| 2009-02-16 Autor: Marian „Pacjent” Curzydło , Zdjęcia: Marian „Pacjent” Curzydło | ||
| Tagi: | custom , Harley-Davidson , Hemoroid , Pacjent , | |
Dodaj do:
| ||
Pierwsza pomoc
Dokładnie dwa lata temu opisałem w MOTOCYKLU historię powstania Harleya Spirita, draga z kompresorem i podtlenkiem azotu. Były to także wspomnienia o naszej, tzn. mojej i Cipióra, 30-letniej fascynacji motocyklami. Spirit spowodował, że postanowiliśmy pójść w szaleństwie o krok dalej. Tak powstał pomysł jeszcze bardziej absurdalnego customa. Tym razem miał to być chopper. Ale jaki!
Wymyśliliśmy dla niego sztywną ramę, kąt główki ramy 42O, 300-milimetrowe tylne koło, 2,3 litra z kompresorem mechanicznym i oczywiście podtlenek azotu. Zaczęliśmy od poszukiwania w USA ponaddwulitrowego silnika z kompresorem MagnaCharge (stwierdziliśmy, że nie ma sensu później kombinować, jak połączyć te elementy). Znaleźliśmy producenta, który miał zmontować silnik z kompresorem, wpłaciliśmy zaliczkę. Jednak tragiczna śmierć Cipióra zakończyła pracę nad tym projektem i na pewien czas odsunęła mnie od motocykli.
Gdy po paru miesiącach kupiłem nowego Fat Boya, po raz kolejny stwierdziłem – jazda „fabryką” to nie to. Dlatego na koniec sezonu bez przykrości rozstałem się z nim. Zacząłem kombinować, co dalej. Wiedzia- łem, że zawiłości techniczne kompresorów i wynalazków silnikowych to nie dla mnie. Ta działka bowiem należała do Cipióra. Czyli została mi stylistyka. Zawsze byłem zakochany w klimatach z lat 40. i 50. zeszłego wieku. Ponieważ nie chciałem mieć weterana, mój wybór był prosty – bobber, czyli połączenie oldskulowego wyglądu ze współczesną techniką.
Kupiłem mocno zmęczonego Springera, model Bad Boy z 1996 roku, i wystartowałem do walki. Tym razem postanowiłem samemu sprostać większości wyzwań. Zaopatrzyłem się więc w spawarkę TIG, tokarkę, frezarkę, wziąłem trochę lekcji od mistrzów fachu (dziękuję, panie Adamie) i ostro ruszyłem do boju. Rozbiórka Harego poszła szybko. Większość ze ściąganych elementów mówiła mi: mam już dość, więc kolejno żegnałem się z nimi. Tak oto zostałem z ramą, zespołem napędowym i zawieszeniami. Zawiasy mojego Springera, po całkowitym rozmontowaniu, także okazały się złomem. Na ponad 100 elementów 90 procent z nich zostało wymienionych na fabrycznie nowe. Jak wykazała przyszłość – słusznie, bo teraz zawieszenia spisują się znakomicie.
Najpoważniejszą częścią zadania była rama. Wiedziałem, że muszę ją poważnie zmodyfikować, nie naruszając konstrukcyjnie, ale zostawić klasyczny wygląd, wpisując się w styl sztywnych ram z charakterystycznym siedzeniem na sprężynach. I tu zadanie było najtrudniejsze. Po pierwsze, softailowa rama ma dwa wsporniki pod tylnym błotnikiem, będące jej integralną częścią. Trzeba było je usunąć. Wybrnąłem z kłopotu tak, że – po odcięciu wsporników – w części mocowania siodła wspawałem dwa wyfrezowane kształtowniki do zamocowania zbiorniczków od pneumatycznych amortyzatorów. W ten sposób linia sztywnej ramy została zachowana i efektownie zakończona.
Musisz być zalogowany by pisać komentarze! ZALOGUJ SIĘ >