Motocykl poleca:

BMW F 650 GS Dakar 2002

Poleć ten artykuł:

Na atrapie baku biało-niebieski znaczek, na jej bokach szachownice i wiele mówiący napis Dakar. Maszyna wygląda wprawdzie całkiem kozacko, ale nie łudźcie się – poza sylwetką nie ma nic wspólnego z rajdowym motocyklem Richarda Saincta.

Zobacz całą galerię

Przed wyjazdem na Dakar w 2000 r. testowaliśmy z Markiem dwie endurki BMW: potężnego boxera i mniejszą jednocylindrówkę. Pamiętam, że jazda na F 650 GS obu nam się podobała, ale motocykl ten zdecydowanie lepiej spisywał się w mieście i na szosie, niż w prawdziwym terenie. Teraz dostałem do dyspozycji bardziej uterenowioną wersję sześćset pięćdziesiątki. Nazywa się toto F 650 GS Dakar. Różnice w stosunku do modelu standardowego są niewielkie, ale widoczne. Największy bajer to malowanie, do złudzenia przypominające maszynę, na której Richard Sainct wygrał Dakar w 1999 i 2000 r. Pamiętam tamten motocykl, bo przyjrzałem mu się dokładnie. Miał zupełnie inną ramę i potężniejsze, fachowe zawieszenia. Silnik jest już bardziej podobny do rajdowej maszyny. Dakar ma z przodu koło o średnicy 21 cali i przedłużone skoki zawieszeń, przez co siedzi się na nim wyżej niż na normalnym GS. Na kierownicy zamontowano fajne osłony na ręce, a mała przednia szyba przypomina tę ze starszego KTM Adventure. I to by było tyle, jeśli chodzi o różnice.



Po wjechaniu tym motocyklem w teren mocno się rozczarowałem. Poza bojowym wyglądem nie ma on nic ze sportu. Zupełnie nie nadaje się do szybkiej jazdy w terenie. Zawieszenia są miękkie, a motocykl jest ciężki, więc skoków lepiej nie próbować. Nie można przysiąść się do przodu, co uniemożliwia szybkie pokonywanie zakrętów. Poza tym do jazdy terenowej ta beemka jest źle wyważona. Ponieważ zbiornik umieszczono pod siodłem, motocykl ma zbyt ciężki tył, a więc przednie koło łatwo na sypkim podłożu ucieka na boki. Nie podoba mi się też tylny hamulec. Pedał wpada głęboko i w terenie bardzo trudno go wyczuć. Pewnie gdyby założyć porządne terenowe opony, motocykl prowadziłby się trochę lepiej, ale na tych uniwersalnych lepiej nie wjeżdżać w piasek, nie mówiąc już o błocie. Na szutrowych drogach to co innego, tu już śmiało można podróżować, ale większe szaleństwa też bym odradzał.

Mocne strony tego motocykla to miasto i kręte szosy. Silnik jest elastyczny i ciągnie zupełnie nieźle. Pracuje poza tym bardziej miękko niż w innych jednocylindrówkach. Kanapa jest bardzo wygodna, nawet do jazdy w dwie osoby. Można bez zmęczenia śmigać tym setki kilometrów. Na asfalcie prowadzi się bardzo dobrze. Daje się bez oporu kłaść w ciasnych zakrętach. Jest stabilny, niestraszne mu koleiny, zdrapki ani inne asfaltowe atrakcje. Na szosie dużo lepiej sprawują się też hamulce. Przedni jest bardzo skuteczny i daje przyzwoite wyczucie. Trochę gorzej jest z tyłu, łatwo niechcący zablokować koło. Trzeba uważać w czasie deszczu, bo uniwersalne opony na mokrym asfalcie nie trzymają tak dobrze, jak opony szosowe.


W sumie jednak nie jest źle. Prędkość maksymalna to trochę ponad 160 km/h, ale szybciej niż 140 nie jedzie się zbyt przyjemnie, bo przeszkadzają turbulencje wokół kasku. Fajną sprawą jest łatwa regulacja sztywności sprężyny tylnego amortyzatora. Za pomocą łatwo dostępnego pokrętła można szybko dostosować zawieszenie do aktualnego obciążenia. Zawieszenia, zbyt miękkie w terenie, na szosie bardzo dobrze tłumią nierówności, więc jadąc nawet po najgorszych drogach nie trzeba zbytnio zmniejszać szybkości, a beemka cały czas jest stabilna.

Motocykl prowadzi się bardzo lekko, mogę go więc polecić początkującym. Jest doskonały do turystycznych wypadów we dwoje, wyjazdu na ryby, na grzyby. Jak każda beemka ma mnóstwo fajnego wyposażenia. Można zamówić odłączalny ABS – przyda się na pewno, jeśli ktoś dużo jeździ nie zważając na porę roku, deszcz i inne ciężkie warunki. Super sprawą są też podgrzewane rączki kierownicy i kufry na bagaż. W terenie na nim nie poszalejesz, ale masz świadomość jazdy na motocyklu ze stajni doświadczonej w pustynnych maratonach, a to w sumie niezły bajer. Mógłbym porównać beemkę do Yamahy XT 600 i KTM Adventure. Yamaha spisuje się trochę lepiej w terenie, ale jest mniej wygodna i gorsza na szosie, no i zdecydowanie bardziej pospolita. Poza tym BMW bije ją na głowę, jeśli chodzi o osiągi. KTM podobnie jak BMW jest motocyklem turystycznym, ale ze względu na swój zdecydowanie bardziej sportowy charakter jest znacznie mniej komfortowy i nie prowadzi się tak dobrze na szosie i w mieście. Za to zawiezie cię dosłownie wszędzie, a beemką lepiej nie zapuszczać się w bezdroża. W sumie F 650 GS Dakar to całkiem fajny motocykl turystyczny dla tych, którzy po dotarciu na miejsce lubią zwiedzać okolice, krążąc bocznymi drogami i szutrowymi duktami.

 

Tagi: test | BMW | F 650 GS

Oceń artykuł:

2.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij