Motocykl poleca:

Benelli Tornado 900 Tre RS 2004

Poleć ten artykuł:

Jego trzycylindrowiec gra rock’n’rolla, kształty są ucztą dla zmysłów. Benelli Tornado 900 Tre RS to naprawdę wyjątkowy motocykl.

Zobacz całą galerię

Widać na pierwszy rzut oka, że ten facet ma klasę. Zatrzymuje swój ukochany turystyczny kredens i patrzy niczym władca na rozciągający się przed nim górski krajobraz. Kask leży na siedzeniu, radiomagnetofon gra cicho. Wydaje się, że w jego świecie panuje porządek. Nagle czoło mu się marszczy, odwraca głowę, nasłuchuje z coraz większym wytrzeszczem oczu. Co jest? Co za palant ośmiela się zagłuszać „Hotel California” grupy Eagles? Rooooaaarrr, czerwony bike przemyka obok, rzuca się w następny zakręt i znika jak duch. Mężczyzna lekko potrząsa głową – jest pewien, że to nie mógł być motocykl, to było UFO albo jakiś szaleniec. I to taki, którego najchętniej nie spotykałby więcej na drodze. Gnojek. Dumny dźwięk Benelli Tornado Tre RS wciska się pomiędzy słyszane tysiące razy gitarowe solówki.

Benelli to nie żaden Blade ani ZX-10R, R1 czy GSX-R. Japońskie maszyny są brutalne. W tym sezonie zyskały dodatkowe 20 KM i ze wszystkimi płynami nie ważą nawet 200 kg. Temu nikt nie dorówna, zmierzone w teście 133 KM Tornada na niewiele się tu zdadzą. Jednakże nie jest to równie ż Ducati 999 czy Aprilia Mille. Dwucylindrowe silniki turkocą i łomocą. Benelli zaś krzyczy. Kiedy trzycylindrowy silnik przekracza granicę 7500 obr./min, zaczyna się przedstawienie. Dźwięk i moc wznoszą się w górę, rozpoczynając piekielny koncert. Każde kolejne 500 obrotów wydobywa nowy ton, aż do momentu, kiedy przy 12 500 obr./min do akcji wkracza elektroniczny ogranicznik, chroniąc rozszalałe mechanizmy przed samozagładą.



Wiele elementów Tornado funkcjonuje lepiej niż w pierwszym modelu. Sprzęgło umożliwia dobre dozowanie, szarpanie to już przeszłość. Reakcja na dodawanie gazu jest w porządku, nie ma żadnego krztuszenia się. Ponadto większa moc, nawet 10 KM więcej niż poprzednik. Genialne są promieniowo przykręcone do widelca zaciski hamulcowe Brembo, trudno o lepsze. Elementy zawieszenia – z przodu najwyż- szej klasy, z tyłu odrobinę niekomfortowe. Pozycja jeźdźca – przyjemniejsza, choć już nie tak dystyngowana, podnóżki rozstawione węziej. Mniejsze zużycie paliwa – zamiast 7,4, tylko 6,8 litra na 100 km. Pewne wady jednak pozostały: złe lusterka, o wiele za duży promień skrętu, trzeba się mieć na baczności przy włączaniu się do ruchu. Zmiana biegów nie jest płynna, znalezienie luzu wymaga zbyt wielu prób.

Z Benellim trzeba się oswoić, co zabiera jakieś 50 km. Potem jazda dostarcza sporej radochy. Potrzeba po prostu czasu, aby nauczyć się zgrania liczby obrotów, gazu, hamulców i przechyłów. Ale potem wszystko gra. Do jazdy po mieście można wybrać czwórkę, by sunąć z 3500 obr./min, a na szosie stromy skok krzywej mocy przy 8000 obr./min do wyprzedzania na trójce.

Przy wchodzeniu w zakręty odrobinę pomaga balansowanie tułowiem. Przy hamowaniu oparcia dostarcza sensownie ukształtowany zbiornik paliwa. A podczas przyspieszania, gdy przednie koło odrywa się od ziemi, amortyzator skrętu wyraźnie cieszy się, że wreszcie ma co robić. Nawet na autostradzie, gdzie cyfrowy prędkościomierz wskazuje nieraz 280 km/h, Benelli zapewnia dobrą ochronę przed naporem powietrza.

Piękno zaklęte w detalach. Od lewej: regulacja tłumienia widelca, logo wytłoczone na tłumiku i maleńkie kierunkowskazy. To te drobiazgi dodają jeździe jeszcze więcej uroku. Włoscy projektanci nie po raz pierwszy wykazują swój wybitny zmysł estetyczny.
   


Nasz gostek z żurnala słucha nowego utworu, czegoś z Led Zeppelin. Spogląda w górę, wypatrując tam jakichś „Schodów do nieba”. Jaskrawoczerwony błysk znowu kłuje go w oczy. Szaleniec w kolorowym sportowym kombinezonie zatrzymuje się, opiera to swoje czerwone coś na podstawce, nie zapominając jeszcze raz dodać gazu na luzie, wydając ostatni ryk. Obaj niby to ignorują siebie nawzajem. Mija pięć minut, dziesięć. Kończy się kaseta, spojrzenia krzyżują się, niby przypadkowo. Lustrują się skrupulatnie. Zmysłu formy Włochom nie brakuje – myśli sobie nasz Pan Wzorcowy – to trzeba im przyznać. Przedni reflektor jest rzeczywiście piękny. Pokrywa zbiornika paliwa, podnóżki, wszystko ozdobili swoim logo. Nie chodzi o wartość użytkową, to po prostu coś dla oka. A co to takiego z tyłu? A, chłodnica, ale czy to działa... Sprytne czerwone helikopterki. Pojemność 900 cm3? Dotąd słabowite, tak, nawet bokser BMW mógłby się lepiej ścigać. A do tego ta czerwień! Nasz przyjaciel przygląda się z zainteresowaniem. W jego głowie kotłują się myśli. Wziąć kredyt? Trzeba by jakieś 95 tysięcy... Ale za to można by mieć nowego Passata.

Gorączkowo szuka czegoś w kufrach. Jest, kaseta starego motocyklisty: Steppenwolf, „Born to be wild”, puszcza ją nieco głośniej niż zazwyczaj. Zdecydowanym ruchem zatrzaskuje szybę kasku i odjeżdża. Powraca cisza. Tylko gdzieś w dali słychać terkotanie boksera.

Tagi: test | Benelli | Tornado

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij