Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.2

Aprilia RS4 125, Honda CBR 125 R, Yamaha YZF-R 125 – test porównawczy

Wśród maszyn sportowych o dużych pojemnościach nie dzieje się ostatnio zbyt wiele. Natomiast „125” nowej generacji są wypasione jak nigdy dotąd.

Yamaha YZF-R 125 pokazała, jak ostra potrafi być maszyna z silnikiem 1/8 litra. Ale dla małolatów – grupy, dla której powstają takie motocykle – ważny jest także wygląd. Wreszcie wzięli to pod uwagę kolesie z Hondy, którzy dość grzeczną cebeerkę 125 R mocno upodobnili do FireBlade’a. Nowa Aprilia RS4 125 nie przypadkiem przypomina dorosłą RSV4.

W świecie „125”, w którym 1 czy 2 KM mocy więcej znaczy bardzo wiele, liczą się kop oraz właściwy moment zmiany biegu. Najostrzejsza walka toczy się jednak o każdy dodatkowy kilometr prędkości maksymalnej. Tak więc łokcie do tułowia, głowa za owiewkę i rura! Niecałe 150 kg pod tyłkiem bez problemu da się przekładać to w prawo, to w lewo. Słowem...

prawdziwe latanie.
Takie standardy wyznaczył w 2008 r. japoński wojownik spod znaku Yamahy. W przeprowadzonym wówczas teście bezlitośnie zmiażdżył wszystkich rywali. Osiągi, które zapewniły wtedy Yamaszce zwycięstwo, jeszcze dziś budzą respekt. Silnik, w odróżnieniu od pozostałej dwójki, dysponuje naprawdę długim skokiem tłoka. Dzięki temu krzywa momentu obrotowego przy najniższych obrotach ma imponujący przebieg. Swobodna jazda w ruchu ulicznym przy 5000-6000 obr/ /min to małe miki.

  
   
Aprilla RS4 125

Agresywna sylwetka + malowanie á la Max Biaggi. Mimo że poprzedni model był nieco lepiej wyposażony, żadna inna maszyna w tej klasie nie ma radialnych hamulców ani regulacji dźwigni zmiany biegów.

Maszyna nieźle radzi sobie także na dłuższych podjazdach i nie mści się na jeźdźcu, gdy zdarzy mu się odrobinę spóźnić z redukcją biegu. Agresywnej, sportowej sylwetce towarzyszy szeroki zakres obrotów – czegóż chcieć więcej...? Pracowite pomachanie dźwignią zmiany biegów pozwala po 14,8 sekundy mknąć 100 km/h. Konkurencja musi się poddać. Także pod względem elastyczności silnika pozostałe maszyny wymiękają. Jeśli masz dość miejsca na rozpęd i przykleisz się do zbiornika paliwa, to na maksymalnej prędkości dokręcisz do ogranicznika obrotów.

Sztywno zestrojone i bardzo stabilne zawieszenia świetnie znoszą wysokie prędkości. Maszyna spokojnie i pewnie pokonuje kolejne winkle, choć trzeba przyznać, że zawiasy reagują dość gwałtownie. W sytuacjach podbramkowych biker może liczyć na ostry jak żyleta i dobrze dozowalny przedni hamulec.

Nogi jeźdźca nie ześlizgują się z aluminiowych podnóżków; dla pasażera przewidziano tu filigranowe wsporniki. Wygięty niczym banan wahacz odlano z aluminium. Motocykl jest starannie wykonany i sprawia wrażenie znacznie bardziej „dorosłego” niż jest w rzeczywistości. Trzeba jednak zauważyć, że w tej trójce jest to maszyna najmniej poręczna (słowo „nieporęczna” byłoby przesadą). Przyczyna leży po części po stronie mało przyczepnych na mokrym opon Michelin Pilot Sport. Nie zmienia to faktu, że YZF-R 125 daje radę i na szosie, i podczas lansu pod pubem.

Zabawa na winklach
Lepiej w tym drugim miejscu radzi sobie Honda CBR 125 R. Zliftingowana dopiero co maszyna pozbyła się niepozornego wyglądu poprzedniej wersji. Wąskie gumy odeszły w przeszłość i mała cebeerka śmiga teraz na odpowiednio szerokich kapciach. Jeśli chodzi o dynamikę jazdy, do tej pory nie można było narzekać. I to się nie zmieniło. Nieco zmodyfikowane zawieszenia nie dają powodów do krytyki. Maszynka jest świetnie wyważona, z miękko zestrojonymi, lecz precyzyjnymi zawieszeniami. To bardzo zwinny motocykl i nie zmieniły tego ani szersze opony, ani wyższa o 12 kg masa.

 Aprilia  Honda
 Yamaha
     
Kokpit jest przejrzysty, ale informacji mało.W  obrotomierzu brak  czerwonego pola. Design kokpitu (jak to w Hondzie) nie porywa,ale dobre wyposażenie i  świetna czytelność. Śliczny, choć – jeśli wziąć pod uwagę cenęmotocykla – przydałby się jeszcze np. zegarek.

To nie tak, że CBR 125 R pokonuje zakręty z dziecięcą łatwością; ona się na nich bawi. Mknie po winklach, ochoczo składając się to w jedną, to w drugą stronę, nigdy nie sprawiając wrażenia nerwowej. Oczywiście ze względu na miękkie zestrojenie zawieszeń na nierównościach można poczuć lekki niepokój, zwłaszcza gdy biker na pełnym gazie wchodzi z jednego zakrętu w drugi. Ale wszystko w granicach przyzwoitości. Jednak gdy na tylnej kanapie zasiądzie pasażer, rezerwy tkwiące w zawieszeniach gwałtownie topnieją. Z całej trójki amorki dobijają najszybciej właśnie w cebeerce.

  
     
  Honda CBR 125 R

Brak odcięcia zapłonu = parę groszy oszczędności. Oprócz tego Honda jest naprawdę solidnie wykonana. Ze wszystkich maszyn w stawce jest najwygodniejsza dla pasażera,
który ma do dyspozycji wygodne uchwyty.

Kształt umieszczonej niezbyt wysoko kierownicy sprzyja wygodnej pozycji jeźdźca. Do kompletu mamy lekko działające sprzęgło i gładko pracującą skrzynię biegów. Początkujący bikerzy docenią dość łagodnie reagujące hamulce.

Zaskoczeniem jest silnik, przejęty z poprzedniego modelu i tylko trochę inaczej zestrojony. To dobry wybór, choć nominalnie koni jest niewiele, a zawory tylko dwa. Niepozorny, a jednak potrafi dać czadu. Kręci do 11 200 obr/min i, podobnie jak Yamaha, bez zarzutu pracuje w zakresie 5000-6000 obr/min, co umożliwia miłą przejażdżkę w normalnym tempie. Do 100 km/h Honda rozpędza się wprawdzie najdłużej z całej trójki, ale zaczyna odstawać od stawki dopiero pod koniec sprintu, a to ze względu na nieco dłuższe przełożenie ostatniego biegu.

Do około 80 km/h rusza spod świateł z powerem podobnym do Yamahy i na pierwszych metrach uciera nosa Aprilii. Pod względem elastyczności silnika niemal dorównuje YZF-R 125. I to mimo długaśnego przełożenia – na szóstym biegu motocykl ten może teoretycznie pojechać prawie 140 km/h i dzięki temu króluje na autostradzie. Bo gdy tylko biker dostanie choć lekki wietrzyk w plecy albo z pomocą przyjdzie choćby minimalny spadek terenu, Honda dalej kręci, podczas gdy u konkurentów do akcji wkracza ogranicznik obrotów.

  

 
 Yamaha YZF-R 125

Napinacz łańcucha to jeden z wielu dowodów na wysoką jakość wykonania Yamahy. Trochę nie pasuje tu zabezpieczany jedynie zawleczką popychacz zmiany biegów.

Mimo że widać, iż konstruktorzy chcieli tu i ówdzie zaoszczędzić (przykładem może być chociażby prosty stalowy wahacz), do jakości wykonania nie można się przyczepić. Gdy przyjrzymy się bliżej, dostrzeżemy kilka sensownych detali, np. masywne uchwyty dla pasażera, odchylany, a nie zdejmowany korek baku czy kokpit jako jedyny w stawce dysponujący zestawem wskaźników: temperatury cieczy chłodzącej, poziomu paliwa i zegarkiem.

Dużo sportu
Czwórka w nazwie Aprilii RS4 sygnalizuje, że mamy do czynienia z silnikiem czterosuwowym, lista wyposażenia zaś sugeruje mocne związki ze światem sportu, co zresztą podkreślono drapieżnym designem. Wskaźnik poziomu paliwa? Zegarek? Też coś! Zamiast tego jest pamięć prędkości maksymalnej. Brakuje laptimera z poprzedniej wersji, choć nie zapominajmy, że za ten drobiazg trzeba było dopłacić.




Darowano też sobie polerowaną ramę z aluminium i śliczny bananowy wahacz. Za to RS4 125 jako jedyny w stawce ma widelec upside-down i radialne zaciski, którym siły działania mógłby pozazdrościć rekin.

Na wyprodukowany przez Derbi, dysponujący czterema zaworami silnik nie można narzekać, choć najwięcej przyjemności daje jazda w zakresie od 10 000 do 11 000 obr/min. By się dobrze rozpędzić, na zegarze trzeba mieć jakieś 7000-8000 obr/min. Nawet wtedy jednak trzeba umiejętnie wysprzęglać i zmieniać biegi, jeśli chce się uniknąć zbyt szybkiego spadku obrotów.




Mimo więc dość krótkiego przełożenia, w konkurencji „elastyczność” Aprilia pozostaje w tyle. 5 kg więcej niż Yamaha i 10 kg więcej od Hondy na pewno mają w tym swój udział. RS4 spala przy tym 3,3 l paliwa na 100 km, a więc zaledwie 1 l/100 km mniej od dwusuwowego poprzednika. Honda i Yamaha są jeszcze oszczędniejsze, bo piją zaledwie po 2,5 l/100 km.

Konstruktorzy Aprilii powinni też poprawić to i owo w zestrojeniu jednostki napędowej: rozgrzany silnik bowiem nie zawsze odpala od pierwszego strzału, najmocniej ze wszystkich wibruje i jego niepozbawiony dodatkowych zgrzytów dźwięk jest daleki od ideału.

Jednak jeśli dosiadający tej maszynki jeździec uwzględni fakt, że zakres dostępności maksymalnej mocy jest dość wąski, będzie utrzymywał silnik przez cały czas na optymalnej wysokości obrotów i w porę wrzuci wyższy bieg, to maszyna nagrodzi go wrażeniami rodem z toru wyścigowego. Ustawienie podnóżków, obszerna kanapa i szeroka kierownica sprawiają, że biker nie powinien się skarżyć na brak miejsca.

Jeśli chodzi o zawieszenia, Aprilia pokazuje, na co ją stać. Zakręty łyka bez stresu, kładąc się niemal tak swobodnie, jak Honda. Po rozgrzaniu opon Sava okazuje się, że rama jest jeszcze stabilniejsza i precyzyjniejsza niż u Yamahy. Gdyby idealny tor jazdy był wyrysowany wąską kreską na asfalcie, Aprilia podążyłaby nim bez trudu. Aż się chce śmigać po zakrętach, rozkoszując się zegarmistrzowską precyzją, tak ważną w przypadku motocykli napędzanych 125-centymetrowym silnikiem. Zawieszenia są najmocniejszym argumentem, jakim dysponuje Aprilia. Na aplauz zasługują również hamulce i wygląd.

To jednak za mało, by zwyciężyć w tym teście. Wady są na tyle poważne, że nie da się o nich zapomnieć.



 1 Yamaha YZF-R 125. Świetny silnik, doskonałe hamulce i znakomite zawieszenia. Zestawienie trudne do pobicia. Tym bardziej że nie zapomniano i o dynamicznym
wyglądzie. Szacuneczek!
 2 Honda CBR 125 R. Poręczna, dopiero co odświeżona Honda zachwyca wyważeniem i nadspodziewanie dobrze zestrojonym silnikiem. Wygląda przy tym nadorosły motocykl, a małolaty to cenią.
 3 Aprilia RS4 125. Nie da się nie zauważyć błędów w zestrojeniu silnika, ale oprócz tego jest to naprawdę świetna maszyna, zwłaszcza pod względem zawieszeńi hamulców. Zmieści się na niej nawet spory biker.

Yamaha YZF-R 125 pokazała, jak ostra potrafi być maszyna z silnikiem 1/8 litra. Ale dla małolatów – grupy, dla której powstają takie motocykle – ważny jest także wygląd. Wreszcie wzięli to pod uwagę kolesie z Hondy, którzy dość grzeczną cebeerkę 125 R mocno upodobnili do FireBlade’a. Nowa Aprilia RS4 125 nie przypadkiem przypomina dorosłą RSV4.

W świecie „125”, w którym 1 czy 2 KM mocy więcej znaczy bardzo wiele, liczą się kop oraz właściwy moment zmiany biegu. Najostrzejsza walka toczy się jednak o każdy dodatkowy kilometr prędkości maksymalnej. Tak więc łokcie do tułowia, głowa za owiewkę i rura! Niecałe 150 kg pod tyłkiem bez problemu da się przekładać to w prawo, to w lewo. Słowem...

prawdziwe latanie.
Takie standardy wyznaczył w 2008 r. japoński wojownik spod znaku Yamahy. W przeprowadzonym wówczas teście bezlitośnie zmiażdżył wszystkich rywali. Osiągi, które zapewniły wtedy Yamaszce zwycięstwo, jeszcze dziś budzą respekt. Silnik, w odróżnieniu od pozostałej dwójki, dysponuje naprawdę długim skokiem tłoka. Dzięki temu krzywa momentu obrotowego przy najniższych obrotach ma imponujący przebieg. Swobodna jazda w ruchu ulicznym przy 5000-6000 obr/ /min to małe miki.

  
   
Aprilla RS4 125

Agresywna sylwetka + malowanie á la Max Biaggi. Mimo że poprzedni model był nieco lepiej wyposażony, żadna inna maszyna w tej klasie nie ma radialnych hamulców ani regulacji dźwigni zmiany biegów.

Maszyna nieźle radzi sobie także na dłuższych podjazdach i nie mści się na jeźdźcu, gdy zdarzy mu się odrobinę spóźnić z redukcją biegu. Agresywnej, sportowej sylwetce towarzyszy szeroki zakres obrotów – czegóż chcieć więcej...? Pracowite pomachanie dźwignią zmiany biegów pozwala po 14,8 sekundy mknąć 100 km/h. Konkurencja musi się poddać. Także pod względem elastyczności silnika pozostałe maszyny wymiękają. Jeśli masz dość miejsca na rozpęd i przykleisz się do zbiornika paliwa, to na maksymalnej prędkości dokręcisz do ogranicznika obrotów.

Sztywno zestrojone i bardzo stabilne zawieszenia świetnie znoszą wysokie prędkości. Maszyna spokojnie i pewnie pokonuje kolejne winkle, choć trzeba przyznać, że zawiasy reagują dość gwałtownie. W sytuacjach podbramkowych biker może liczyć na ostry jak żyleta i dobrze dozowalny przedni hamulec.

Nogi jeźdźca nie ześlizgują się z aluminiowych podnóżków; dla pasażera przewidziano tu filigranowe wsporniki. Wygięty niczym banan wahacz odlano z aluminium. Motocykl jest starannie wykonany i sprawia wrażenie znacznie bardziej „dorosłego” niż jest w rzeczywistości. Trzeba jednak zauważyć, że w tej trójce jest to maszyna najmniej poręczna (słowo „nieporęczna” byłoby przesadą). Przyczyna leży po części po stronie mało przyczepnych na mokrym opon Michelin Pilot Sport. Nie zmienia to faktu, że YZF-R 125 daje radę i na szosie, i podczas lansu pod pubem.

Zabawa na winklach
Lepiej w tym drugim miejscu radzi sobie Honda CBR 125 R. Zliftingowana dopiero co maszyna pozbyła się niepozornego wyglądu poprzedniej wersji. Wąskie gumy odeszły w przeszłość i mała cebeerka śmiga teraz na odpowiednio szerokich kapciach. Jeśli chodzi o dynamikę jazdy, do tej pory nie można było narzekać. I to się nie zmieniło. Nieco zmodyfikowane zawieszenia nie dają powodów do krytyki. Maszynka jest świetnie wyważona, z miękko zestrojonymi, lecz precyzyjnymi zawieszeniami. To bardzo zwinny motocykl i nie zmieniły tego ani szersze opony, ani wyższa o 12 kg masa.

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Wśród maszyn sportowych o dużych pojemnościach nie dzieje się ostatnio zbyt wiele. Natomiast „125” nowej generacji są wypasione jak nigdy dotąd.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 07:20:21
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij