Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.0

BMW R 1200 GS w serwisie

Beemka R 1200 GS, która w 2005 roku brała udział w naszym teście długodystansowym, ma na zegarze już 155 000 km. Wybraliśmy się do serwisu, aby sprawdzić, w jakiej jest formie.

Czerwony GS trafił do nas w 2005 roku i w teście długodystansowym nawinął 40 000 km. Oprócz jazdy po rodzimych drogach, zjeździł całą Europę i pokonał sporo kilometrów po wydmach Sahary podczas podróży do Libii. Po powrocie trafi ł do serwisu na striptiz (MOTOCYKL 4/2006). Po rozebraniu go na części okazało się, że takie bebechy, jak sprzęgło, tłoki, pierścienie, zawory, skrzynia biegów i napęd są w niemal nienaruszonym stanie, a jedyne awarie, jakie przydarzyły się na dystansie całego testu, to uszkodzenie grzanych manetek i włącznika kierunkowskazu. Przy przebiegu 30 000 km motocykl uczestniczył w akcji serwisowej (wymiana elektryki pompy paliwa, elementów ABS-u i immobilisera).

Po zakończeniu służby u nas GS miał trafić w nowe ręce. Czekał kilka miesięcy, aż wreszcie doczekał się: w grudniu 2006 r. kupił go Robert Kuśnierz. Beemka nie mogła u niego liczyć na spokojną emeryturkę – facet wziął sobie jazdę motocyklem do serca tak bardzo, że w kilka sezonów zrobił 115 000 km.

Charakterystyczne kolektory wydechowe GS-a
wyglądają jak poroże.
Ta beemka podczas naszego testu długodystansowego podróżowała m.in. po kamieniach i piaskach Sahary.



Tylko małe awarie
Gdy dowiedzieliśmy się, że „nasza” beemka ma trafić do serwisu na duży przegląd po 150 000 km, musieliśmy tam być. Byliśmy bowiem bardzo ciekawi, w jakiej kondycji jest ten motocykl po przejechaniu takiego dystansu. Aby się o tym przekonać, wybraliśmy się do serwisu BMW Sikora w Bielsku-Białej. Na miejscu spotkaliśmy Roberta, który okazał się bardzo fajnym gościem i chętnie opowiedział nam o swoich podróżach i przygodach. Pytany o historię GS-a, odpowiadał niemal jak na spowiedzi. Okazało się, że BMW, choć używane dość intensywnie, nie było zbyt kłopotliwe, a wszystkie drobne naprawy były przeprowadzane podczas przeglądów okresowych co 10 000 km. Jedyne wyjątki: wymiana simmeringu i paska alternatora, świec i gumy łączącej wahacz z przekładnią główną przy 68 000 km, wymiana czujnika zapiętego biegu, tarcz i klocków hamulcowych przy 123 000 km oraz pokolizyjna naprawa (wymiana głowicy i pokrywy zaworów oraz samych zaworów) przy 142 600 km.

Przy okazji przeglądów okresowych, oprócz oczywistych wymian oleju, filtrów, świec i innych części eksploatacyjnych, uszczelniono pokrywę silnika (67 000 km), prawy cylinder (70 000 km), wymieniono łożyska wahacza, zabierak i sterowniki pompy paliwa (91 000 km), zlikwidowano wyciek z przekładni (110 000 km), a przy 141 000 km wymieniono łożyska przekładni głównej i ponownie czujnik zapiętego biegu.

 
155 000 kilometrów na liczniku i to jeszczenie koniec. Tłoki i pierścienie są w świetnym stanie,mimo sporej ilości nagaru.

Oglądanie bebechów
Dobicie do granicy 155 000 km spowodowało, że BMW trafiło na generalny przegląd i rozbiórkę. Dzięki temu mogliśmy sprawdzić, w jakim stanie są wnętrzności. Na pierwszy ogień poszły przekładnia i napęd: na zębatkach wału i skrzyni biegów minimalne zużycie – na zębach, oprócz delikatnych śladów pracy, nie widać żadnych uszkodzeń. Tarcza sprzęgłowa nie wymagała wymiany (grubość 5,5 mm, gdy graniczna wartość wynosi 4,4 mm). Wał również był w dobrym stanie, więc przeniesienie napędu posłuży jeszcze długo.


Zawory, choć wymagały wyczyszczenia, były w dobrej formie i miały odpowiednie luzy. 

Stopień rozebrania motocykla pozwolił ocenić stan zaworów i tłoków. Mimo sporej ilości nagaru, okazało się, że te elementy również są w świetnym stanie. Choć lewa głowica była wymieniana razem z zaworami i całym osprzętem po kolizji, trudno było to stwierdzić na pierwszy rzut oka. Na cylindrach wciąż jeszcze były ślady fabrycznego honowania, a po włożeniu pierścieni luzy wahały się w granicach 0,40-0,42 mm, co jest wartością nieco powyżej normy (0,10-0,30 mm), ale wciąż bardzo daleko im było do granicznego poziomu zużycia (0,80 mm).

beemka nie do zdarcia
 
 Siegfried Donath motocykle kocha od zawsze. Gdy przeszedł na emeryturę, kupił nowe BMW K 75. Od tego czasu w 13 lat zrobił nim ponad 827 000 km! Jego rekord to 114 000 km nawinięte w 12 miesięcy – to daje średnio 315 km codziennie przez cały rok. Do około 400 000 km wszystko było w porządku. Później zwiększyło się zużycie oleju, a przy 540 000 km silnik został wymieniony na używany, z 1986 roku. Później do naprawy dojrzała skrzynia biegów. W ciągu 13 lat Siegfried Donath zużył 80 tylnych i 60 przednich opon, a na paliwo wydał około 40 000 euro.

Podobnie było z grubością pierścieni – niemal każdy mieścił się w wartości fabrycznej (1,175-1,190 dla 1. i 2. pierścienia tłokowego). Wyjątkiem były pierścienie olejowe, które miały grubość 2,2 mm, a powinny mieć minimum 2,40 mm. Tu jednak czai się zagadka, bo rowki w tłokach przeznaczone na 3. pierścień (olejowy) miały 2,25 mm szerokości, co pozwala stwierdzić, że pierścienie olejowe również są w świetnej kondycji. Oprócz tego sprawdzono sworznie tłoków, które przy wartości 22 mm również były w fabrycznym stanie. Niestety, nie mogliśmy zobaczyć stanu wału korbowego i panewek korbowodów, bo serwisanci nie zdecydowali się rozebrać motocykla do końca.

 

Odpowiednia pieczątka została przybita w nowej książce. W starej nie było już miejsca.
Na zębatkach skrzyni biegów nie widaćśladów zużycia. Nieźle!
Pomiary staraliśmy się wykonywać jaknajdokładniej (tu: sworzeń tłoka).

Skok za ocean?
Trudno było uwierzyć, że motocykl dotrwał w tak doskonałej kondycji, więc przez chwilę węszyliśmy podstęp. Jednak daliśmy się przekonać argumentami o regularnym, dokładnym i profesjonalnym serwisie w autoryzowanym warsztacie BMW. Po dopieszczeniu wszystkich elementów silnika motocykl został starannie złożony. Robert może już planować kolejną podróż. Gdzie? Tym razem myśli o Ameryce Południowej.


Na cylindrach było jeszcze widać ślady fabrycznego honowania. 

Miałem rację, biorąc R 1200 GS  
Z Robertem Kuśnierzem, od prawie 6 lat właścicielem BMW R 1200 GS, które wcześniej jeździło w naszym teście długodystansowym, rozmawia Michał Janiszyn. 
Jak długo zajęło Ci nawinięcie beemką 115 tys. kilometrów?
Motocykl mam od grudnia 2006 roku. Kupiłem go, kiedy miał 40 000 przebiegu i w ciągu 5 sezonów nakręciłem 115 000 km, a to jeszcze nie koniec. Przede mną kolejny sezon.
Grubo ponad 100 000 kilometrów w 5 sezonów. Rozumiem, że to nie tylko dojazdy do pracy, ale też podróże? Gdzie podróżowałeś GS-em?
Motocykl podróżował ze mną po całej Europie, byliśmy też w Afryce. W ciągu 5 lat zwiedziliśmy Krym, Włochy, Szkocję, Rumunię, Grecję, Chorwację i Maroko.
Czy znałeś historię tego egzemplarza, zanim zdecydowałeś się go kupić?
Oczywiście znałem historię tego konkretnego GS-a i wiedziałem, że brał udział w teście długodystansowym w „Motocyklu”. Mimo to bez obaw zdecydowałem się na tę beemkę i jak się okazało – miałem rację.
Czym się kierowałeś, wybierając właśnie BMW R 1200 GS?
Priorytetem przy zakupie były jakość wykonania, trwałość, niezawodność i zdolność do podróżowania, jaką daje ten motocykl. To był strzał w dziesiątkę.
No dobra, wszystko pięknie, ładnie, ale przecież coś się musiało zepsuć w ciągu tych lat?
Jedynym kłopotem była obowiązkowa wizyta w serwisie na wymianę sterownika pompy paliwa w ramach akcji serwisowej BMW i załatanie kilku wycieków. Oprócz tego niefortunny zbieg okoliczności poskutkował wymianą głowicy i pokrywy zaworów, ale to nie była wina beemki.
Na razie nie zamierzasz sprzedać GS-a, ale kiedyś pewnie przyjdzie ten moment. Jaki motocykl wtedy wybierzesz?
Może zabrzmi to jak reklama, ale odpowiedź jest prosta: BMW GS!  

zobacz galerię

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij