| 2008-06-26 Autor: Peter Mayer, Zdjęcia: Jörg Künstle | ||
Dodaj do:
|
Piękna chrypa
Po trzech latach funbike Benelli TnT 1130 doczekał się mniejszej wersji – TnT 899 S.
Zakręt łączy się z zakrętem, prawie nie ma metra, na którym pokręcona jak pijany wąż droga biegłaby inaczej niż po zboczu kolejnego łagodnego pagórka. Jeżeli nie tutaj, w pobliżu włoskiego miasta Pesaro, to gdzie można odkryć urok jazdy motocyklem? A jednak właśnie tu, o kilkanaście- kilkadziesiąt kilometrów od zakładów Benelli, najnowsze dzieło tej fabryki – TnT 899 S – udowadnia, że przyjemność z jazdy nie zawsze oznacza to samo. Nawet najgłębsze złożenia są niczym w porównaniu z trudnym do opisania pięknem gangu, który rozbrzmiewa po dodaniu gazu na wyjściu z winkla. Zaraz przypomniałem sobie zachrypnięty głos Joe Cockera, na którego koncercie kiedyś byłem. I wtedy, i teraz po plecach biegały mi takie same ciarki.
Jest to przeżycie prawie pozwalające zapomnieć, że TnT 899 S (TnT to skrót od Tornado Naked Tre, ale też symbol trotylu) jest trochę łagodniejszy niż TnT 1130. Większego sprzęta, którego znamy od 2005 r., charakteryzuje brutalna siła i nie najlepsza reakcja na gaz. TnT 899 S ma przekonywać dobrymi manierami. Ma on tę samą średnicę cylindra jak „1130”, ale mniejszy skok tłoka (49,2 zamiast 62 mm) i zmieniony software. W efekcie jest bardziej wyważony. Już nieco powyżej 2000 obr/min bez zachłystywania się łyka mieszankę z amerykańskiego układu wtryskowego marki Walbro. Powyżej 6000 obr/min moc rośnie i nie przestaje tego robić aż do 10 000 obr/ min. Obiecane 120 KM i osiągane 118 KM (patrz: wykres mocy) są wyczuwalne także subiektywnie.
Musisz być zalogowany by pisać komentarze! ZALOGUJ SIĘ >