Motocykl poleca:

Benelli 49X 2008

Poleć ten artykuł:

Goście z Benelli poszli po bandzie. Benelli 49X jest dowodem, że mały skuter nie jest skazany na brak charakteru. Kto odważy się podjąć wyzwanie rzucone przez tego rollera?

Zobacz całą galerię

Idź do garażu, coś tam na ciebie czeka – powiedział naczelny. Gdy otworzyłem drzwi, lekko mnie cofnęło: spoglądała na mnie bowiem dość agresywna gęba skutera. Spętane pasami Benelli 49X stało na lawecie, mogłem więc bez obaw podejść i przyjrzeć się maszynce uważniej. Groźnie przymrużone ślepia, wpasowane w szeroką, odważnie wystylizowaną owiewkę, sugerują maszynę o sercu znacznie przekraczającym pojemność kieliszka. Reszta plastików jest utrzymana w tym samym stylu: składają się z dynamicznych, ostrych linii i nie ma tu miejsca na ściemę. Nic w tym dziwnego, bo przecież 49X nosi to samo imię co takie rumaki jak TnT czy Tornado.

Kierunkowskazy są wbudowane w nadwozie, i – tak jak w tylnej lampie – mieszczą się w nich diody LED. Z przodu mamy dwie postojówki i parę świecących naprzemiennie soczewek. Wlew paliwa jest żywcem wzięty z motocyklowego rodzeństwa Benelli, podobnie jak lusterka. Dwukolorowe malowanie oraz żółta sprężyna amortyzatora dają jeszcze więcej sportowego sznytu. I tylko klasyczne zegary są wyłomem stylistycznym. Ciekłokrystaliczny jest tylko zegarek.

Duży z pozoru skuter okazuje się za mały dla osób mierzących więcej niż 180 cm. Buty nie chcą się zmieścić w przestrzeni dla nich przewidzianej, a protektory w spodniach znajdują nowe zastosowanie: chronią kolana przed obiciem. Te niedogodności nie powinny jednak trapić większość nastolatków, a przecież do nich ta maszyna jest adresowana.

Pod kanapą udało się wygospodarować sporo miejsca. Duży integral i parę drobiazgów spokojnie się tam zmieszczą. Umieszczenie zbiornika paliwa w przekroku z pewnością miało na to wpływ. Nie koniec na tym schowków: do dyspozycji mamy jeszcze dwa zamykane klapkami schowki po bokach kierownicy i haczyk na torbę z zakupami.

Konstruktorom udało się zgrabnie połączyć oryginalną, sportową stylistykę z funkcjonalnością uniwersalnego rollera. Za to należy się pochwała.

 

 


Komfort podróżowania jest zadowalający. Zawieszenia przyjemnie wybierają nierówności, a pękate opony ułatwiają im tę robotę. Szkoda tylko, że gumy marki Cheng Shin po wjeździe na mokry asfalt kompletnie zmarnowały zaufanie, które zaskarbiły sobie podczas jazdy po suchym. Mokrych linii namalowanych na jezdni, bruków czy torowisk należy się więc wystrzegać jak ognia.

Uślizgom tylnego koła, oprócz opon, sprzyja dynamiczny piecyk. W wersji oddławionej pozwala bez problemu, nawet pod wyrośniętym nastolatkiem, zamknąć zegar wyskalowany do 80 km/h. Z takimi osiągami, w ruchu miejskim można spokojnie porywalizować z puszkami. Grymas zadowolenia na twarzy murowany. Trochę gorzej wypada efektywność hamowania. Bęben co prawda całkiem nieźle radzi sobie z tylnym kołem, jednak klamka hamulca wymaga naprawdę mocnego uścisku, by ten zadziałał efektywnie. Nie najlepiej jak na sportowca.

Za to korki to prawdziwy żywioł tego bzyka. Zwarta konstrukcja oraz zrywny silnik sprawiają, że przeciskanie się między puszkami może okazać się prawdziwą frajdą.

Tagi: test | Benelli

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij