Motocykl poleca:

Buell Lightning Super TT XB 12 STT

Poleć ten artykuł:

„Na ulicach mego miasta gaz, gaz na ulicach” – fragment piosenki Kazika idealnie pasuje do nowego Buella Lightninga Super TT. Jego twórcy chyba inspirowali się walkami gangów w miejskiej dżungli. Swoje trzy grosze wtrąciła też moda na streetfightery i supermoto. Jazda nim to wyzwanie i wielka frajda.

Zobacz całą galerię

CityX, Sprick City Cross, Super TT – nazwy zaprojektowanych przez Erika Buella specjalnych wersji Lightninga są równie agresywne, jak ich wygląd. Niemałe handbary i siatka chroniąca podwójny reflektor sugerują, że te maszyny są gotowe na każde, nawet najbardziej odjechane wyzwanie. Już w czasie premierowej prezentacji było widać, że wszystkim Lightningom bardzo podoba się bliskie pokrewieństwo ze streetfighterami.

Czyżby więc wojna na naszych ulicach? Na szczęście nie, ale cóż się lepiej sprzedaje niż marzenia? To nie były jednak tylko marzenia, bo Erik Buell wykorzystał swoje doświadczenia: „Byłem z przyjaciół- mi w Arizonie w podróży na CityX i Lightningu Longu, gdy wpadło mi do głowy, że skrzyżowanie tych maszyn to dopiero byłby sprzęcior! Mocny jak tur silnik 1200 cm3 w połączeniu z większą stabilnością dłuższego zawieszenia, do tego lekkość i odjechany wygląd CityX. Po prostu musiałem to zrobić! To był bardzo silny impuls” – opowiadał założyciel firmy.

 

 

Jego przepis na Super TT był bardzo prosty: wziąć Lightninga w wersji Long, zamontować mu kierownicę, handbary i siatkę reflektora z CityX, doprawić to wszystko wysoko zamontowanym przednim błotnikiem z Ulyssesa, całość uzupełnić jednoosobową kanapą z umieszczonymi pod nią bocznymi tablicami z numerem startowym a la supermoto i sukces murowany. Super TT (Buell zapożyczył tę nazwę z Triumphów Super TT, które startowały w bardzo popularnych między wojnami światowymi w USA wyścigach dirt track) jest jak do tej pory najbardziej agresywnym z całej rodziny Lightningów. Lanserzy nie będą mieli na Super TT łatwo – co prawda z wyrwaniem panny na mieście nie będzie żadnego problemu, gorzej z zabraniem jej na przejażdżkę, bo kanapa jest jednoosobowa. Fabryka wyszła naprzeciw oczekiwaniom takich klientów i w opcji oferuje dwuosobową kanapę oraz zestaw podnó żków dla pasażerki(-a). Żeby pojechać gdzieś dalej we dwoje, pasażerka musi być mocno zakochana we właścicielu Super TT albo mieć masochistyczne skłonności. O jakimkolwiek komforcie może bowiem zapomnieć.
    biały zaprasza do customizingu
 Super TT ma dużo białych akcentów kolorystycznych. Ten kolor został wybrany po to, by otworzyć pole do customizingu. Właściciel po wizycie u speca od aerografu dostaje indywidualną i niepowtarzalną maszynę. Biały zastosowano wyłącznie z praktycznych względów, po prostu żeby ułatwić pracę lakiernikowi – STT można pomalować w ulubionym kolorze czy pójść po bandzie i postawić na aerograf. Austriak Marcus Pfeil w trakcie jednego z pokazów pokazał, jak to może wyglądać. Z jednego Super TT wyczarował błękitnego ścigacza, w drugim dominował aluminiowy połysk, z trzeciego zrobił zielonego potwora, a czwartego prawie nie było widać spod natłoku graffiti. Przestrzeń do przeróbek w Bułce należy do wyposażenia seryjnego.
 


Wynalazek Buella jest całkiem w porzo. Wygodne, mimo że dość wysokie siodło, dobrze leżąca w rękach, wąska kierownica i ogromna swoboda ruchu – te cechy koniecznie trzeba pochwalić. Powinien się znakomicie sprawdzić w miejskiej dżungli. Jednak nie tylko, bo Super TT wręcz nie może żyć bez maksymalnie pokręconych tras. Na szczęście tych nie brakuje w południowej Hiszpanii, gdzie zorganizowano jazdy próbne. Wciśnięcie guzika rozrusznika wywołuje prawdziwą burzę, niski basowy dźwięk z umieszczonego pod silnikiem wydechu wywołuje uśmiech na twarzy. Wibracje harleyowskiego V-twina częściowo pochłaniają silentblocki. Klamka sprzęgła chodzi bardzo lekko, a w porównaniu ze sprzęgłem i skrzynią Sportstera to mistrzostwo świata. Pięciobiegowa skrzynia jest teraz łatwa i precyzyjna w obsłudze. Znany ze Sportstera silnik, w Buellu pokazuje drugie, zdecydowanie korzystniejsze oblicze. Nie można zapominać, że dopracowanie i unowocześnienie go to była trudna i cholernie długa walka. Na szczęście misja zakończyła się sukcesem – dwuzaworowemu silnikowi nie brakuje ani mocy, ani momentu obrotowego, a przy tym spełnia normę Euro 3. Czego chcieć więcej? Jasne, że odstaje on od nowoczesnej, chłodzonej cieczą, czterozaworowej konkurencji, ale jest wzorowy, jeśli chodzi o płynne wkręcanie się na obroty i małą reakcję na zmianę obciążenia. Praca tej długoskokowej jednostki to świetne lekarstwo na najgorszy humor. Tylny cylinder zaopatrzono w wentylator, który odsysa gorące powietrze. Na szczęście pomyślano to w taki sposób, żeby nie podgrzewać ani lewej nogi, ani innego cennego miejsca jeźdźca. Każdy, kto jeździł na Buellach z wcześniejszych roczników, zauważy oprócz tego, jak cichy stał się silnik. We wnętrzu aluminiowej ramy grzbietowej, jak to u Buella, umieszczono zbiornik paliwa. Mieści on 16,7 l wachy. O zawieszeniach dyskutowano już wiele, pod tym względem ekipa Erika Buella dała w STT ostro czadu. Po prostu nie mam pytań. Dzięki gumom Pirelli Skorpion Sync motocykl prowadzi się naprawdę precyzyjnie, a jeździec doskonale wie, co się dzieje na styku opona-asfalt. Zawiechy Showa reagują delikatnie, przy zachowaniu fabrycznego ustawienia radzą sobie również ze sporymi nierównościami.


Na nielicho pozakręcanej trasie można było jednak zauważyć znaczne drgania wahacza. Amortyzatory zarówno z przodu, jak i z tyłu starały się temu zaradzić i zapewniły przedniemu kołu znacznie większą przejrzystość reakcji. Jazdy po nierównościach sprzęt nie przyjmował już tak dzielnie. Mimo wszystko uznałbym ją za komfortową. Przynajmniej pojedyncza kanapa, która przypomina supermoto, jest o wiele wygodniejsza niż się spodziewałem. Nawet po dłuższej jeździe.

Świetne są również hamulce – z przodu typowa dla Buella tarcza hamulcowa o średnicy 375 mm z sześciotłoczkowym zaciskiem, przykręcona do krawędzi felgi. Hamulec można idealnie dozować i dzięki temu motocykl radzi sobie dobrze na krę- tych górskich trasach. To najdłuższa wersja Lightninga, ale w porównaniu do innych sprzętów rozstaw osi jest dość krótki – dzięki temu wywijasy to żywioł tego sprzęta. Stoppie nie stanowi najmniejszego problemu. Podobnie sprawa się ma z jazdą na gumie – mocny jak tur, ale niezbyt agresywny silnik radzi sobie z tym śpiewająco. A wieczorem między knajpami można zadać szyku i poszpanować stuntowymi popisami. Super TT po prostu jest do tego stworzony, tylko czynnik ludzki może być czasem zawodny.

Przy całej swojej indywidualności, Super TT jest motocyklem wprost stworzonym do jazdy w miejskiej dżungli. Dopracowany silnik, superowe hamulce i porządne zawieszenie – czego więcej potrzeba? Do tego, już w wersji fabrycznej, wygląda na złego drapieżnika, a można to jeszcze podkreślić. Mówiąc krótko – „na ulicach mego miasta gaz!”

 

Tagi: test | Buell

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij