Motocykl poleca:

Beta Alp 4.0 & Motard 4.0

Poleć ten artykuł:

Żadnych korków, żadnego przeciskania się w tłumie pojazdów. Duet spod znaku Bety to właściwy sposób, żeby się po prostu oderwać od codzienności. Najlepiej bez celu, chętnie daleko od cywilizacji.

Zobacz całą galerię

Alp 4.0 zachęca: Dam ci poczucie absolutnej lekkości! Przekonuje do tego masą (145 kg z płynami), nisko umieszczonym środkiem ciężkości i tym, że ma tylko to, co niezbędne. Te coraz rzadziej spotykane argumenty mają spowodować, że zarówno początkujący motocykliści, jak i ci, którzy szukają odmiany, siądą na wąskie, umieszczone na wysokości 86 cm siodło Bety. Alp 4.0 łączy niedbałość kąpielowego klapka z powagą podróżniczego buta. Nawet kiedy na drodze trafi się luźny żwir lub kamienie, Alp nonszalancko je omija albo po prostu przejeżdża po nich. Takie ma geny, w końcu florentyńczycy budują motocykle terenowe już od ponad 100 lat! Wśród nich dominują maszyny trialowe. Przygoda z enduro zaczęła się od mającego mniejszą pojemność Alpa 200.

Duży Alp może się pochwalić czymś jeszcze – o napęd troszczy się tu singiel znany z Suzuki DR 350. Kogo nie zadowala 15 KM małego Alpa, może się teraz poczuć bardziej sportowo dzięki 27 KM modelu 4.0 – a mimo to zafundować sobie bezstresową jazdę na pełnym gazie. Po naciśnięciu przycisku startera (rozrusznika nożnego nie ma) jednocylindrowy silnik odpala na zawołanie. Wszystkich ucieszy kulturalna praca i łatwość wkręcania się na obroty. Sześciobiegowa skrzynia pracuje precyzyjnie. Z długiego tłumika wydobywa się radosne dudnienie. Niestety, wersja z homologacją będzie wyciszona odpowiednio do wymagań przepisów. Niegdyś, jeszcze na pokładzie Suzuki DR 350, czterozaworowiec sprytnie wmieszał się w segment małych sportowych endurek. Przy czym jest oczywiste, że jego moc i moment wystarczą do przyjemnych wędrówek, wspinania się i taplania w błocie. Tylko na bardzo trudnych odcinkach potrzebna jest czasem pomoc sprzęgła, w przeciwnym razie rozgrzany singiel gaśnie.




Abstrahując od tego, kosztujący 23 800 zł Alp 4.0 nie wzbrania się prawie przed niczym. W razie potrzeby może natychmiast zawrócić, a kiedy rzeczywiście urywa się grunt pod nogami w podnoszeniu pomagają dobrze rozmieszczone uchwyty. Koszty wywrotki z pewnością ograniczą skąpa plastikowa obudowa oraz brak chłodnicy cieczy. Jednak rzadko zachodzi taka potrzeba, ponieważ łagodny charakter wraz z miękko zestrojonym 46-milimetrowym widelcem i amortyzatorem sprzyjają spokojnemu stylowi jazdy. Jeźdźcom z większym temperamentem, którzy chcą zbyt szybko mknąć po wertepach, Beta szybko pokazuje żółtą kartkę – przedni widelec dobija na większych nierównościach. Ponadto układ hamulcowy zestrojono pod kątem potrzeb początkujących. Przy agresywnej jeździe trochę brakuje mu skuteczności. A zatem „alpiniści” żegnają się z innymi i porzucają miejskie korki wyruszając w stronę pól, łąk i lasów.

Nie zawraca sobie tym głowy siostrzany model Alpa, Motard 4.0, stworzony z myślą o jeździe po utwardzonych nawierzchniach. Zamiast sękatych opon Metzeler Karoo jak w Alpie jeździ na 17-calowych Pirelli Dragon Evo. Sportowe ogumienie umożliwia szybkie pokonywanie asfaltowych winkli i niezłe przyspieszanie na wyjściu z nich. W porównaniu z wersją enduro Motard jest bardziej sprężyście zestrojony i ma skuteczniejszy przedni hamulec. To logiczne, że dzielna „350” nie wypala autografów w asfalcie, ale nadaje się do harców w stylu supermoto – na drogę na uczelnię, kąpielisko, także do pracy. Na dłuższych trasach obie Bety chętnie spoczywają na szynach transportowych furgonetek bądź przyczep kempingowych

Tagi: test | Beta

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij