Motocykl poleca:

Ducati Monster 1200 S: Kolejne wcielenie

Poleć ten artykuł:

Szef Ducati Claudio Domenicali zaprosił nas na przejażdżkę nowym Monsterem 1200 S. Dreszcz emocji był jak najbardziej na miejscu, bo mieliśmy zetknąć się z najmocniejszym Monsterem wszech czasów.  

Maszyna sprawia wrażenie bardziej przestronnej. Kanapę wyposażono w dwustopniową regulację wysokości, a prawa pięta w typowy dla Monsterów sposób wali o kolektor. Zobacz całą galerię

Nawet rzecznik Ducati David James był zdziwiony, bo od wiosny zeszłego roku, kiedy to Claudio Domenicali został mianowany szefem Ducati, jego terminarz pęka w szwach, spotkanie goni spotkanie. Jeszcze dzień wcześniej miał wątpliwości, na szczęście Claudio zdołał wygospodarować dla nas kilka godzin. Nasze spotkania to już pewna tradycja, dlatego zawsze przebiegają według schematu: boss przybywa jak zwykle z ważnego spotkania, szybko wita się z nami i wskakuje na przygotowaną wcześniej do jazdy maszynę. Od tego momentu trzeba mocno się natrudzić, by dotrzymać mu kroku.

Krótka jazda testowa

biegnie z leżącej na peryferiach Bolonii fabryki Ducati w pobliskie góry. Koło południa w niewielkiej restauracji dyskutujemy o motocyklu. Reguły są takie, że szef Ducati dosiada nowej maszyny, a ktoś z redakcji towarzyszy mu na jednym z aktualnych modeli. Claudio Domenicali jest nie tylko miłośnikiem motocykli, ale też uwielbia ostro odkręcić. Dlatego cieszę się, że trasa naszej wycieczki jest znana z góry. Dzięki temu mogę się przygotować na pokonanie zaprojektowanego z rozmachem ronda bez zaznaczonych pasów ruchu, znajdującego się nieopodal zakładów Ducati. Jak to na południu Europy, panuje tu wolna amerykanka, czyli nie ma mowy o jeździe zgodnej z przepisami.

Zwinna maszyna śmiga po rondzie, jakby nigdy nie robiła niczego innego. Bez wątpienia ułatwia jej to fakt, że wyświetlacz jaskrawożółtym sygnałem informuje o niebezpieczeństwie oblodzenia nawierzchni. W Bolonii jest bowiem zimno, i to cholernie, ponadto na asfalcie zdarzają się mokre odcinki – pozostałość po porannej mgle. Pędzący przede mną Claudio dosiada najnowszego Monstera 1200 w wersji S, a więc z zawieszeniami Öhlinsa, wypasionymi hamulcami, elementami z karbonu i 145-konnym (o 10 KM mocniejszym niż w wersji podstawowej) silnikiem. Ten piec ciągnie jak sam diabeł, podczas każdego ostrego sprintu unosząc przednie koło.

Lizanie cukierka przez szybę

Niestety, nie było mi dane pojeździć tym sprzętem, mogłem się jedynie do niego przymierzyć. Pod względem ergonomii w porównaniu z Ducati 796 wyczułem wyraźny postęp – końcówki kierownicy są ulokowane wyżej i mniej w dół je zagięto. Maszyna zaś sprawia wrażenie bardziej przestronnej. Kanapę wyposażono w dwustopniową regulację wysokości, a prawa pięta w typowy dla Monsterów sposób wali o kolektor.

Tagi: Ducati Monster 1200 | testy

Oceń artykuł:

4.7

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij