Motocykl poleca:

Benelli Tornado Naked Tre TnT Sport

Poleć ten artykuł:

Gdy podczas wakacji zaparkujesz przed kasynem w Monte Carlo, wokół pojawi się spory tłumek gapiów, błyskających fleszem po oczach i proszących o autograf. Dziani goście w drogich autach będą uśmiechać się przyjaźnie. Benelli TnT Sport – przepustka do sławy.

Zobacz całą galerię

Są motocykle, w których można się zakochać od pierwszego wejrzenia, są też takie, które wymagają chwili przyzwyczajenia. Maszyny, do których za żadną cholerę nie można się przekonać, z litości pominiemy milczeniem.

Jeżdżą też po tym świecie motocykle włoskie – piękne, choć cieszące się niezbyt dobrą reputacją, amerykańskie – których legenda jest w stanie przyćmić blask wielu innych maszyn i angielskie – arystokraci, często odwołujący się do swojej długiej i barwnej historii. Benelli Tornado Naked Tre TnT Sport jest ponad tymi podziałami. Dlaczego? Bo jest rodowitym „włochem”, choć właścicielem fabryki jest chiński inwestor. Wygląda ekstra, a zaskakujący elastycznością silnik lubi być kręcony, dopiero wtedy pokazując, na co go stać.

Jadąc Benelli TnT Sport poczujesz się, jakbyś defilował po deptaku z seksowną blondynką u boku. Nie ma osoby, która nie obejrzy się za wami. Stówa dla tego, kto nie skomentuje tej pary choć jednym słowem. Pierwsze spojrzenie na charakterystyczny reflektor wzbudza strach i zachwyt równocześnie. Do tego zadupek, którego właściwie nie ma! Masywne aluminiowe odlewy podtrzymują kanapę bikera i pasażera. Na ich końcach znajdują się dwa małe światła stopu. Tłumik, do którego przymocowano również filigranowy stelaż tablicy rejestracyjnej i piękne, długie kierunkowskazy to największa pomyłka. Wygląda, jakby zrobiono go ze starej gaśnicy. No i ten gustowny kawałek kolanka wystający z jego końca, przypominający obciętą rurę od centralnego ogrzewania... Za takie rzeczy powinno się karać, tym bardziej że reszta detali jest ekstra. Masywny tylny wahacz wygięto ze stalowych rur i pomalowano na czerwono. W tym samym kolorze pomalowano też ramę – nietypową, bo skręconą z aluminiowych elementów w okolicy osi wahacza i stalowej kratownicy ciągnącej się od główki ramy.

Czerwień jest zresztą znakiem rozpoznawczym modelu Sport. Identyczną ramę spotkacie także w innych modelach rodziny TnT. Po kolorze poznacie, czy to TnT Café Racer (wiśniowy metalik), zwykłe TnT (srebrny), czy mniejszy model z silnikiem 899 (rama w kolorze czarnym).

 


Benelli nie jest wyłącznie dziełem sztuki, całkowicie pozbawionym funkcjonalności. Ten bike w 100% spełnia swoje zadanie i jest zaskakująco praktyczny. Oczywiście, potrafię wymienić kilka innych marek i wiele modeli lepiej nadających się do turystyki niż Benelli. W przypadku tej maszyny spece od ergonomii odwalili kawał dobrej roboty. Na Sporcie siedzi się wygodnie, delikatnie pochylając się do przodu. Choć niewiele na to wskazuje, również pasa żer(-ka) ma miejsca pod dostatkiem, a kanapa jest zaskakująco wygodna. Szeroka kierownica dobrze leży w dłoniach, choć nie byłoby źle, gdyby była o kilka centymetrów szersza.

W tym motocyklu proste czynności stają się rytuałem. Najpierw znalezienie małego kluczyka, który zwykle chowa się na dnie kieszeni. Otwiera się go jak nóż sprężynowy, którego ostrze jest uwalniane po naciśnięciu małego guzika. Kto założył już rękawice, ma pecha, bo musi je zdjąć, gdyż stacyjkę zamontowano w przedniej części zbiornika, w zakamarku, gdzie zmieści się tylko goła dłoń. W każdym innym motocyklu podobna operacja nie zajmie więcej niż 10 sekund. W Benelli trwa to z minutę.

Wreszcie można odpalać. Przycisk rozrusznika budzi rzędowego trzycylindrowca do życia. Hałas wydobywający się z silnika przypomina trochę to, do czego przyzwyczaiło nas Ducati. Ruch rączką gazu i wskazówka obrotomierza żwawo wspina się po kolejnych cyfrach. Im wyżej kręci się silnik, tym mniej słychać nieprzyjemny klekot biegu jałowego, który zamienia się w przyjemne dla ucha brzmienie. Przed laty ta krótkoskokowa jednostka napędowa miała mniejszą pojemność i brała udział w MŚ Superbike. Bez większych sukcesów próbowała walczyć z japońską konkurencją. Teraz, gdy Benelli zakończyło sportową karierę, nie potrzebuje już tak porażającej mocy. W nakedzie ważniejszy jest przecie ż wysoki moment, najlepiej dostępny od samego dołu. A w TnT Sport wcale go nie brakuje. Już przy 3500 obr/min do dyspozycji jest ponad 90 z maksymalnych 117 Nm. W połączeniu z kulturalnie pracującym trzycylindrowcem wystarcza to, by na 6. biegu przyspieszać od niecałych 2000 obr/min. Silnik nie szarpie ani się nie dławi. Robi, co powinien, aż do 7000 obr/min. Po przekroczeniu tej granicy czujesz, jakbyś dosiadał katapulty. Na prędkościomierzu błyskawicznie pojawi się liczba 200, na której TnT nie chce poprzestać. Nie na darmo ma słowo Sport w nazwie.

Tagi: test | Benelli

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij