Motocykl poleca:

Daelim E-five 2005

Poleć ten artykuł:

Ruszamy z posad bryłę świata – głosiły słowa „Międzynarodówki”, pieśni komunistów. Z Daelimem S-Five sprawa staje się znacznie bardziej prawdopodobna.

Zobacz całą galerię

Pierwsze, co widzisz, spoglądając na Daelima E-Five’a, to bojowa, matowa czerń. Dlaczego nie są oferowane inne kolory? Co?! Rewolucjonista w pstrokatych kolorach? Nie, to się w głowie nie mieści! Głęboką czerń trochę urozmaicają czerwone wstawki na kanapie. Mała owiewka, lusterka odstające niczym uszy i ochraniacze dłoni – te detale widzisz w drugim spojrzeniu. To, że karoseria, podwozie i silnik są niemal identyczne jak w sportowym S-Five, zauważysz dopiero po chwili. Ale dlaczego by nie wziąć z niego tego, co najlepsze? Tym bardziej że S-Five był często chwalony w różnych testach m.in. za osiągi. Ten silnik spisuje się w E-Five tak samo dobrze – dwusuw startuje chętnie i nie musi się długo rozgrzewać, żeby zacząć równo pracować. I robi to naprawdę zachwycająco – „50” słucha rączki gazu niczym bardzo pilny uczeń, żwawo wkręca się w obroty, brzmi donośnie (jak na pięćdziesiątkę, oczywiście) i goni E-Five’a z wielkim impetem. Aż nie chce się wierzyć, że oficjalnie podawana moc 3,1 KM nie jest w rzeczywistości trochę większa.

Startując spod świateł i na podjazdach Daelim też zadziwia. Po pierwszym odwinięciu gazu do oporu aż zatrzymałem się, by sprawdzić, czy maszynka spełnia wszystkie wymogi klasy 50. Nie znalazłem niczego nielegalnego. Możliwości E-Five’a kończą się na licznikowych 48 km/h. Nawet na zjeździe nie można z niego wycisnąć wiele więcej. Przy czym silnik cały czas pracuje płynnie i przekazuje tylko lekkie wibracje na kierownicę i podesty.

O istotnej wadzie skutera przekonasz się przy pierwszym tankowaniu – E-Five każe nagradzać swój charakter 4 litrami paliwa na 100 km.

Jest to jednak tak miła maszynka i ma tyle zalet, że o tej wadzie dasz radę zapomnieć. Bo przecież możesz zasiąść na wprawdzie bardzo niskiej, ale wygodnej kanapie i chwycić w dłonie kierownicę i pośmigać trochę ostrzej. A propos kierownicy. W dniu, kiedy była projektowana, konstruktorzy musieli być w bardzo złej formie.

     
Kierownica – konstruktorzy musieli mieć słaby dzień.   W schowku pod kanapą zmieści się średniej wielkości kask typu jet.  Z takim przodem skuter wygląda raczej jak wóz bojowy w wersji mini. 


Ale przecież nawet najbardziej radykalni rewolucjoniści mieli jakieś wady, a mimo to uznawano ich za wielkich. E-Five z powodzeniem udaje maszynkę większą i silniejszą niż w rzeczywistości, dlatego spuśćmy zasłonę miłosierdzia nad kierownicą. Gdy wsiądziesz na ten dzielny skuter, poczujesz się trochę jak na enduro, trochę jak na cruiserze. Natomiast pasażer siedzi wysoko i ma twardo. Niemniej, na szerokiej podłodze wystarczy miejsca nie tylko dla jego stóp, ale też dla bagaży. Prawda, że niezbyt dużych.

Jeśli podczas wczesnowiosennej przejażdżki złapie cię zmrok, nie pękaj – E-Five ma dobre światła mijania i drogowe. Ich włączniki wyglądają wprawdzie topornie, ale w pewien sposób pasuje to do surowego wizerunku niezłomnego rewolucjonisty, co to kulom się nie kłania. Samotnie tkwiący prędkościomierz, osadzony w czarnej blaszanej puszce, podkreśla surowość stylu.

W przełączniku kierunkowskazów zastosowano coś dziwnego: nie ma możliwości jego wyłączenia tak jak w dorosłym motocyklu – po naciśnięciu języczka. Lusterka są dość duże i są zamocowane na wystarczająco długich wysięgnikach. Hamulec postojowy, boczna podstawka z wyłącznikiem zapłonu, otwieranie schowka na kask kluczykiem od stacyjki, bezobsługowy akumulator i duży wlew paliwa dowodzą, że konstruktorzy pomyśleli także o drobiazgach, które ułatwiają codzienne życie. Jeszcze jeden powód do chwalenia E-Five’a to podwozie. Na oponach o rozmiarze 130/90-10 – a więc całkiem przyzwoitych jak na „50” – Daelim czysto jedzie na wprost, przyjemnie neutralnie składa się w zakręty i jest nad wyraz poręczny. Śmiganie po winklach powoduje, że grobowo smutny na co dzień rewolucjonista będzie miał kłopot z utrzymaniem powagi. Zawieszenia reagują prawidłowo. Tylko na bardzo złej nawierzchni regulowany amortyzator co chwilę częstuje jeźdźca kuksańcami. Zmiana napięcia wstępnego sprężyny usuwa tę bolączkę, jednak trzeba mieć do tego specjalny klucz do rur albo coś w tym rodzaju. Niestety, nie ma czegoś takiego w fabrycznym zestawie narzędzi.
Najsłabszym punktem E-Five’a są hamulce. Wśród ich grzechów trzeba wymienić słabo wyczuwalny punkt zadziałania oraz to, że duża siła nacisku nie przekłada się na rezultaty. Ponieważ jednak hamowanie zawsze odbywa się i przodem, i tyłem, na egzaminie ze skuteczności Daelim dostałby słabą tróję. A poza tym, rewolucjonista zawsze bez zahamowań dąży do celu.

 

Tagi: test

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij