Motocykl poleca:

BMW R 1200 RT, Triumph Trophy 1200 SE, Yamaha FJR 1300 AE: Zemsta w klasie biznes

Poleć ten artykuł:

Podróż na trzech turystycznych maszynach w pięknym krajobrazie Pirenejów – brzmi genialnie. Żeby nie było tak miło, odbędzie się tam pojedynek o tytuł najlepszego turystyka. BMW pragnie zemsty, więc zwycięstwo to kwestia honoru.

Podróż na trzech turystycznych maszynach w pięknym krajobrazie Pirenejów. Zobacz całą galerię

Gorges de Galamus to wąwóz głęboki na kilkaset metrów i długi na zaledwie kilometr. Jego widok zapiera dech w piersiach. Wydrążona w skale droga, biegnąca wokół niego, jest bez cienia przesady jednym z najlepszych szlaków dla motocyklistów. Wspaniałe winkle, niewielki ruch i krajobraz, który musisz zobaczyć przynajmniej raz w życiu. Od południowej strony spogląda na nas szczyt du Canigou o wysokości 2784 m n.p.m., znajdujący się w głównym paśmie Pirenejów.

Nasz test porównawczy beemki R 1200 RT i Triumpha Trophy SE zakończył się zwycięstwem angielskiego turystyka. Ludzie z BMW nie mogli przeboleć tej porażki, wzięli więc erteka na warsztat i teraz nowy chłodzony cieczą R 1200 RT staje do walki, pałając żądzą srogiego rewanżu. Ponieważ „gdzie dwóch się bije...” swojej szansy postanowiła poszukać nowa Yamaha FJR 1300 AE, która rzuca na szalę mocnego, sprawdzonego rzędowego czterocylindrowca. Dodatkowo wersja AE jest wyposażona w elektrohydraulicznie regulowane zawieszenia.

Wypas w standardzie

Takie zawieszenia w maszynach turystycznych powoli stają się standardem. Podobnie jak napęd wałem, elektrycznie regulowana szyba oraz regulacja wysokości kanapy. Do tego dochodzą systemy kufrów, ABS, tempomat, kontrola trakcji i ride-by-wire. Nie wolno też zapominać o komputerach pokładowych, które mają bardzo dużo funkcji (patrz: tabela z wyposażeniem na str. 52). Obie europejskie maszyny za ekstrakasę mogą podgrzać ci tyłek. Prawdziwa klasa biznes. Po 91 latach historii boksera i 36 latach tradycji RT, BMW wreszcie przerzuciło się na chłodzenie cieczą. Bardziej zrównoważony termicznie silnik, chłodzony płaszczem wodnym, poprowadzone z góry do dołu kanały dolotowe z gardzielami wtrysku o średnicy aż 52 mm oraz podwyższony do 12,5:1 stopień sprężania – to wszystko dało ertekowi sporego kopa. 125 KM to o 15 KM więcej niż w silniku chłodzonym powietrzem. Ertek odpala z charakterystycznym terkotaniem.

To sprawka dwóch łańcuchów rozrządu, wałków pośrednich do napędu w sumie czterech wałków rozrządu oraz dźwigienek wleczonych nad każdym z ośmiu zaworów.

Bulgot boksera dobywający się z grubego komina jest mocniej stłumiony niż w R 1200 GS. W porównaniu do dużego GS-a, umieszczony wzdłużnie wał korbowy jest cięższy o 950 g, natomiast wirnik alternatora o mocy 540 W – o 250 g. Już na postoju daje się to odczuć: przy każdym ruchu manetką maszyna delikatnie przechyla się najpierw w prawo, potem w lewo. To wciąż norma w BMW.

Za to rzędowy czterocylindrowiec FJR-ki pracuje niezwykle równomiernie, wydając donośny i tępy dźwięk, będący oznaką prawdziwej siły. Podczas odpalania Triumpha trzycylindrowy piec o pojemności 1215 cm3 parska i przez dłuższą chwilę rozgrzewa się, trzymając około 2500 obr/min. Na każdy ruch gazem reaguje grzmotem z komina o trójkątnym przekroju.

Tagi: testy | testy porównawcze | test długodystansowy | Pireneje | BMW R 1200 RT | Triumph Trophy 1200 SE | Yamaha FJR 1300 AE

Oceń artykuł:

3.3

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij