Motocykl poleca:

Aprilia RS 125 2003

Poleć ten artykuł:

Wielu młodych chłopaków marzy o motocyklach wyścigowych, takich z krwi i kości. W siodle RS 125 i oni mogą poczuć się jak Valentino Rossi.

W całej historii modelu, to znaczy przez około 11 lat, motocykl prawie nie ulegał zmianom, dopiero w 1999 roku poddano go poważniejszej modernizacji. To oczywiście nie znaczy, że jego konstrukcja była już przestarzała. Kiedy ukazał się po raz pierwszy z aluminiową ramą i widelcem upside-down, o 10 lat prześcigał swoją epok ę i już wówczas został wyposażony w elementy, które do dziś nie straciły nic ze swojej aktualności. Większe zmiany polegały na wypuszczeniu kilku odmian silnika: w 1999 roku jednostka napędowa, z gaźnikiem o średnicy gardzieli 28 mm, była produkowana w dwóch wersjach: o mocy 15 i 30 KM, co dawało prędkości maksymalne, odpowiednio, 120 i 160 km/godz. Wówczas także w miejsce trzyszprychowych kół zastosowano felgi pięcioszprychowe i zmieniono ramę motocykla oraz jej wymiary. Została też całkowicie zmodernizowana owiewka, stała się bardziej zaokrąglona, jeszcze bardziej opływowa, a oba wloty powietrza zastąpiono jednym, z prawej strony. W 2003 roku jedynie udoskonalono rozpoczętą przed czterema laty pracę, dla RS 125 opracowano nowy schemat malowania. Czarna matowa osłona okazała się strzałem w dziesiątkę.


Zdaniem użytkownika:
Monika Muryn, Szczecin
Użytkuję dość intensywnie Aprilię Extremę RS 125 z 1993 r. Jestem jej właścicielką od 5 miesięcy – kupiłam ją z przebiegiem 21 000 km. Motocykl był w pełni oryginalny, choć pół roku użytkowania w Polsce po sprowadzeniu z Niemiec pozostawiło niezatarte ślady. Motocykl był w Niemczech zdławiony. Odzyskał swoją włoską namiętność po usunięciu elektronicznego modułu. Mój pierwszy własny motocykl miał być bezkompromisowo sportowy, ale jednocześnie bardzo lekki – nie jestem typem muskularnej pakerki. Do tego być stylowy i ciut oryginalniejszy od wszechobecnych „japończyków”. RS 125 spełniała wszystkie te wymagania. Moje uwagi po przejechaniu ok. 2000 km. Motocykl jak na razie okazał się bezawaryjny, jakość użytych materiałów i powłok lakierniczych można uznać za wysoką, biorąc pod uwagę ich stan po, było nie było, prawie dekadzie od narodzin. Teraz o rzeczy najważniejszej – jazda. Cudowny hamulec przedni – cztery tłoczki plus tarcza wielkości R1, a do tego lekka obsługa klamki – jeszcze długo nie będę w stanie wykorzystać całego zakresu możliwości tego układu. Zawieszenie – sztywno, ale precyzyjnie. Niestety, muszę dokładnie dobierać drogi – jazda po dziurach, kocich łbach, nierównych płytach itp. Jest mordęgą tak dla mnie, jak i dla bike’a. Ja czuję w kręgosłupie i nadgarstkach każdą nierówność, a bike trzeszczy, stuka i nerwowo podskakuje. Zero uniwersalności. Mimo podnóżków i „siodełka” dla pasażera, uważam, że jest to pojazd jednoosobowy. Silnik to ekstremalnie – zgodnie z nazwą – wysilona jednostka. Jeśli nie utrzymuj ę obrotów w wąskim zakresie 9-11 tys. obr./min, bike nie bardzo chce jechać. Każde ruszenie zmienia się w start do Grand Prix: obroty na czerwone pole, potem ślizganie sprzęgła, aby obroty nie spadły. Mimo wszystko przydałoby się trochę więcej mocy w tak poważnie wyglądającym sprzęcie, ale o to postara się zestaw Polini 154 cm3, który będzie wkrótce pierwszym etapem tuningu mojego bike’a. Koszty eksploatacji. Niestety, dwusuwowe rakiety mają swoje potrzeby. Moja „125” pali więcej droższego paliwa niż „550” mojego męża. Nie wiem, czy to zależy tylko od stylu jazdy, czy także dałoby się coś jeszcze wyregulować, ale nie udało mi się zejść poniżej 5,5 litra na setkę. Aby być pewną odpowiedniej liczby oktanowej (nie może być mniejsza od 98, a jak pokazuje polska rzeczywistość różnie to na polskich stacjach bywa), tankuję 99 V-Power, no i do tego olej full syntetyk, ulatujący w powietrze z szybkością 1 litra na 50 litrów paliwa. Koszt średni 1 km musi być na poziomie przynajmniej V-maxa albo innego potwora.

A jak jeździ ta mała dwusuwowa maszynka? Świetnie! Aby RS był ciągle w dobrej kondycji, wymaga o wiele staranniejszej konserwacji, niż jego czterosuwowi koledzy. Chociaż mamy tu do czynienia z motocyklem typu supersport, poruszającym się w normalnym ruchu ulicznym, który przy swojej pojemności skokowej dysponuje stosunkowo dużą mocą, to dla starszych typów fabryka poleca wymianę tłoka co 10 000 km, zaś co dwadzieścia tysięcy remont silnika. I tej zasady warto przestrzegać, podobnie jak wymogów co do okresowej wymiany oleju oraz dokonywania obowiązkowych przeglądów serwisowych, które w przypadku nowych maszyn przeprowadza się co 4000 km. Dla nowych wersji przy średnio intensywnej eksploatacji wymiana tłoka przypada co 16 000 kilometrów. Tych zaleceń warto się trzymać, bowiem zapewnimy sobie w ten sposób prawie nieskończoną eksploatację cylindra.

Jeżeli maszyna była regularnie serwisowana, nie musimy obawiać się poważniejszych awarii. Jeśli natomiast motocykl naszych marzeń pospiesznie zakupimy gdzieś za granicą, to poza obowiązkową wymianą oleju i filtra oraz ewentualnie świecy i łańcucha, musimy też liczyć się z koniecznością wymiany łożysk wału, tłoka i cylindra. Im starszy RS, tym większe prawdopodobieństwo, że poprzedni właściciele nie zawsze wymieniali nakazane podzespoły lub przez swoje „naprawy” doprowadzili do uszkodzeń różnych mechanizmów. Niektórzy użytkownicy próbowali wycisnąć z silnika większą moc, modyfikując ustawienia gaźnika. W większości przypadków kończyło się to zatarciem silnika.

Zdaniem użytkownika:
Damian Zadworny „Fubu”, Lubań
Od dwóch lat jestem posiadaczem Aprilii RS 125. Motocykl fajnie wygląda i dobrze się prowadzi. To bardzo dobra propozycja dla początkującego motocyklisty. Mój (z 1999 roku) jest zdławiony. Próbowałem go odblokować, ale... Aprilia ma 22 KM (tak jest w dokumentach), daje się rozpędzić do 140 km/h, a wkręca się najwyżej (na biegu) do 7500 obr./min. Może nie jest najwygodniejszy, ale to kwestia przyzwyczajenia. Ma według mnie świetne hamulce – można bez większych problemów jeździć na przednim kole, nawet w dwie osoby. Maszyna jest bardzo zwrotna. Ale ma i kilka wad. Zacznę od najbardziej wkurzającej – dźwięku wydobywającego się z tłumika, Brzmi jak pierdzenie, jest za wysoki. Do wad trzeba zaliczyć bardzo słabe światła. Być może problemy występują tylko w moim motocyklu...
Przez dwa lata wymieniłem dwie opony, układ napędowy i klocki hamulcowe, dolewałem olej i tankowałem. Ostatnio padła linka od prędkościomierza. Mam niesamowity problem z dostaniem części zamiennych (mieszkam w woj. dolnośląskim). Karygodne!

Dla motocykli RS bardzo ważne jest wstępne rozgrzanie silnika, w nowszych modelach bardzo pomocny jest przy tym wskaźnik temperatury. Nie można gwałtownie przyspieszać, dopóki wskaźnik nie pokaże 60 OC. Rozgrzany silnik wytrzymuje niemal wszystko, ale kiedy jest jeszcze zimny, awaria staje się bardzo prawdopodobna. W czasie jazdy wersją otwartą należy utrzymywać obroty powyżej 6500 obr./min, a jeśli chodzi o wszystkie wersje modeli, należy unikać hamowania silnikiem, co i tak przecież jest wymogiem dla wszystkich dwusuwów.

Wiele osób z nieufnością odnosi się do jednostek pracujących na aż tak wysokich obrotach. Sceptycy najprawdopodobniej wyciągają wnioski z własnych lub cudzych złych doświadczeń. A tymczasem RS 125 używany, jeśli jest w dobrym stanie technicznym, czy RS 125 który nabyto jako nowy motocykl, może dać posiadaczowi naprawdę dużo radości.



Tagi:

Oceń artykuł:

3.7

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij