wszechstronne enduro albo big bike?
Do naszego testu wzięliśmy 20 maszyn, które zostały podzielone na pięć kategorii. W całym tym zamieszaniu chodziło nam przede wszystkim o dobrą zabawę. Alpen Masters z założenia miał się różnić od innych testów i porównań, dlatego daliśmy sobie siana z ekonomią czy ochroną środowiska. Uznaliśmy, że tu te sprawy nie mają żadnego znaczenia. Największą uwagę zwróciliśmy na to, jak bike’i radzą sobie w specyficznych warunkach – na krętych, ciasnych i stromych drogach.

Wszechstronnym być

Zwycięzca Alpen Masters musi dobrze radzić sobie w najtrudniejszych sytuacjach i warunkach drogowych oraz łatwo się prowadzić. Ale to nie wszystko – zwracaliśmy też uwagę na to, jaką dynamiką dysponują kandydaci do tytułu oraz na to, czy mają cechy motocyklowego turysty, czyli czy oferują odpowiednią pozycję za kierownicą i wygodną kanapę. Gdy bowiem zaczyna boleć tyłek, latanie po winklach przestaje być tym, czym być powinno – ogromną frajdą.

Jak więc widać, postawiliśmy przed rywalami karkołomne zadanie. Nic dziwnego, że znalezienie ich słabych stron nie było specjalnie trudne. Trasa poprowadzona wokół przełęczy Stilfser Joch na włosko-szwajcarskim pograniczu miała to wszystko, dzięki czemu mogliśmy wszechstronnie przetestować maszyny. Nie brakowało w niej i niekończących się ostrych zakrętów na drodze do przełęczy (to właśnie tu wielu producentów samochodów testuje hamulce modeli prototypowych), i jazdy na granicy możliwości na szutrowej przełęczy Umbrail. Jeźdźcy nie mieli szans odpocząć na długich prostych. Za to przepaście odsłaniały się przed nimi takie, że niektórzy chyba jechali z zamkniętymi oczami. Wieczory w barze hotelu, który był bazą Alpen Masters, pełne były mrożących krew w żyłach opowieści.

Pięciu kandydatów

Kto i dlaczego zwyciężył w pierwszych trzech kategoriach – w klasie maszyn uniwersalnych, sportowych oraz turystycznych/ turystyczno-sportowych – opisaliśmy w październikowym numerze MOTOCYKLA. Pozostało dokonać wyboru wśród enduro i funbike’ów oraz big bike’ów.

Wyłonienie piątki, która miała stanąć do ostatecznej rozgrywki – mimo że emocjonujące – było na dobrą sprawę niczym więcej, jak tylko rozgrzewką przed finałem. Wtedy bowiem rozgorzała prawdziwa walka. Karty zostały rozdane na nowo, tzn. wszystkie wydarzenia z eliminacji zostały wyzerowane. Zasada była taka, że pięciu jeźdźców dosiadało kolejno pięciu finałowych motocykli. Ich subiektywne oceny miały pewien wpływ na końcową kolejność, choć nie było to najważniejsze kryterium. Zdajemy sobie sprawę, że nasze porównanie nie jest absolutnie obiektywne, ale dzięki temu końcowa rozgrywka przyniosła trochę niespodzianek.
Zwycięzcą zeszłorocznego Alpen Masters zostało raczej niespodziewanie Suzuki V-Strom 650. W tym zaś...

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij