Motocykl poleca:

Dirt Zone - Kawasaki Mule 3010 Trans 2008

Poleć ten artykuł:

Ma urodę budki Toy Toy, ale żadnej pracy się nie boi. Mule to krzyżówka ogrodowej taczki z Quadem.
Zobacz całą galerię

Są takie miejsca na ziemi, w których wymięka nawet wypasiona terenówka. Co innego quad. Ten wlezie prawie wszędzie, jest mały, lekki, tyle że niestety na swoim grzbiecie nie zabierze zbyt wielu bagaży. No i mamy problem. A co zrobić, gdy na miejsce trzeba dowieźć kilku gości z ciężkim sprzętem? Kawasaki już dawno znalazło rozwiązanie, krzyżując quada z ogrodową taczką. Tak powstał Mule, pojazd o urodzie budki Toy Toy i dzielności w terenie porównywalnej z małym czołgiem. Postanowiliśmy sprawdzić, co potrafi ta wydumka.

Siadając za kierownicą, mam wrażenie, że pojadę dorożką. Spartańska, wysoka ławka jest tapicerowana łatwo zmywalnym, odpornym na rozdarcia tworzywem, ale nie wie, co to takiego komfort. Krótkie oparcie podpiera plecy gdzieś w połowie wysokości, a pojedynczy pas podtrzymuje brzuch tuż pod pępkiem.

Mule jest pojazdem użytkowym i trudno od niego wymagać, by był komfortowy jak luksusowa beemka. W pracy Kawasaki nie będzie miał lekkiego życia. Gdy trafi do kopalni, nikt się z nim nie będzie cackał. Jeśli ktoś go umyje, to tylko szlauchem. Jeśli pojazd wyjedzie już na powierzchnię po szychcie będzie kaleki jak Łysek z pokładu Idy. Czasami od razu trafi na złom.

MULE JEST STWORZONY DO CIĘŻKIEJ PRACY, TAK CIĘŻKIEJ JAK NP. W KOPALNI.

W Mule wszystko jest proste jak konstrukcja cepa. Dźwignie zmiany napędu z dwóch na wszystkie cztery koła i blokady mechanizmów różnicowych będą działały, nawet gdy przez przypadek wyleje się na nie beton. Wajcha od wyboru sposobu jazdy (szybko do przodu – H, wolno do przodu – L, w tył – R) jest tak wielka i mocarna, że nawet w rękach najspokojniejszego ze spokojnych mogłaby być niebezpieczną bronią. Pedały hamulca i gazu są tak na wszelki wypadek metalowe, podłogę Mule wyłożono ryflowaną blachą. Pełen hardkor. Ale o to w tym sprzęcie chodzi. Tu wszystko ma działać nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. Ot, choćby taki układ dolotowy silnika, który powinien chronić silnik przed kurzem. W Mule powietrze jest zasysane na wysokości co najmniej półtora metra, a wloty znajdują się w tylnej części masywnej klatki bezpieczeństwa. Dopiero później trafia ono do wydajnych filtrów powietrza pod tylną kanapą.

Wajcha zmiany biegów wrzucona na luz, hamulec naciśnięty, można odpalać silnik. Po przekręceniu kluczyka zza tylnego rzędu siedzeń do uszu dobiega ciche brzęczenie trzycylindrowego diesla o pojemności zaledwie 953 cm3 i mocy 24 KM. Lekkie dodanie gazu i silnik z zadyszką zwiększa obroty. Jeśli ktoś spodziewał się reakcji podobnych do współczesnych diesli zasilanych common railem, jest w błędzie. Ta jednostka napędowa ma charakterystykę zbliżoną raczej do strażackiej motopompy.



 
PRZEWIEZIE CZTERY OSOBY I PONAD 300 KG ŁADUNKU. O KOMFORCIE LEPIEJ ZAPOMNIEĆ.

Po wrzuceniu biegu i dodaniu gazu, Mule rusza z lekkim szarpnięciem. Gaz wciśnięty w podłogę, Kawasaki rozpędza się do maksymalnych 25 km/h. Nie chce jechać ani deczko szybciej. Czasami w terenie taka prędkość potrafi przerazić, ale na asfalcie Mule jeździ po prostu mułowato. Cóż, takie są przepisy. W układzie przeniesienia napędu Kawasaki postawiło na bezstopniową przekładnię CVT. Pomysł dobry, bo prosty. Przecież w terenie nikt nie będzie zastanawiał się, na którym biegu jedzie. Z drugiej jednak strony pasek w przekładni nie będzie miał lekkiego życia. Po pierwsze dlatego, że Mule waży na sucho aż 744 kg. Gdy załaduje się go dwoma pasażerami i narzędziami, masa wzrośnie prawie do 1400 kg. A więc sporo. Po drugie, kurz i błoto lubią siać spustoszenie w miejscach, w których pracują jakieś elementy. Między innymi z tego powodu bębnowe hamulce Kawy zostały dokładnie uszczelnione. Precyzja ich działania i skuteczność nie odgrywają w przypadku Mule najmniejszego znaczenia, bo zatrzymanie spłoszonej Kawy, rozpędzonej do maksymalnych 25 km/h, nie jest żadnym problemem, podobnie jak strome zjazdy z pełnym obciążeniem. Hamulce w każdym z tych przypadków dają radę i są skuteczne na wyrost.

SILNIK MOCĄ NIE PORAŻA, ALE STROME PODJAZDY NIE SĄ DLA MULE PROBLEMEM.

Ciekawostką są natomiast zawieszenia Kawasaki. Z przodu postawiono na komfort, z tyłu na prostotę. Dlatego w przednim zawieszeniu mamy kolumny MacPhersona i pojedyncze wahacze trójkątne. Z tyłu natomiast pojawiają się stalowe resory i oś typu de Dion. Jak to działa w praktyce? Gdy balonowe koła przednie miękko połykają dziurawe drogi, tył Mule wierzga jak na prawdziwego muła, i to doprowadzonego do ostateczności przystało. Wyjścia z sytuacji były tylko dwa – odpuszczenie gazu albo dociążenie tyłu kompletem pasażerów lub jakimś ładunkiem. W pełni obciążone Kawasaki prowadzi się o wiele spokojniej, choć i w tym przypadku o komforcie będą mówili tylko ci, którzy wcześniej wychylili parę szklaneczek.

Tagi:

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij