Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Aprilia SMV 750 Dorsoduro 2009

Dorsoduro to nazwa weneckiej dzielnicy, której mieszkańcy regularnie naparzali się na kije oraz na pięści z typami z dzielnicy Castello. Zwyczaj ten zniesiono w XVIII wieku ze względu na liczne ofiary śmiertelne. Oto uliczny opryszek – Aprilia.

Już na pierwszy rzut oka nie można odmówić Aprilii zadziorności. Dorsoduro jest żylaste. Sprawia wrażenie zbudowanego wyłącznie z mięśni i ścięgien. Zatrudnienie urodzonego w Argentynie stylisty Miguela Angelo Galuzziego było strzałem w dziesiątkę. Dlaczego? Wystarczy wyjechać na ulicę. Większość przechodniów czy kierowców puszek gapi się, jakby ich ktoś zahipnotyzował.


     
Wbrew pozorom, tym przyciskiem nie da się zmienić charakterystyki silnika. Służy on do obsługi funkcji kokpitu.  Silnik pochodzi z Shivera. Kolektor po kilkuset kilometrach bajerancko się przebarwił.  Delikatny ukłon w stronę sportu – dość ascetycznie, ale bardzo przejrzyście i miło dla oka. 


Groźny grymas na gębie
Zgrabna linia, wysoko zadarty przedni błotnik oraz ograniczenie plastiku i ozdóbek do minimum – to może się podobać. Jeśli do tego dodać owiewkę i lampę przypominające łeb owada czy kojarzące się z rekinem skrzela na wydechu – to już w ogóle mistrzostwo. Nie można przy tym pominąć ani jakości wykonania całości, ani dbałości o szczegóły (wahacz!).

Kokpit jest dość prosty – tu inspiracji ewidentnie szukano w sporcie i to wyszło mu na zdrowie. Z wyświetlaczem LCD sąsiaduje całkiem spory obrotomierz z klasyczną wskazówką. Całość nie tylko wygląda superowo, ale jest czytelna i łatwa w obsłudze. Wszystkie funkcje można obsługiwać, nie odrywając dłoni od kierownicy.

Do tego dochodzi sporych rozmiarów wydech i chodzi tu nie tylko o jego wygląd, ale przede wszystkim o dźwięk. Doskonale pasuje do imidżu chuligana. Wystarczy tylko jedno naciśnięcie przycisku rozrusznika – będzie kręcił tak długo, aż V2 zagada basowo.

Mordercy, a serca gołębie
Wprawne oko po dłuższej chwili zobaczy podobieństwa między Dorsoduro i Shiverem. Wystarczy przyjrzeć się ramie. Elementy odlane z aluminium są identyczne. Z kolei kratownica z rur stalowych jest w Dorsoduro węższa, a wahacz dłuższy – dzięki temu rozstaw osi wzrósł aż o 65 mm i wynosi 1505 mm. Dalej – silniki różnią się bardzo nieznacznie. Inaczej zestrojono elektronikę oraz o dwa zęby skrócono przełożenie wtórne, co ma podkreślić sprinterski charakter Dorsoduro. To w zupełności wystarczyło, żeby namieszać.

W tym sprzęcie linka gazu odeszła w niepamięć. Zastąpił ją drive-by-wirew wersji 2.0. Trudno zauważyć jakąś różnicę w działaniu. Oprócz tego można wybrać jedną z trzech charakterystyk mocy: sport, turystyka i na deszcz. Dla zmylenia przeciwnika nie służy do tego guzik z napisem „mode” po lewej stronie kierownicy, lecz przycisk rozrusznika. Po odpaleniu (bez gazu) każde naciśnięcie powoduje przejście na kolejny tryb. Przy czym ostatnio wybrany zostaje w pamięci.


Mordercy łamią zapałki
Stado koni nieco się wykruszyło – fabryka zapewnia, że V-twin z cylindrami kątem 90° rozwija 91 KM przy 8750 obr/ /min. To zaledwie o 3 KM mniej niż Shiver, a do tego 82 Nm trafiają na tylnego laczka o 2500 obr/min niżej. To pozwala w 3,9 sekundy rozpędzić od 0 do 100 km/h maszynę ważącą z płynami 211 kg. Nie ma wstydu: w o wiele mocniejszym KTM-ie 990 SM trwa to o zaledwie 0,2 s mniej.

Czterosuw Aprilii uwielbia obroty. Wkręca się łatwo i bardzo chętnie. Dlatego nie dziwi, że na hamowni zmierzyliśmy (w trybie sport) 88 KM przy 9500 obr/ /min, a według producenta maksymalna moc jest osiągana o 750 obr/min niżej. Co ciekawe, w trybie turystycznym silnik osiągnął identyczną moc, tyle że o 200 obr/ /min niżej.

W czasie dynamicznej jazdy trzeba dość często mieszać w sześciobiegowej skrzyni. Na szczęście sprzęgło pracuje miękko i klamka ma regulację(!). Kolejne przełożenia zapinają się precyzyjnie, choć trochę twardo. Dorsoduro potrafi się rozpędzić do 200 km/h, ale powyżej 180 zaczyna wężykować. To nic groźnego, tyle że nie ma w tym żadnej przyjemności. Trzeba mieć kark i ramiona za stali, żeby utrzymywać taką prędkość przelotową.

     
Tarcze o średnicy 320 mm, radialne zaciski i stalowy oplot – znakomite połączenie.  Amortyzator Sachs umieszczono asymetrycznie po prawej stronie. Ma pełną regulację.  Dwuramienny wahacz wykonano z aluminium we włoskim stylu – zero pytań. 

Żeby poprawić sobie samopoczucie, trzeba poszukać odpowiednio zakręconej drogi. Wtedy można poczuć, co znaczy prawdziwa swoboda. Siadasz i wszystko jest na swoim miejscu. Jedynie niezbyt wyrośniętym motocyklistom może przeszkadzać siodło na wysokości 880 mm, ale nawiązanie do supermoto zobowiązuje. Szeroka kierownica z handbarami dobrze leży w dłoniach. Pozycja za sterami jest wyprostowana i wygodna, i to mimo dość spartańsko wyglądającej, cienkiej jak naleśnik oraz twardej jak deska kanapy. Nawet po przejechaniu 200 km nikt nie powinien narzekać na ból dolnej części pleców. Ukłonem w stronę pasażera są podnóżki na rozsądnej wysokości.

Po tym dystansie i tak trzeba zrobić przerwę, bo błyska kontrolka rezerwy. Zbiornik mieści 13 l wachy, a średnie spalanie wynosi 4,8 litra. Czyli zasięg teoretyczny wynosi 271 km. Jeśli tak, po jaką cholerę pomarańczowe oko świeci tak wcześnie?

Zawiasy nie mają co prawda pełnej regulacji, ale dają radę. Aprilia w złożeniach jest neutralna. Fani supermoto będą zrozpaczeni – Dorsoduro jest łagodne i łatwe w prowadzeniu jak rower. Nie ma mowy o nerwowości czy eksplozji mocy. Jedynie na nierównościach tylny laczek o szerokości 180 mm wprowadza pewną nerwowość i czasem trzeba skorygować kurs. Ale ogólnie niecieszące się dobrą opinią Dunlopy Sportmax Qualifi er dają radę – nie można narzekać ani na poręczność, ani na przyczepność. Nawet na mokrym. Wprawdzie pod ręką jest tryb na deszcz, ale wtedy Dorsoduro zachowuje się, jakby zaraz miało wyzionąć ducha. Nie warto z niego korzystać – wystraszeni mogą kupić wersję z ABS-em. Trzeba tylko pamiętać, że oba heble są doskonale dozowalne i zaskakująco skuteczne. Średnie opóźnienie na poziomie 10,3 m/s2 oznacza, że do zatrzymania ze 100 km/h wystarczy 37,5 metra.



Żądze i sny o walce
Wygląd Dorsoduro sugeruje, że mamy do czynienia z supermoto, ale tak naprawdę jest to normalny, dobrze wykonany, łatwy do ogarnięcia motocykl, który daje mnóstwo radości z jazdy.

Wykorzystano w nim podzespoły Shivera, co pozwoliło obniżyć koszty. Zgódźmy się – 39 900 zł nie ścina z nóg. Przecież za KTM-a 690 SM-C trzeba zapłacić tylko o 4300 zł mniej.







Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Dorsoduro to nazwa weneckiej dzielnicy, której mieszkańcy regularnie naparzali się na kije oraz na pięści z typami z dzielnicy Castello. Zwyczaj ten zniesiono w XVIII wieku ze względu na liczne ofiary śmiertelne. Oto uliczny opryszek – Aprilia.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 06:37:08