Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
  • Motocykl Online

  • Testy

  • Aprilia Scarabeo 250 vs Piaggio Beverly 250 vs Peugeot Geopolis 250 vs Yamaha X-City 250

PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Aprilia Scarabeo 250 vs Piaggio Beverly 250 vs Peugeot Geopolis 250 vs Yamaha X-City 250

Skutery kojarzą się przede wszystkim z miejską dżunglą. Postanowiliśmy sprawdzić, jak rollery na dużych kołach, z ćwierćlitrowymi silnikami, poradzą sobie za miastem. Do walki stanęły: Aprilia Scarabeo 250, Piaggio Beverly 250, Peugeot Geopolis 250 i Yamaha X-city 250.

Po iluś tam kilometrach siedliśmy przy stole, aby ustalić, która „250” jest najlepsza. Bez większych sporów zdołaliśmy uzgodnić tylko jedno – że te cztery skutery spełniają wymagania klientów, mimo że bardzo różnią się przeznaczeniem i stylem.

Znajdą się oczywiście podobieństwa, choćby układ napędowy. W przypadku Aprilii i Piaggio to nic nadzwyczajnego, bo przecież są produkowane w jednym koncernie. Dziwi natomiast fakt, że także Geopolis ma silnik z tej samej rodziny. Widocznie tym razem ekonomia wygrała z francuską dumą narodową. Żeby zachować pozory, na bocznej pokrywie jednostki napędowej o nazwie Quasar, wyprodukowanej we Włoszech, umieszczono logo kroczącego lwa. Yamaha wybrała napęd Minarelli.






Piaggio Beverly 250 pojawił się zaraz po tym, jak padło hasło „Skutery na dużych kołach”, więc to on wyznacza standardy. Włosi, zachwyceni swym produktem, spuścili z tonu i od 2006 roku nie zrobili ani pół kroku do przodu. Widać to praktycznie w każdym detalu, zwłaszcza w przełącznikach, które pozostały daleko za konkurencją. Niemniej Piaggio jest szybki. W mieście znakomicie daje sobie radę, a przy tym jest bardzo wygodny. Ma miękkie zawieszenia, więc bez wysiłku pokonuje nierówności, ale potrafi też niemiło zaskoczyć – przód ma tendencję do kołysania się, co wpływa na stabilność, zwłaszcza w zakrętach. Co gorsze, te objawy pojawiają się już przy niskich prędkościach, a im szybciej jedziesz, tym jest gorzej.

Styl i standard Piaggio to wydarzenie ponadczasowe. Kierownicę umieszczono wysoko, siedzenie zaś oddalono od niej na tyle, że jeździec może siedzieć całkiem wygodnie. Tym bardziej że nie brakuje miejsca na nogi, czyli ergonomia jest OK. Beverly rozpędza się do 130 km/h. Wyposażony w dość wysoką szybę, spodoba się tym, którzy zamierzają go wykorzystywać na szybkich odcinkach.

Pozostaje pytanie, dlaczego Beverly zostało w tyle w naszym teście. Przesądziły o tym hamulce i przydatność do codziennego użytkowania. Piaggio po prostu nie dotrzymuje kroku konkurencji – także pod względem wykończenia. Wniosek jest oczywisty – potrzebuje dużego liftingu z prawdziwego zdarzenia.

Yamaha X-city powstała na bazie zeszłorocznego hitu, czyli X-maxa. Niestety, kontynuuje jego wady, np. jeździec ma niezbyt komfortową pozycję za kierownicą. Dwustopniowe siedzenie znajduje się za blisko przodu, co nie zostawia zbyt wiele miejsca dla kolan. Na domiar złego, po dłuższej jeździe cierpi kręgosłup. Szkoda, bo zestrojenie zawieszeń wydało się nam najbardziej komfortowe wśród testowanej czwórki.

Nie można zaprzeczyć, że X-city wygląda po prostu znakomicie. Elegancka stylistyka i dobre wykonanie zahipnotyzują wszystkich, którzy zechcą polansować się. Ale nawet im przyda się informacja, że jedyny w tym porównaniu silnik Minarelli jest klasą dla siebie. Rozpędza sprzęta do 140 km/h i bardzo chętnie wchodzi na obroty. Żaden z rywali za nim nie nadążył.





Po zmroku też można dać czadu, bo przednia lampa świetnie rozprasza ciemności, a kokpit wygląda bajerancko. Ci, którzy X-city zechcą wykorzystywać poza miastem, powinni wiedzieć, że szyba skutecznie zatrzymuje napór powietrza, czego niestety nie można powiedzieć o przedniej owiewce. Wieje po kolanach bardziej niż w którymkolwiek innym z testowanych skuterów. Lusterka dają niezły wgląd do tego, co się dzieje za plecami, ale mają tendencję do wpadania w wibracje.

Największym minusem X-city jest cena – trzeba za niego zapłacić 18 600 zł, czyli o 1900 zł więcej niż za najtańszego Beverly.







Na Peugeota Geopolisa 250 trzeba było czekać tak długo, że zaczęto go nazywać wiecznym prototypem. Krótka przejażdżka wystarczyła, aby okazało się, że show przy okazji jego premiery nie był bezpodstawny. Świetnie pracujący silnik, solidne przyspieszenia i wysoka prędkość maksymalna to tylko kilka z jego zalet. Jeśli sądzicie, że ten skuter na 16-calowych kołach tylko w miejskiej dżungli czuje się jak ryba w wodzie, grubo się mylicie. Doskonała jest i osłona głowy, ramion czy kolan przed pędem powietrza, i ergonomia. To sprawia, że Geopolis równie fantastycznie sprawdza się w zatłoczonych centrach miast, co na podmiejskich, dłuższych trasach. By to drugie stało się jeszcze przyjemniejsze, fabryka wyposażyła go w największy zbiornik paliwa z całej czwórki. Mieści się w nim 13 litrów wachy, co daje zasięg ponad 300 km. Jedyne, co warto w Geopolisie ulepszyć, to zawieszenia, które są dość twardo zestrojone, a przez to mało komfortowe. Za to przydają się one na krętej drodze. A w połączeniu z dużym rozstawem osi sprawiają, że Peugeot prowadzi się łatwo i precyzyjnie. To cieszy zwłaszcza w szybkich zakrętach.

Jeśli chodzi o hamulce, Geopolis wyprzedza konkurencję. Przednie zaciski Nissina wgryzają się w tarcze jak pitbull, a dozowania i efektu mógłby mu pozazdrościć niejeden motocykl. Wykończenie także pozostaje na wysokim poziomie. Jedyne, co zastanawia, to nie najlepiej zagospodarowany schowek pod kanapą i brak jego podświetlenia. Szkoda! Nic jednak nie może odebrać Geopolisowi tytułu skutera o najszerszym zestawie zastosowań.





Sentymentalni zdecydują się raczej na Scarabeo 250. Po gruntownym liftingu przypomina on pięćsetkę. Klasyczna i łagodna linia stała się wzorem dla reszty. Ma największy rozstaw osi (1535 mm) oraz najwięcej waży – 169 kg, a mimo to prowadzi się niezwykle lekko i przyjemnie. Czy tajemnica tkwi w niskim środku ciężkości, czy w wyjątkowej kombinacji 16-calowego koła z przodu i 14-calowego z tyłu, nie do końca wiadomo. W każdym razie żaden skuter z naszej czwórki nie zachwycił tak jeźdźców własnościami prowadzenia.

Jego piętą Achillesową jest brak szyby. Dzięki dość wąskiej kierownicy, wspomniana łatwość prowadzenia czy szybkich zmian kierunku jazdy przydaje się zwłaszcza w miejskich korkach. Aprilia z pewnością spodoba się kobietom i to nie tylko z powodu wyglądu, ale także dzięki dopracowanym detalom, takim jak kokpit, który przypomina dzieło sztuki.

Scarabeo zachwycił wyglądem i prowadzeniem; również jego przydatność na co dzień została oceniona wysoko. Gdyby miał szybę, przewaga nad pozostałymi byłaby jeszcze większa.

Najbardziej imponuje różnorodność porównywanych skuterów. Ci, którzy będą chcieli coś na podmiejskie szaleństwa i na co dzień, wybiorą Geopolisa. Wielbiciele klasycznej linii, ceniący łatwość prowadzenia, prawdopodobnie zdecydują się na Scarabeo. Ci, którzy nie chcą eksperymentować, postawią na Beverly, Yamaha zaś znajdzie wielbicieli w miłośnikach wieczornych przejażdżek po mieście.

Po iluś tam kilometrach siedliśmy przy stole, aby ustalić, która „250” jest najlepsza. Bez większych sporów zdołaliśmy uzgodnić tylko jedno – że te cztery skutery spełniają wymagania klientów, mimo że bardzo różnią się przeznaczeniem i stylem.

Znajdą się oczywiście podobieństwa, choćby układ napędowy. W przypadku Aprilii i Piaggio to nic nadzwyczajnego, bo przecież są produkowane w jednym koncernie. Dziwi natomiast fakt, że także Geopolis ma silnik z tej samej rodziny. Widocznie tym razem ekonomia wygrała z francuską dumą narodową. Żeby zachować pozory, na bocznej pokrywie jednostki napędowej o nazwie Quasar, wyprodukowanej we Włoszech, umieszczono logo kroczącego lwa. Yamaha wybrała napęd Minarelli.






Piaggio Beverly 250 pojawił się zaraz po tym, jak padło hasło „Skutery na dużych kołach”, więc to on wyznacza standardy. Włosi, zachwyceni swym produktem, spuścili z tonu i od 2006 roku nie zrobili ani pół kroku do przodu. Widać to praktycznie w każdym detalu, zwłaszcza w przełącznikach, które pozostały daleko za konkurencją. Niemniej Piaggio jest szybki. W mieście znakomicie daje sobie radę, a przy tym jest bardzo wygodny. Ma miękkie zawieszenia, więc bez wysiłku pokonuje nierówności, ale potrafi też niemiło zaskoczyć – przód ma tendencję do kołysania się, co wpływa na stabilność, zwłaszcza w zakrętach. Co gorsze, te objawy pojawiają się już przy niskich prędkościach, a im szybciej jedziesz, tym jest gorzej.

Styl i standard Piaggio to wydarzenie ponadczasowe. Kierownicę umieszczono wysoko, siedzenie zaś oddalono od niej na tyle, że jeździec może siedzieć całkiem wygodnie. Tym bardziej że nie brakuje miejsca na nogi, czyli ergonomia jest OK. Beverly rozpędza się do 130 km/h. Wyposażony w dość wysoką szybę, spodoba się tym, którzy zamierzają go wykorzystywać na szybkich odcinkach.

Pozostaje pytanie, dlaczego Beverly zostało w tyle w naszym teście. Przesądziły o tym hamulce i przydatność do codziennego użytkowania. Piaggio po prostu nie dotrzymuje kroku konkurencji – także pod względem wykończenia. Wniosek jest oczywisty – potrzebuje dużego liftingu z prawdziwego zdarzenia.

Yamaha X-city powstała na bazie zeszłorocznego hitu, czyli X-maxa. Niestety, kontynuuje jego wady, np. jeździec ma niezbyt komfortową pozycję za kierownicą. Dwustopniowe siedzenie znajduje się za blisko przodu, co nie zostawia zbyt wiele miejsca dla kolan. Na domiar złego, po dłuższej jeździe cierpi kręgosłup. Szkoda, bo zestrojenie zawieszeń wydało się nam najbardziej komfortowe wśród testowanej czwórki.

Nie można zaprzeczyć, że X-city wygląda po prostu znakomicie. Elegancka stylistyka i dobre wykonanie zahipnotyzują wszystkich, którzy zechcą polansować się. Ale nawet im przyda się informacja, że jedyny w tym porównaniu silnik Minarelli jest klasą dla siebie. Rozpędza sprzęta do 140 km/h i bardzo chętnie wchodzi na obroty. Żaden z rywali za nim nie nadążył.





Po zmroku też można dać czadu, bo przednia lampa świetnie rozprasza ciemności, a kokpit wygląda bajerancko. Ci, którzy X-city zechcą wykorzystywać poza miastem, powinni wiedzieć, że szyba skutecznie zatrzymuje napór powietrza, czego niestety nie można powiedzieć o przedniej owiewce. Wieje po kolanach bardziej niż w którymkolwiek innym z testowanych skuterów. Lusterka dają niezły wgląd do tego, co się dzieje za plecami, ale mają tendencję do wpadania w wibracje.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Skutery kojarzą się przede wszystkim z miejską dżunglą. Postanowiliśmy sprawdzić, jak rollery na dużych kołach, z ćwierćlitrowymi silnikami, poradzą sobie za miastem. Do walki stanęły: Aprilia Scarabeo 250, Piaggio Beverly 250, Peugeot Geopolis 250 i Yamaha X-city 250.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 05:17:20
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij