| 2009-03-25 Autor: Włodzimierz Kwas, Zdjęcia: archiwum | ||
Dodaj do:
|
Koktajl Mołotowa
Wymień trzy radzieckie maszyny z czasu II wojny. Na to teleturniejowe pytanie łatwo odpowiedzieć – dwupłatowy samolot „kukuruźnik” Polikarpowa, średni czołg T-34 i motocykl M 72. I to właśnie M 72 zapoczątkował historię, która trwa do dziś.
Czy ktoś z miłośników militariów lub klasycznych motocykli mógł nie słyszeć nazw M 72, K 750, Irbit, IMZ, Ural czy Dniepr? Niemożliwe. Radzieckie maszyny z silnikiem typu bokser to dziś klasyki, choć nadal są produkowane. Od kilkunastu lat już jako rosyjskie i ukraińskie. Ruskie boksery mają dziesiątki tysięcy fanów na całym świecie, zrzeszonych w setkach klubów. Wiele takich klubów działa na innych kontynentach, te maszyny mają miłośników nawet w Wietnamie! Jakie były narodziny tej legendy? By to poznać, musimy się cofnąć daleko w czasie.
Historia sowieckich bokserów z wózkiem bocznym zaczęła się w 1938 roku w... Niemczech. Wtedy to z fabryki BMW wyjechał model R 71 z dwucylindrowym, dolnozaworowym silnikiem 750 cm3 w układzie bokser. Rosjanie, którzy właśnie postanowili zmodernizować swoją armię, od razu wzięli go na oko. Oficjalna, propagandowa wersja jest taka, że w Szwecji przez podstawione osoby kupiono 5 sztuk R 71, rozebrano je i opracowano technologię. Prototyp zaakceptował sam towarzysz Stalin i zaczęto budowę.
Prawda jest zupełnie inna. Otóż 28 września 1939 r. sowiecki minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow (prawdziwe nazwisko Skriabin) podpisał ze swoim niemieckim odpowiednikiem Joachimem von Ribbentropem pakt o nieagresji, który za kilkanaście dni miał się stać czwartym rozbiorem Polski. Ponieważ Hitlerowi – zamierzającemu zaatakować nasz kraj i później Francj ę – pokój ze Stalinem był na razie bardzo potrzebny, zgodził się na warunki stawiane przez Mołotowa. W ramach paktu przekazano więc Rosjanom m.in. całą linię produkcyjną R 71 i wiele gotowych części.
| oryginał – BMW R-71 |
![]() |
| Szykujące się do wojny Niemcy, w 1938 r. przeorganizowały przemysł pod
jej potrzeby. Właśnie wtedy BMW wprowadziło do produkcji trzy nowe
dwucylindrówki – R-51, R-61 i R-71. Dwa ostatnie różniły się tylko
pojemnością skokową. Oba (wyposażone w kosz) można było spotkać na
wszystkich frontach II wojny. W latach 1939- 1940 częściowo na bazie
R-71 zbudowano silnik górnozaworowy i tak powstał model R-75, który
przeszedł do historii jako BMW „Sahara”. Natomiast R-71 stał się
legendą dzięki swojemu drugiemu wcieleniu – jako radziecki M 72.
|
| opinie czytelników
|
![]() |
| Dariusz Materna
Mam Urala M 63 („Uralicę” – jak powiada żona, gdy spędzam za dużo czasu w garażu). JAZDA – niezapomniane wrażenia. W żaden sposób nie przypomina to latania solówką i biada temu, kto o tym zapomni. W najlepszym wypadku wyląduje na przeciwległym pasie ruchu, w gorszym – w rowie lub z koszem na głowie. Pasażer w koszu ma nie mniejsze emocje. Zaczynają się one już przy ok. 30 km/h, gdy razem z koszem wędruje w górę w prawych zakrętach, zenitu sięgają przy 90-100 km/h. TRWAŁOŚĆ. Owszem – nie wyjeżdżam bez kompletu narzędzi i komórki, ale chciałbym podkreślić, że nigdy mnie nie zawiódł. Myślę, że przy odpowiedniej eksploatacji są to maszyny bardzo wytrzymałe. Tym, którzy kupują za wschodnią granicą radzę od razu przeprowadzić generalny remont, aby usunąć wszelkie patenty poprzednich właścicieli. CZĘŚCI ZAMIENNE. Są i na Allegro, i na motobazarach i u osób, które sprowadzają je ze wschodu. Niestety, po jakości można spodziewać się wszystkiego. Dam przykład przygód z regulatorem napięcia. W sumie kupiłem ich trzy, każdy „nowy, prosto ze starych zapasów”. Sprawa zakończyła się przeróbką instalacji elektrycznej i założeniem regulatora od dużego Fiata. FUNKCJONALNOŚĆ. Co roku wiosną, ja i dzieci (12 i 10 lat), po objuczeniu zaprzęgu, jedziemy podziwiać budzącą się bieszczadzką przyrodę. |
![]() |
| Jacek z Białegostoku
Urala M 67 kupiłem w 2000 roku. Pierwszy sezon przejeździłem w „oryginale”. Miałem wtedy dwie większe awarie – posypała się skrzynia biegów (obudowa była krzywa i pękały łożyska na wałkach), a także urwały się śruby mocujące zębatkę dyfra do piasty (śruby z miękkiej stali). Pierwsza zima przyniosła duże zmiany. Motocykl został rozebrany, pomalowany, kilka elementów zostało zmienionych. Poprawiono mankamenty techniczne (szczelność, jakość powłok, śrub, łożyska itd.). Od tej pory awarie w zasadzie nie występowały. Obecnie Ural jest moim drugim motocyklem i używam go dosyć rzadko. Jednak jazda nim zawsze dostarcza mi wielkiej frajdy. Jest to dla mnie swego rodzaju podróż w czasie (oczywiście wstecz). Trzęsie, hamuje słabo, głośno pracuje, ale ma TO COŚ. Może jako pojazd do dojazdów do pracy Ural nadaje się słabo, choćby dlatego, że dużo pali, jest ciężki, duży i nieporęczny. Jednak do sobotniej spokojnej wyprawy po polnych drogach jest to wymarzony motocykl dla fanów klasyki. I to wszystko bardzo tanio. Od kiedy mam Urala, stały obok niego dwa „japońce”, które znalazły już nowy dom. Teraz stoi obok niego Triumph. Nieważne, że modne są diody LED, czy promieniowe zaciski, Ural zawsze jest na czasie i wzbudza masę pozytywnych emocji zarówno u jeźdźca, jak i oglądających. |
Ach, te klasyki! Mają duszę... Bardzo miły w czytaniu artukuł.
Musisz być zalogowany by pisać komentarze! ZALOGUJ SIĘ >
Ta... nie ma to jak klasyki. Nie ważne że nie mają takich bajerów jak współczesne motocykle, nie mają startera, świateł led, nie są tak nowoczesne i nie zawodne, ale to w zasadzie dobrze. Te motory po prostu mają duszę, a to jest najważniejsze. Dzisiejszym motocyklom tego nie stety brakuje. Co do artykułu to jest po prostu świetny. 6/6 dla autora. Eh, mam 15 lat i jestem wielkim fanem takich motocykli. Poczekam jeszcze te 5-8 lat i muszę sobie kupić Dniepra. Inaczej tego nie przeboleje. Gdybym mógł to i teraz bym jeździł takim motocyklem, ale nie poradził bym sobie z jego wagą. Takim motorem trzeba umieć jeździć, szczególnie gdy jest podłączony kosz. A w jeździe solo trzeba mieć trochę siły. Cóż jazda takim motorem to nie to samo co jazda Simsonem, którego obecnie ujeżdżam. Jest ponad 230 kg cięższy