Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.0

Bój w hucie

Te trzy sprzęty - Harley-Davidson Softail Deluxe, Moto Guzzi California 1400 Custom oraz Victory Judge - łączą styl, napęd (potężne widlaki, mające w sumie 4,8 l pojemności) oraz potężna masa – każdy waży ponad 300 kg. Dzieli natomiast to, jak każdy z nich rozumie temat niespiesznych wypraw w poszukiwaniu wewnętrznego spokoju.

Harley-Davidson Softail Deluxe, Moto Guzzi California 1400 Custom oraz Victory Judge - Bój w hucie Victroy Judge. Motocykl sprawia wrażenie uporządkowanego. To ekscytująca, muskularna i cholernie męska maszyna. Zagłębienie w kanapie ma sens – można się zaprzeć podczas ostrego startu. (fot. Jacek Bilski)

Zogromnego pieca sypią się snopy iskier. Rozżarzony do czerwoności płynny metal żłobi szlak w piasku. Powietrze drży od upału nie do wytrzymania. Tu i ówdzie krzątają się robotnicy w srebrzyście połyskujących kombinezonach, wyglądający jak stwory z innego świata. Tak musiało to wyglądać, zanim zamknięto tę hutę. Mimo że nie działa od kilkunastu lat, nadal sprawia niesamowite wrażenie. Sceneria świetnie pasuje do maszyn, którymi tu przyjechaliśmy.

Trzy krążowniki to niemal tona żelastwa, podzielona w następujący sposób: 313 kg Victory Judge, 322 kg Moto Guzzi California 1400 Custom i aż 334 kg Harleya-Davidsona Softaila Deluxe. Nasze maszyny są przy tym całkowicie pozbawione owiewek, szyb czy sakw. Tak jak w hucie, tak i w nich sercem są wielkie piece, będące czymś więcej niż tylko źródłem napędu: dzięki silnikom te motocykle mają dusze. Widlaste dwójki chłodzone powietrzem i dodatkowo olejem są ikonami swoich marek.

Gutek o wielkim sercu
Na przykład serce Californii: o ile od 1992 roku wszystkie Californie miały silniki o pojemności 1064 cm3, o tyle nowa ma jednostkę napędową o pojemności 1380 cm3. Ośmiozaworowy piec ma cylindry rozchylone pod kątem 90O i nawiązuje do dotychczasowych silników 1200cm3; ze Stelvio, Griso i innymi podobnymi łączy go skok tłoka wynoszący 81,2 mm. Zwiększona o 9 mm średnica cylindra – czyli 104 mm – czyni z niego największego europejskiego V-twina. W sterowanej za pomocą siłownika, umieszczonej pod kanapą bikera centralnej przepustnicy o średnicy 52 mm zastosowano ride-by-wire.

Problemy z synchronizacją? Skąd! To już nie te czasy. W każdym cylindrze mieszankę zapalają po dwie świece, a trzy mapy zapłonu pozwalają zróżnicować reakcję na gaz – od miękkiej do bardzo bezpośredniej. Jakby tego było mało, Włosi wyposażyli swój krążownik w trzystopniową kontrolę trakcji, tempomat i ledowe światła do jazdy w dzień.

Podczas gdy oba amerykańskie bike’i mają napęd pasem zębatym, ubranym w oponę 200 mm tylnym kołem Californii kręci umieszczony z prawej strony wał o nowej konstrukcji, w której długi wahacz obywa się bez drążka reakcyjnego. Po raz pierwszy w historii dwucylindrowych widlaków Moto Guzzi silnik nie jest elementem nośnym, połączonym bezpośrednio z ramą. Tkwi w niej, elastycznie zamocowany, w tłumiących wibracje gumowych poduchach. O gospodarkę cieplną troszczy się potężna chłodnica olejowa z elektrycznym wentylatorem. Oto cruiser odpowiadający wymogom epoki techno.

Wypas po amerykańsku
W Victory Judge potężne cylindry tworzą kąt 50O. Tłoki w cylindrach o średnicy 101 mm, wykonujące skok 108 mm, napełniają Freedom Engine do pojemności aż 1731 cm3. Ten największy i najmocniejszy V-twin z całej trójki jest lakierowany na czarno, co w połączeniu ze srebrnymi krawędziami żeberek wygląda oszałamiająco. Potężna jednostka jest estetyczna i bardzo uporządkowana, tzn. tak jak w Harleyu z zewnątrz w zasadzie nie widać żadnych przewodów. Natomiast w odróżnieniu od Harleya, w głowicy każdego z cylindrów Judge’a pracują po cztery zawory i jeden napędzany łańcuchem wałek rozrządu.

Harley ma rzecz jasna tradycyjny układ cylindrów tworzących kąt 45O. Ten piec to wręcz dzieło sztuki, mimo że wykorzystuje nieco archaiczne rozwiązanie. Zasługujący na miano dwukołowego parowozu Softail Deluxe ma dwa umieszczone w bloku silnika, napędzane łańcuszkami wałki rozrządu, a cztery długaśne popychacze uruchamiają, przez dźwigienki zaworowe, po dwa zawory w każdej z głowic. To musi wystarczyć.

Zaraz za silnikiem ulokowano chromowany zbiornik oleju o kształcie podkowy (Horseshoe). Umieszczony za potężną pokrywą silnika, której chromowane powierzchnie należałoby liczyć w metrach kwadratowych, napęd pierwotny jest do bólu klasyczny – z podwójnym łańcuchem. Najdłuższy w tej stawce skok tłoka to aż 111,1 mm. W połączeniu ze średnicą cylindra 98,4 mm daje to 1690 cm3 pojemności. W silnikach wszystkich Softaili obracają się dwa wałki wyrównoważające, dzięki czemu lśniąca V-dwójka może być na sztywno przyśrubowana do ramy: Twin Cam 103 B oznacza 103 cale3, dwa wałki rozrządu i wałki wyrównoważające. Nowoczesny akcent stanowi elektroniczne sterowanie obiema przepustnicami o średnicy 46 mm.

Judge – macho bike
Pora dać ognia! W serduchach eksploduje benzyna i grzmot silników rozlega się niczym mechaniczny puls: dumdum, dumdum, dumdum. Moto Guzzi kołysze się w rytm 1400-centymetrowego silnika. Jego kierownica podryguje do tego samego taktu: raz-dwa, raz-dwa. Każde otwarcie manetki najpierw przechyla Californię w prawo, a następnie z powrotem do pozycji wyjściowej. To moment hamujący: pozdrowienia od umieszczonego wzdłużnie wału korbowego.

Harley zapewnia pod dostatkiem good vibrations, a dźwięk pracującego na luzie silnika jest w stanie złamać każde serce. Z dwóch umieszczonych z prawej strony kominów dochodzi soczysty gang. Słuchając go, wiesz, co znaczy „nierównomierna kolejność zapłonów”.

Podobnie jest w Victory. Jego gang przypomina cichy bulgot. Jak dotąd Victory wibruje najmniej ze wszystkich. Ciekłokrystaliczny wyświetlacz obrotomierza melduje uspokajającą wysokość obrotów: 850–900–850. Takie same obroty pokazuje cyfrowy obrotomierz Harleya.

Startujemy. Sprzęgło Victory wymaga użycia siły. Końcówki kierownicy typu drag-bar są daleko, więc przy zawracaniu trzeba się nieco wyciągnąć. Judge to po prostu maszyna dla dużego faceta. Klik – pierwszy bieg już siedzi. Tak musieli czuć się kiedyś kolejarze ręcznie przestawiający zwrotnice. W sumie to pasuje do koncepcji sprzęta.

Pussy-clutch
Harley oferuje miejsce na niskim parterze, bo tylko 67,5 cm nad ziemią. Przy wyłączonym silniku sprzęgło niesamowicie się klei i przepychanie maszyny z wbitym biegiem jest niemal niemożliwe. Teraz jednak, gdy widlaste serducho pracuje, Deluxe staje się bardziej przyjazny. Lekko pracująca klamka sprzęgła zapracowała na kpiący przydomek „pussy-clutch”. Toporna przekładnia wymaga natomiast wyczucia. Podobnie jak w Guzzi i Victory, do dyspozycji jest tu sześć biegów. Przygotuj się jednak na to, że do poszukiwań luzu podczas postoju na światłach trzeba cierpliwości i wprawy.

Dość mocno wygięta kiera Harleya rozciąga się tuż przed klatą bikera. Szeroki w tylnej części zbiornik paliwa wymusza rozchylenie kolan. Inna sprawa to fakt, że Harley ułatwia życie niższym motocyklistom, więc dwumetrowy drągal będzie miał raczej przechlapane. Chyba że potrafi kierować kolanami.

Zupełnie inne warunki oferuje Moto Guzzi: wysocy kolesie ucieszą się z kierownicy, która doskonale leży w dłoniach. Muszą tylko uważać, by nie walić kolanami po cylindrach. Natomiast dla niższych bikerów prowadzenie tej potężnej maszyny będzie wyzwaniem. Z całej trójki California najtrudniej prowadzi się na niskich prędkościach i podczas manewrów typu zawracanie. Jest bowiem długa i ciężka: niemal 1,69 m rozstawu osi to o 5 cm więcej niż u Softaila. Widelec o dużym wyprzedzeniu wywołuje wrażenie, że ta różnica wynosi z pół metra.

Nawet najnowsza technika nie rekompensuje mniejszej niż u konkurentów pojemności, przy czym California potrzebuje znacznie więcej paliwa niż oba amerykańskie bike’i. Świat stanął na głowie!

„Blachy” z plastiku
Zmierzony Gutkowi maksymalny moment obrotowy (110 Nm) Victory Judge osiąga już przy obrotach biegu jałowego. Odkręcenie gazu i zabudowania zabytkowej huty maleją w lusterkach. Nic dziwnego, skoro widlak Judge’a generuje aż 152 Nm momentu; w kwestii mocy to prawdziwy muscle bike, bo wyciska 100 KM. Przy tym od około 2500 obr/min mocnemu gangowi silnika towarzyszą twarde, metaliczne wibracje. Na szóstym biegu układ elektroniczny odcina zapłon tuż powyżej granicy 4000 obr/min. Na budziku jest wówczas 180 km/h. Fantastyczne wrażenia z jazdy wzmaga pełny, soczysty bas.

Bardzo drogie, bo kosztujące ponad 8 tys. zł (1960 euro) akcesoryjne kominy Dr. Jekyll & Mr. Hyde mają wprawdzie europejską homologację, niemniej sprawiają, że Judge jest dość głośny.

A skoro o dźwięku mowa, to widlak Harleya jest w tej materii wzorem łagodności. Odnosi się to zarówno do jazdy po mieście, jak i poza nim. Na długim nadbiegu – czyli szóstce – motocykl jest mało elastyczny i traci power. Jeśli chcesz odkręcić, musisz zredukować. Możesz się też po prostu toczyć w poszukiwaniu wewnętrznego spokoju.

Gutek jest znacznie gwałtowniejszy: na szosie, lecąc na szóstym biegu, przegania nawet Judge’a. To zasługa krótszych przełożeń. Na wyższych biegach do gładkiej pracy musi jednak kręcić przynajmniej 3000 obr/min. Włoska maszyna nieco odstaje od amerykańskich konkurentów pod względem wrażeń słuchowych. Oprócz tego mniej wibruje, ma wyższy dźwięk, słabiej „żyje”. Czuć to i zza kierownicy, i z kanapy pasażera.

Ten ostatni nie powinien specjalnie nastawiać się na dłuższe wyprawy na żadnej z testowanych maszyn. Tylne kanapy są na to zwyczajnie za małe. Mało tego: opadają w tylnej części w dół. Przy czym na Californii pasażer będzie miał najmniej powodów do narzekań.

O ile pod ciężarem jeźdźca oraz pasażera i Victory, i Harley wyczuwalnie pulsują, co – zależnie od upodobań – może wprawiać w zachwyt lub irytować, o tyle pasażer nie czuje na Gutku absolutnie nic. Podwozie tego sprzęta jest udaną konstrukcją: precyzyjnie wykonuje polecenia z kierownicy. Mimo szerokiego tylnego kapcia, w złożeniu zachowuje się neutralnie i w testowym trio jest najbardziej poręczny. Jest to najwyraźniej zasługa wzdłużnego wału korbowego. Zawieszenia chętnie łykają nierówności i nie są przy tym gąbczaste, jednak miękkie podwójne amortyzatory i lekkie reakcje wału skutkują kołysaniem tyłu. Na winklach jako pierwsze kontakt z asfaltem łapią nieobecne w pozostałych testowanych maszynach plastikowe slidery od spodu podłóg. Nawiasem mówiąc, z tworzywa są także „blachy”, czyli owiewki.

Montowany seryjnie ABS wkracza do akcji w odpowiednich momentach. Pod tym względem Harley nie podskoczy. Jego przemyślnie ukryty ABS działa znacznie bardziej ociężale, hamulcom brakuje pazura, a podwozie hołduje maksymie „spiesz się powoli”. Rama wszystkich wersji Softaila z trójkątnym wahaczem wygląda na sztywną. Takie ramy Amerykanie określają mianem „hardtail”. W rzeczywistości Softail ma dwa ukryte amortyzatory teleskopowe, biegnące równolegle pod silnikiem i skrzynią. Dzięki specjalnemu przełożeniu teleskopy są obciążone na dobiciu, a uginanie się tylnego koła powoduje ich wydłużanie.

Surowy sędzia
Judge, po polsku sędzia, ma bardziej sportowe ambicje. Pięcioramienne, 16-calowe felgi z wypolerowanymi rantami i opony Dunlopa z białymi napisami przypominają hot rody z lat 70. Jaskrawopomarańczowy matowy lakier kontrastuje z oksydowanymi na czarno wahaczem, silnikiem i wydechami. Zero chromu, błyszczy się tylko obudowa prędkościomierza. Zamarkowane pola na numery startowe pod kanapą Victory symbolizują jego gotowość do wyścigów i pojedynków na światłach. Podwozie musi dotrzymać kroku napędowi. Judge jest bardziej precyzyjny niż komfortowy Harley, bardziej bezczelny i zuchwały. Spokojnie wchodzi w plątaninę zakrętów, czysto trzymając tor jazdy. Pomaga mu w tym tylna guma o szerokości zaledwie 140 mm. Ten sprzęt sprawia wrażenie sztywnego w pozytywnym tego słowa znaczeniu, jednak na wejściu w zakręt jest leciutko podsterowny.

Mimo skoku tylnego zawiasu wynoszącego zaledwie 75 mm Jugde zapewnia dostateczny komfort. Widelec tylko przy ostrzejszym ściśnięciu przedniego hamulca dość mocno nurkuje. Tylny hamulec działa ostro, ale też dość szybko się blokuje. Powód: brak ABS-u.

Mimo to Judge to prawdziwe motocyklowe cacko. Szkoda, że niecieszące się odpowiednią sławą. Bo większą rzeszę wielbicieli ma Harley. Mają w tym udział starania firmy z Milwaukee, aby podtrzymywać kultowość i legendę sprzętów. Dlatego Softailowi Deluxe dorzucono np. efektowny (wymagający dopłaty) lakier zielony metalik. W harleyowskiej terminologii nosi on nazwę Hard Candy Lucky Green Flake. Za wrażenie głębi odpowiadają ponoć szczególnie duże cząsteczki metaliczne. „Ride with pride” (jedź z dumą) – zachęca Harley. Cel został osiągnięty: nie ma szans, abyś przystanął gdzieś niezauważony. Również przez złych ludzi. Dlatego łatwo włączający się alarm ma sens.

Wygląda na to, że Moto Guzzi jest trochę niedoceniony. Pod względem technicznym bowiem California góruje nad konkurentami. Jej bardziej wypasiona wersja – California Touring – jest jeszcze bardziej spójna, będąc lepszym, choć o 23 kg cięższym towarzyszem podróży.

Elegancja w metalu
Tak czy owak, pomysły na te trzy żelazne rumaki – mimo wszystkich podobieństw – są zdumiewająco różne. Co łączy dwa amerykańskie i jeden włoski krążownik? Coś, czego trudno nie docenić – elegancja zaklęta w ciężkim metalu i doprawiona silnym charakterem.

nasza ocena

Victory Judge. Odważna interpretacja idei power cruisera. Na tej maszynie lepiej dać w palnik niż spokojnie się toczyć. Pod względem wrażeń z jazdy i uporządkowanego wyglądu Victory góruje nad konkurentami. Wada: brak ABS-u. Zaleta: cena 63 400 zł.

Harley-Davidson Softail Deluxe. Ma najniżej umieszczoną kanapę i wytworne maniery, co ułatwia nawiązanie z nim kontaktu. Ta skrząca się maszyna to zabawka i dla amazonki. Motocykl dla grzecznych dziewczynek? Chyba jednak nie, choć faktycznie jest dość łagodny i ma ponadczasowy charakter.

Moto Guzzi California 1400 Custom. Moto Guzzi jest bez wątpienia najbardziej amerykańską spośród europejskich marek motocykli. Pod względem funkcjonalności Californii zero zastrzeżeń: najlepsze hamulce, najlepsze podwozie, nowoczesna konstrukcja. Tylko jeśli chodzi o wymiary i masę chłopaki z Moto Guzzi najwyraźniej chybili celu.

Thomas Schmieder

mc

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij