Motocykl poleca:

BMW F 800 GS, YamahaWR 250 R, KTM 690 Enduro, BMW R 1200 GS

Poleć ten artykuł:

Enduro dadzą radę i w terenie, i na bezdrożach, i w mieście. Sprawdziliśmy pomysły na łączenie cech off-roadowych z on-roadowymi.
Zobacz całą galerię

Miasto, górskie serpentyny i tor motocrossowy – kolejno w takich warunkach męczyliśmy cztery sprzęty. Chodziło o to, żeby wybrać najlepszy spośród pomysłów na motocykl dający sobie radę w dowolnych warunkach – obojętnie, czy chodzi o wypad po bułki, czy o długą podróż; o kamieniołom, czy o piaszczyste wybrzeże; o odwiedziny u babci, czy o zakupy w hipermarkecie. Enduraki zawsze dadzą radę, kwestią jest tylko to, który wypadnie najlepiej. Do walki stanęły dwie beemki – F 800 GS i R 1200 GS – oraz KTM 690 Enduro i Yamaha WR 250 R. Okazuje się, że po latach posuchy znowu można wybierać wśród motocykli z powodzeniem łączących zdolności terenowe ze świetną postawą na asfalcie.



Krzepa w terenie
Yamaha WR 250 R wypełniła lukę, która powstała po wycofaniu z produkcji Yamahy XT 350 i Suzuki DR 350. Ów niewielki sprzęcik ma 32 KM mocy i waży 136 kg. Te liczby nawet starzy wyjadacze w temacie enduro powinni określić jako całkiem niezłe. Podobnie zatrzęsą się oni nad KTM-em 690 Enduro. Jego silnik jest następcą legendarnego już LC4, ma jeden cylinder i 65 KM mocy. Pomarańcza waży 152 kg z płynami. To zapowiada, że do latania w terenie trzeba niezłej krzepy. Czyli hardkor jest nie tylko możliwy, ale i oczekiwany.

BMW F 800 GS wyruszył na łowy na początku tego roku. Jego główna broń to 88 KM i 222 kg. Ponieważ wzbudził duże zainteresowanie wśród motocyklistów, polowanie można uznać za udane. Tym bardziej że napsuł sporo krwi konkurencji. Przy okazji rykoszetem trochę dostał też duży GS. I to mimo że ten sprzęt to wydarzenie trochę z innego świata: 109 KM i 244 kg to nie przelewki. Te wartości średnio zachęcają do wyjazdu w ciężki teren. Niemniej niezmordowany bokser jest sprzedającym się modelem BMW i nieraz udowodnił, że na bezdrożach da sobie radę.



W miasto!
Wjeżdżamy do miasta. Korek to wróg numer jeden, jednak motocykliści są na uprzywilejowanej pozycji, tym bardziej jeśli śmigają na zwinnych endurakach. Mają one niezaprzeczalne zalety: można patrzeć ponad dachami większości samochodów, skoki zawieszeń zapewniają bezstresowe pokonywanie krawężników, wybojów, wyrw czy innych pułapek zastawionych przez drogowców. Niby duży może więcej. Ale mimo że nasza czwórka do gigantów nie należy, nawet facet w wypasionej furze zjeżdża trochę na bok. Pewnie tylko dlatego, że boi się o wychuchany lakier swojej fury. Tak czy inaczej – jest przyjemnie. Gest podziękowania spotyka się z przyjaznym skinięciem głową.

Nawet ważący niemal 250 kg R 1200 GS odnajduje się w miejskiej dżungli. Pomimo szerokiej kierownicy zwinnie prześlizguje się pomiędzy górami blachy katamaranów. Okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują – rozmiary boksera nie przeszkadzają. Łagodna reakcja na gaz, dobre wyważenie, zdumiewająca poręczność i mała średnica zawracania zapewniają najlepsze warunki do bezstresowej jazdy po mieście.

Bajkowy obraz pryska jak bańka mydlana za każdym razem, gdy trzeba się zatrzymać, po czym przetoczyć GS-a i całą siłą nóg ustawić w pozycji. Wtedy nawet wielki chłop się spoci. Natomiast zużycie paliwa niemałego przecież boksera w cyklu miejskim (4,9 l/100 km, przy średniej prędkości 40 km/h) wydaje się łatwe do zaakceptowania.

Tagi:

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij