Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.0

BMW R 1200 GS stare/nowe: remisu nie będzie

To najważniejsze starcie tego sezonu. W narożnikach ringu stoją dwie beemki R 1200 GS: nowa, chłodzona cieczą i jej poprzedniczka. Kto padnie na deski?

Walkę dwóch dużych GS-ów łączy z niedawną bokserską konfrontacją Przemysława Salety i Andrzeja Gołoty tylko jedno – dziewiątka: obaj bokserzy mają w sumie 90 lat, a nowy R 1200 GS pokazał się po 9 latach od premiery wcześniejszego modelu. Poprzednia wersja jest już legendą – przez tych 9 lat pokonała wszystkich konkurentów, większość przez nokaut.

Nowy musi być lepszy,

żeby zwyciężyć, i to dużo lepszy. Przez parę lat specjaliści pracowali nad jego nokautującym ciosem – chłodzonym cieczą silnikiem, w którym cylindry przekręcono o 90O. Teraz zawory wydechowe są umieszczone na samym dole głowicy, a dwa ssące – na samej jej górze. Wydech pociągnięto pod cylindrami, zaś masywne kolektory dolotowe osadzono na górze.

Na zdjęciach szpiegowskich wyglądało to niezbyt pięknie, ale gdy kolektory zyskały blask chromu, bike wygląda o niebo lepiej. Całkiem nowe są też rama grzbietowa i przeniesiony na lewą stronę wał napędowy. Przepustnice są teraz sterowane elektronicznie (drive-by-wire). Po raz pierwszy w GS-ie zamontowano półaktywne zawieszenia. Kilka godzin przed walką dwie beemki zjeżdżają z lawety na parking na południu Francji. Dla właściciela hotelu, dla którego motocykliści są wyłącznie dawcami organów, oba bike’i są dwie krople wody.

Gong! W każdej walce bokserskiej ważna jest praca nóg – kanapa nowej beemki jest na wysokości 850 mm nad asfaltem i można ją podnieść o 20 mm. Twoje stopy z łatwością dotkną więc asfaltu. Fajne jest to, że węższe w przedniej części siodło nie wymusza tak szerokiego rozstawienia kolan. Kierownica i klamki, tak jak w starym GS-ie, znakomicie leżą w dłoniach. Po przyciśnięciu rozruszników widać, jakie oba sprzęty przyjęły

techniki walki.  

Zamiast głuchego łoskotu, znanego z GS-a z 2012 roku, z owalnych tłumików nowego słychać ostrzejsze brzmienie. W starym GS-ie, dzięki użyciu suchego sprzęgła, jedynka wskakiwała z charakterystycznym kliknięciem nawet przy nierozgrzanym silniku. W nowym sprzęgło przeniesiono z tylnej do przedniej części silnika. Na dodatek zatopiono je w oleju, a pojedynczą suchą tarczę zamieniono na kilka mniejszych. Zanim płytki się rozkleją, wrzuceniu jedynki towarzyszy głośniejsze stuknięcie. Spodobało mi się, że do przyciśnięcia klamki hydraulicznie sterowanego sprzęgła wystarczy siła jednego palca.

Już po kilku metrach w ringu jest jasne, że dotychczasowego boksera z nowym łączą jedynie średnica cylindra i skok tłoka. Chłodzony cieczą bokser jest po prostu o wiele dynamiczniejszy. Aż głupio kastrować ten potencjał, zapinając tryb Rain czy Enduro. Najfajniej jeździło mi się w spontanicznie reagującym trybie Dynamic, ale również w najbardziej uniwersalnym Road, który jest udanym kompromisem między płynnością i łatwością prowadzenia. Zredukowane tarcie i mniejsze siły bezwładności – to sprawia, że masz wrażenie jazdy o wiele dynamiczniejszą maszyną.

Tylko bez paniki! Choć nowy silnik ma chłodzenie cieczą, nie jest to żaden piec sportowy. Mimo wszystko nowy GS osiąga o 15 KM wyższą moc i dysponuje lepszym o 6 Nm momentem obrotowym. Pomiary potwierdziły się podczas jazdy: wyraźnie czuć, że powyżej 6000 obr/min starszy GS nieco wymięka, a powyżej tej granicy nowy czuje się jak ryba w wodzie. Intuicyjnie zaczynasz wtedy wykorzystywać szerszy zakres obrotów do dynamicznej jazdy. Nowa charakterystyka wcale nie oznacza, że maszyna straciła to, za co kochają ją tysiące użytkowników: nadal jest to wielkie turystyczne enduro, z naciskiem na „turystyczne”. Zresztą potwierdza to zużycie paliwa, które średnio wynosi około 4,8 l, a podczas sparingu autostradą wzrasta do 5,9 l/100 km. Poprzedni GS palił nieco więcej – 5 i 6,1 l/100 km.

Biegi w nowym GS-ie

chodzą odrobinę lżej niż w poprzedniej wersji. Należy jednak wspomnieć, że przy maksymalnym przyspieszeniu wyposażone we wspomaganie i układ antyhoppingowy sprzęgło męczy się, szarpie przy szybszej zmianie biegów i – do spółki ze zrywnym silnikiem – wprowadza niepokój w zawieszeniach.

 

À propos zawieszeń: postęp widać także tu. Mimo identycznej masy (246 kg po zatankowaniu) i minimalnie zmienionego rozkładu masy (51/49 zamiast 50/50%) nowy GS sprawia wrażenie lżejszego. Czyżby stała za tym mniejsza masa zamachowa silników? Tak czy inaczej faktem jest, że mimo szerszej opony z tyłu (170 zamiast 150 mm) trzeba znacznie mniejszej siły, aby nowego GS-a położyć w zakręt.

Prowadzenie? Jeździłem do tej pory wszystkimi GS-ami, więc nie mam wątpliwości: nowy prowadzi się najlepiej z nich! Na pewno swój udział ma w tym wydłużony aż o 52 mm tylny wahacz. A to wszystko udało się dzięki bardziej zwartej konstrukcji silnika. Oto dowód, że mniej może znaczyć więcej.

Wypuszczone jednocześnie z nowym GS-em 1200 Metzelery Tourance Next świetnie współpracują z zawieszeniami. Warto, abyś pamiętał o bardzo ważnej sprawie: zawiasy nowej beemki mogą być wyposażone w Dynamic ESA. Znaczy to dokładnie tyle, że są to kolejne zawieszenia aktywne. Polega to na tym, że układ ESA zbiera informacje o tym, co w danym momencie dzieje się z pojazdem. Dostarczają ich dwa czujniki mierzące skoki zawieszeń, stan ABS-u i układu kontroli trakcji, a ESA w czasie rzeczywistym odpowiednio do tego zmienia charakterystykę zawieszeń (wyprodukował je Sachs). Tak jak w poprzedniej wersji ESA, przyciśnięciem guzika możesz zmieniać tryb pracy zawieszeń.

W porównaniu do ESA 2012, tegoroczna wersja Dynamic gwarantuje większy zakres pracy, a także lepiej spisuje się na dziurawych drogach. Poprawa komfortu jest wyraźna we wszystkich czterech trybach pracy. Zredukowana głośna praca wału na dziurach podczas jazdy w złożeniu (z którego słynęły dotąd boksery BMW) to kolejne osiągnięcie konstruktorów.

Nokautu nie było,

ale na punkty wygrał faworyt – nowy GS. Bo jest dynamiczniejszy, lepiej się prowadzi i lepiej chroni bikera. Na dodatek dzięki przedniej lampie, w której żarówki zastąpiono diodami LED, na bank nie pomylisz go z żadnym innym sprzętem. Ponieważ nowy GS kosztuje bez dodatkowego wyposażenia prawie tyle samo, co poprzedni, dotychczasowy mistrz traci mistrzowski pas na korzyść nowego. Umarł król, niech żyje król!

mc

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole: