Motocykl poleca:

Custom bikes 2005 Harley Spirit

Poleć ten artykuł:

Początki Harleya Spirita to połowa lat 70. ubiegłego wieku. Z „Cipiórem” połączyła mnie wtedy jedna ławka w Technikum Mechanicznym. Obaj zachorowaliśmy na sprzęty o dużych pojemnościach. Bez dyskusji zgodziliśmy się, że mniej niż pół litra (także na półce w monopolowym) to siara.
Zobacz całą galerię


I tak się zaczęło. „Cipiór” zaczął od Urala, a gdy gdzieś na wsi od chłopa kupiłem BMW R 71 z 1943 roku, wsiąkliśmy na dobre. Zjeździliśmy Polskę z góry na dół, uczestnicząc w imprezach motocyklowych, np. w kultowych zlotach lat 70. w Wolsztynie. W końcu stało się to, co musiało się stać – przesiadka na H-D. Oczywiście, w PRL-u mogła być to tylko „wuelka”. W latach 80. poszedłem w biznesy i na jakiś czas zamieniłem dwa kółka na cztery. Cipiór zaś ani na chwilę nie zdradził motocykli, w szczególności H-D, stając się znaną nie tylko w Polsce postacią motocyklowego światka. W połowie lat 90. domieszka benzyny we krwi i zryte geny sprawiły, że wróciłem do jednośladów. Teraz rzuciłem się na nowe modele H-D – biznes bowiem szedł mi nieźle. Na początku był Bad Boy, później Softail Standard, w końcu nawet Electra. Wszystko po to, aby znaleźć ten właściwy, idealny.


 
Po podróży do Barcelony na obchody 100-lecia H-D w 2003 roku, stwierdziłem, że jazda fabrycznymi Harleyami, a szczególnie Electrą, to nudy do wyrzygu. Postanowiłem wrócić do źródeł, czyli do lat młodzieńczych, znowu upaprać ręce w smarze i zbudować coś, co sam wymyślę i rozrysuję. Chciałem rzucić świat na kolana spacerowym chopperem. Sprzedałem więc Electrę i zacząłem biegać jak naspidowany w poszukiwaniu napędu, oczywiście ze stajni Harleya. Nieoczekiwane efekty tej bieganiny to zakup H-D z silnikiem Evolution 1340, dysponującym mechanicznym kompresorem MagnaCharger. Nie pozostało nic innego, tylko zmienić pierwotne plany i zbudować coś zupełnie innego. Z pozyskanego sprzęta zostały tylko napęd i rama, reszta wylądowała na śmietniku.

Z racji doświadczeń zawodowych, Cipiór jako praktykujący mechanik (studiował na politechnice, pracował w serwisach) zajął się silnikiem. Powymieniał oryginalne elementy silnika na wzmocnione, tuningowe. Zmienił także system smarowania (patrz: dane techniczne). Natomiast ja, jako że studiowałem na ASP, miałem nadać projektowi odpowiednią formę zewnętrzną. Po wypiaskowaniu i proszkowym malowaniu ramy zaczęła się moja męka poszukiwań, by znaleźć odpowiednią formę dla charakteru maszyny. Projektowanie potraktowałem jak zajęcia z rzeźby, wykonując ze styroduru modele w skali 1:1. Tak znalazłem zadowalające kształt i linie zbiornika paliwa, spojlera, siodła. Tak krok po kroku, ręcznie wykonując poszczególne części lub dokupując elementy w customowych firmach, nadawałem Spiritowi ducha.


W tym motocyklu ważne są wszystkie, nawet najdrobniejsze detale. Dlatego gdy przyjrzysz się dokładnie, zobaczysz takie smaczki, np. tabliczkę znamionową ze stali nierdzewnej z wytrawionym moim znakiem firmowym, z klasycznie nabitymi numerami ramy i silnika. Nazwa motocykla to nie wymalowane litery, lecz wykonane ze stali, grawerowane, chromowane i wypełnione emalią znaki firmowe na zbiorniku paliwa.

Dzisiejszy kształt Spirita to ponad rok naszej pracy. My, tak jak wszyscy, którzy poznali smak customizingu, na własnej skórze przekonaliśmy się, że zawsze coś wychodzi w praniu. Tak więc, po wstępnym montażu w zeszłym roku i po paru tysiącach km jazdy, wiosną tego roku przystąpiliśmy do poprawek. Cipiór znów skupił się na silniku (uszczelnienie, modernizacja sprzęgła, zapłon elektroniczny), a ja wpadłem na dziki pomysł równoważenia sprzętu. Otóż kompresor i wydech, będące z prawej strony Spirita, powodowały optyczną asymetrię. Nie mogłem na to patrzeć. Z lewej strony maszyny, pomimo offsetu sprzęgła, działo się zbyt mało, było za pusto. I to, a nie brak mocy (choć przecie ż jej nigdy dość), zadecydowało o założeniu instalacji podtlenku azotu. Aby było jeszcze bardziej odjazdowo, butlę sytemu NX zamocowłem na wahaczu. Są to aluminiowe obejmy, będące równocześnie podstawą dla osłony łańcucha, w które mocuje się butlę z N2O. Całość zgrabnie wypełniła prawą stronę wahacza. Cieszę się jak małpa na widok banana, gdy obserwuję reakcję ludzi oglądających prawą stronę maszyny, od strony kompresora, a potem już kompletnie zszokowanych widokiem butli do systemu nitro z drugiej strony.



Powstała naprawdę zwariowana maszyna. Ale nie tylko motocykl jest oryginalny. Mam wrażenie, że udało nam się przekazać maszynie część naszych dusz. Harley Spirit to taki sam indywidualista jak ja i Cipiór. Wymyślając go i dłubiąc godzinami w jego trzewiach, cały czas pamiętaliśmy, aby stworzyć customa, który nie będzie sztuką dla sztuki, by maszyna miała sens. Chodziło nam o to, aby Harley Spirit nie był kolejnym show bike’em, który trudno zobaczyć poza lawetą, by można nim było normalnie jeździć. W czerwcu tego roku udowodniłem niezbicie, że Spirit to prawdziwy, rasowy motocykl, połykacz kilometrów. W ciągu ośmiu dni pokonałem ponad 4000 km (z Krakowa na zlot w Saint Tropez na francuskim Lazurowym Wybrzeżu i z powrotem). W trakcie podróży był dzień, kiedy pokonałem ponad 1000 km za jednym zamachem! W drodze powrotnej wspiąłem się powyżej 2000 m n.p.m. Wszystko to przy pogodzie ze wszystkich stref klimatycznych – siekł mnie gęsty deszcz, latem w górach Austrii i Włoch posmakowałem temperatury bliskiej zera, w miejskich korkach na Lazurowym Wybrzeżu smażyłem się w 40-stopniowym upale. Gdy wróciłem, chodziliśmy dumni jak pawie – setki godzin męczarni nie poszły na marne. Harley Spirit nie zawiódł. Podstawowe dwa parametry wyznaczone przed rozpoczęciem budowy: ma wyglądać, ale i jeździć – zostały w 100% spełnione.

Myliłby się jednak ktoś, myśląc, że to koniec budowy. Pomimo że H-S świetnie wygląda i bezproblemowo jeździ, nieprzypadkowo nosi na tylnym błotniku napis „Under construction”. To znak, że budowa ciągle trwa, że nie wszystkie pomysły zostały wprowadzone w życie, że ciągle są elementy do poprawki, zmiany. Mój dług w stosunku do Spirita spłacam na wszystkie możliwe sposoby. Dlatego na mojej wizytówce z polerowanej stali nierdzewnej wytrawiłem swoje nazwisko, logo Harleya Spirita i adres strony internetowej (www.harleyspirit.com).

Tagi: custom | Harley-Davidson | Harley Spirit | Pacjent

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij