Motocykl poleca:

Custom bikes - Robaczek

Poleć ten artykuł:

Myśl o budowie jakiegoś odpałowego sprzęta latała mi po głowie dłuższy czas. Ponieważ na co dzień zajmuję się budową motocykli, miałem dosyć maszyn o klasycznym wyglądzie. Po prostu zatęskniłem za odmianą.
Zobacz całą galerię

Nie to, żebym miał cokolwiek przeciw sprzętom o klasycznym wyglądzie. W tej zabawie chodziło mi o inne spojrzenie, o stwierdzenie na własny użytek, jak daleko potrafię i jestem w stanie zajść w sztuce projektowania customów, a przy tym nie stracić kontaktu z rzeczywistością. Gdy wreszcie w mojej łepetynie mniej więcej wyklarowało się, co będę chciał osiągnąć, uderzyłem do Pitera, zaprzyjaźnionego specjalisty od ram. Gość długo się nie zastanawiał, bo i w nim mieszka niespokojny duch. Dostarczyłem mu tylne koło, niezbędne przy budowie ramy. Piter wkrótce stworzył ramę o niepowtarzalnym kształcie. Najtrudniej zacząć – pomyślałem. Jednak dzięki Piterowi pierwszy krok w budowie Robaczka nie był bolesny. Mogłem iść dalej.

Gdy Piter biedził się nad swoją działką, ja zacząłem „wąchać wikol”, czyli pracować nad resztą – począwszy od kół, na zawieszeniach skończywszy. Prawie wszystko powstało u mnie w warsztacie. Z tyłu i z przodu zastosowałem standardowe koła o średnicy 18 cali, które dostały opony o wymiarach, odpowiednio, 280 x 40 i 120 x 70. Potem przyszedł czas na podwozie. Musiałem je trochę przedłużyć, bo Piter za najlepszy uznał większy kąt główki ramy. Ponieważ moje customy muszą być bardzo niskie (tylko takie uznaję), Robaczek ma zaledwie kilka centymetrów prześwitu. Trochę problemów miałem ze zbiornikiem paliwa. Projekt, który dałem Piterowi, z żalem odrzuciliśmy. Mój zbiornik wyglądał bowiem super, ale był za mały. Musiałem iść na kompromis i nieco go powiększyć. Na szczęście Piter wiedział, co trzeba zrobić, większa pojemność nie zabrała stylowego wyglądu. Nie bez znaczenia było to, że zbiornik został na stałe wspawany do ramy, co wyeliminowało wszystkie kłopotliwe mocowania.


 
W którymś momencie uznałem, że Robaczek najlepiej będzie się prezentował w zieleni. Po głębokim namyśle wybrałem lakier firmy House of Colour. Uznałem, że jedynie on zagwarantuje, iż efekt będzie taki jak należy. Piter położył bazę, Bazyl zaś, nadworny aerografista, dokończył dzieła. Nie musiałem mu mówić, co i jak ma namalować, bo gdzie mi tam radzić takiemu mistrzowi...

Wreszcie przyszedł czas na ostateczny montaż. Postanowiłem zainstalować napęd firmy Ultima (100 cali3), 6-biegową skrzynię i suche sprzęgło BDL, zamknięte w wentylowanych kapach. O elektrykę (z Dyny) zatroszczył się Maniek.



Motocykl zaskoczył za pierwszym razem, wydając metaliczny dźwięk, pochodzący z zasilania gaźnikiem Mikuni HSR 45. Od tego momentu silnik pracuje bez zarzutu, sprzęt spisuje się świetnie. Dosiadam go w każdej chwili, gdy tylko czas mi pozwala. Jeśli mi go brak, jeździ żona.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij