Motocykl poleca:

BMW K 1300 R, Suzuki B-King, Honda CB 1000 R, Kawasaki Z 1000, Yamaha FZ 1 – zdrowy rozsądek

Poleć ten artykuł:

Ta grupa power nakedów łączy w sobie charakterek z rozsądkiem w postaci komfortu, wyposażenia oraz ceny. Co ciekawe, wszystkie te bike’i są napędzane rzędowymi czterocylindrowcami.

naked-bikes-test-bmw-k-1300-r-honda-cb-1000-r-kawasaki-z-1000-suzuki-b-king-yamaha-fz1-2010-02.jpg Zobacz całą galerię

Rozsądek – czy to pojęcie w przypadku power nakedów jest w ogóle na miejscu? Silniki aż kipią mocą – najsłabsza w tej grupie Honda CB 1000 R osiąga 123 KM, a najmocniejsze BMW K 1300 R oraz Suzuki B-King dysponują stadem 170 KM. Przecież poprzeczkę na takiej wysokości ustawiają superbike’i. Moc jednak jest wartością względną, bo z braku owiewki pęd powietrza dość szybko traktuje jeźdźca jak fl agę na maszcie. Dlatego liczą się również wygląd, charakter, wyrywające ręce z ramion przyspieszenia. W tej grupie ważna jest również niezawodność, ułatwiający okiełznanie sprzęta układ ABS czy cena na akceptowalnym poziomie.

  W nakedach rzadkość, dla BMW normalka – elektronicznegadżety wspomagające jeźdźca: ABSoraz ASC (czyli kontrola trakcji). Sterowane elektronikązawieszenia ESA II ułatwiają życie.

BMW K 1300 R
Po zwiększeniu w ubiegłym roku pojemności silnika do 1293 cm3 dzieli tytuł najmocniejszego (pomijając Yamahę V-Max) nieobudowanego motocykla z Suzuki B-Kingiem, generującym 174 KM. BMW niezbyt dokładnie odpowiada ideałowi nakeda. Jego kierownica jest niżej osadzona, a pozycja jeźdźca przesunięta do tyłu i bardziej rozciągnięta nad zbiornikiem niż w pozostałych nakedach. Powód jest banalny – sprzęt BMW technicznie wywodzi od sportowo-turystycznego K 1300 S, z którego zdjęto plastiki i lekko poprawiono design. Dlatego brakuje mu genów streetfi ghtera i wyprostowanej pozycji jeźdźca. Komu to jednak nie przeszkadza, ten da się oczarować (patrz: pomiary) najbardziej brutalnym kopem i największym oraz najefektywniejszym opóźnieniem wśród produkowanych seryjnie motocykli(!). Wrażenie zrobi też spokój i pewność, z jakimi maszynę kładzie się w każdy zakręt. To zasługa typowego dla BMW podwozia. Przednie koło prowadzi widelec w systemie Duolever, zaś z tyłu, podobnie jak w bokserach, zastosowano Paralever. Wrażenie robią też gadżety typu quickshifter, pozwalający na zmianę biegów bez dotykania klamki sprzęgła, czy elektroniczna regulacja podwozia ESA II. W sumie beemka jest cholernie dobrą maszyną.

  W nakedach rzadkość, dla BMW normalka – elektroniczne gadżety wspomagające jeźdźca: ABS oraz ASC (czyli kontrola trakcji). Sterowane elektronikązawieszenia ESA II ułatwiają życie.

Honda CB 1000 R
Pod koniec 2007 roku doczekaliśmy się fajnego motocykla ze stajni Hondy. Wąska, nie za bardzo agresywna linia, minimalistyczny tył, jednostronny wahacz z lewej, tłumik kończy się na wysokości wahacza z prawej strony. Jeśli chodzi o stylistykę, cały tył motocykla jest strzałem w dziesiątkę. W temacie techniki także. Talia osy, krótki zbiornik i dość szeroka kiera sprawiają, że jeździec siedzi daleko z przodu. Ta pozycja sprawia, że feedback jest lepszy i aż korci do dania po garach. Ten najlżejszy z całej piątki (220 kg) i toczący się na najwęższej w tym gronie tylnej gumie (180) sprzęt lekko składa się w każdy zakręt i zwinnie przechodzi z jednego złożenia w drugie. Komfortowo zestrojone zawieszenie nie ma w sobie przy tym niczego wojowniczego. Silnik wpisuje się w ten charakter. Zdławiony do 123 KM czterocylindrowiec (w Bladym z 2007 r. osiągający 160 KM) dysponuje wystarczającym kopem w całym zakresie obrotów. Dźwięk z wydechu mógłby być groźniejszy. Wydaje się, że przyspieszenia są takie sobie, ale rzut okiem na wyniki pomiarów mówi coś zupełnie innego.

Z 1000 nawiązuje do wielkich tradycji i udowadnia,że również rzędowe czwórki mogąmieć swój charakterek.

Kawasaki Z 1000
„Z” to może być tylko Kawasaki. Od 1972 roku produkowano Z 900, którego Z 1000 zastąpił w 1976 r. Litera „Z” oznaczała radykalny i bezkompromisowy charakter aż do wersji z 2003 roku. Wilk w owczej skórze, to najlepsze określenie. Groźny wygląd szedł w parze z łagodnym i niezbyt mocnym na niskich obrotach silnikiem. Także nie najlepsza poręczność nie pasowała do tradycji. Na szczęście na rok 2010 znowu grzebnięto w zecie. Silnik rozwiercono do 1043 cm3 i osadzono w aluminiowej zamiast stalowej ramie. Do tego zmieniono wahacz, mocowany systemem dźwigni amortyzator oraz wydech. Wszystko po to żeby „Z” stał się wilkiem w wilczej skórze. Już nieznacznie powyżejobrotów biegu jałowego rzędowa czwórka zaczyna groźnie pomrukiwać, wyraźnie dając bikerowi odczuć drzemiącą w niej złość. Nienaganna kultura pracy, łagodność, delikatność? To rzeczy dla mięczaków, tu nawet wałek wyrównoważający zdaje się olewać swoją robotę. Delikatne drżenie końcówek kierownicy jednak nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, wydaje się podkreślać, że ta maszyna żyje. Świadczą o tym także przyspieszenia na wyższych obrotach. Pozycja jeźdźca przesunęła się do przodu, zmieniono kształt zbiornika (pojemność zmalała z 18,5 do 15 litrów), a kierownica jest bardziej wyprostowana. Sztywne zestrojenie zawieszeń i chropowato pracujący silnik pasują do całości. Mogą przeszkadzać delikatne braki poręczności w naprzemiennych winklach oraz pokaźne gabaryty w porównaniu z Hondą. Mimo to czapki z głów.

Wbrew pozorom, na B-Kingu jeździ się jak na maszynieuniwersalnej, tylko że jeston o wiele mocniejszy.



Suzuki B-King

Bez ryzyka nie ma zabawy. Jednak to hasło nie przyniosło korzyści konstruktorom B-Kinga. Odważny design nie spowodował lawiny zamówień. Zaprezentowany w 2007 roku big bike, mimo największej pojemności i rekordowej mocy 174 KM, nie odniósł sukcesu. Szkoda, bo w miłym dla oka, choć dyskusyjnym opakowaniu bije serducho Hayabusy rocznik 2008.

Profile ramy zmuszają jeźdźca do szerokiego rozstawienia nóg. A długonodzy mają kłopot z upchnięciem kolan przed panelami przy zbiorniku. Jeśli jednak w końcu się tam upakujesz, wszystko zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Lekko podgięta kierownica dobrze leży w dłoniach. Podnóżki pozwalają na rozsądny kąt ugięcia kolan, zaś kanapa jest wygodna. Z tym sprzętem można się zaprzyjaźnić. Już od 1200 obr/min czterocylindrowiec dysponuje potężnym kopem i jedynie nieznacznymi wibracjami. Ani moc, ani masa 259 kg nie robi większego wrażenia na podwoziu. Zawieszenia biorą na klatę wszystkie uderzenia i z dużą skutecznością, imponująco tłumią mniejsze nierówności. Na dodatek zestrojenie zawiasów sprawia, że mimo grubaśnej tylnej opony o szerokości 200 mm maszyna zachowuje się spokojnie i precyzyjnie nawet na ostrych winklach. Suzuki zrobiło sprzęt do produkcji adrenaliny.

Tagi: Yamaha | BMW | K 1300 R | Suzuki | B-King | Honda | CB 1000 R | Kawasaki | Z 1000 | FZ1

Oceń artykuł:

1.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij