Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Ducati Monster 796 – oddech wulkanu

W czasie, gdy islandzki wulkan przyziemił samoloty, we Włoszech, w Toskanii, miała miejsce premiera najnowszego Ducati – Monstera 796. Dukat i wulkan – to skojarzenie na pewno nie jest przypadkowe.

Ranek w Toskanii jest ciepły i nieco mglisty. Przed budynkiem, w którym znajduje się muzeum firmy Ducati, stoi rząd Monsterów 796. Mimo woli szukam na nich śladów pyłu wulkanicznego.

Ten bike powstał z połączenia rozwierconego silnika Monstera 696 i podwozia Monstera 1100. Wszyscy pracownicy Ducati mają na nosach okulary przeciwsłoneczne, są ubrani w firmowe stroje i jak jeden mąż stoją luzacko, trzymając ręce w kieszeniach. Wyglądają cool, tak samo jak Monstery 796, których chwilę później możemy dosiąść.

Pierwsze wrażenie jest ekscytujące – kierownica dobrze leży w dłoniach, z obu tłumików dobywa się stanowcze i zdecydowane dudnienie. Gdy jedynka jest już zapięta, a stopy spoczywają na podnóżkach, staram się zdefiniować ten motocykl: sportowy, aktywny, o przewidywalnym zachowaniu...



Sprint po obrotach
Biker ma wrażenie, jakby przed kierownicą nic już nie było, jakby motocykl kończył się właśnie na niej. Skąd to się bierze, skoro kąt główki ramy Monstera wynosi 66°? Otóż stąd, że oś koła, widelec i kierownica leżą prawie w jednej linii. Jeździec nie widzi płaskiego jak naleśnik reflektora, elegancka miniowiewka jest niewiele większa od dłoni, a kokpit ze słabo czytelnymi wskazaniami sprawia wrażenie, jakby zbiegł się w praniu. Nie ma inaczej – trzeba się przyzwyczaić.

Toskania ma dla motocyklistów fantastyczne drogi: piękne agrafki i szerokie łuki, połączone krótkimi prostymi, na których maszyna i tętno bikera znacznie przyspieszają. Silnik Desmodue jest tu w swoim żywiole. Chłodzony powietrzem i olejem V2 wykazuje wiele podobieństw do serducha Hypermotarda. W Monsterze 796 generuje on jednak 87 KM, czyli o 9 KM więcej. Airbox i wydech są większe, inne są też mapy zapłonu.

Już po pierwszym daniu w palnik wiadomo, że Monster jest 796 maszyną wypełniającą lukę między ewentualnym deficytem mocy w „696” a jej nadmiarem w „1100”. Silnik pracuje miękko i dostarcza życiodajnych wibracji – dokładnie takich, jakich można oczekiwać od sportowego widlaka. Nie ma wątpliwości, że przelot przez cały zakres obrotów sprawia mu tyle samo radości, co jeźdźcowi. „796” już od 3000 obr/min pracuje bez szarpnięć, najlepszy zakres do szosowych szaleństw to 4000-6000 obr/min. Da się wycisnąć nawet 9000 obr/min.

Ten V2 zadowoli każdego: od kolesi upajających się podziwianiem krajobrazów i jazdą w spacerowym tempie, po kochających pulsujące w żyłach potoki adrenaliny ulicznych wymiataczy. Na szosie nikomu nie zabraknie mocy.

„796” wypełnia lukę nie tylko pod względem walorów silnika. Wersja podstawowa kosztuje 41 900 zł (z ABS-em – 44 900 zł), tzn. jest o 6000 zł tańsza od Monstera 1100, dysponując porównywalnym zestawem technicznych smaczków, wśród których wymieńmy jednoramienny wahacz i lekkie aluminiowe felgi ze szprychami w kształcie litery Y. W porównaniu z mniej zaawansowanym Monsterem 696, maszyna ta jest o 5000 zł droższa, czyli również cenowo wstrzeliwuje się w środek między „696” a „1100”.


     
Zero przyjemności dla oka: wskazania kokpitu są słabo czytelne z powodu za małych cyferek. Urodą też nie grzeszy.
Chłodnica oleju na pewno nie sprawia wrażenia, jakby dorabiano ją po zbudowaniu maszyny. Kolejna pochwała za stylistykę. Miły dla ucha gang silnika i większy moment obrotowy
to zasługa zaworu w wydechu.

Oddech zimy
Wróćmy jednak na drogi Toskanii. Są tam miejsca z asfaltem cienkim jak skóra niemowlęcia, a czasem jest on w takim stanie, jakby ktoś go specjalnie pokruszył – w ten sposób pozdrawia nas miniona zima. Sportowo zestrojone zawieszenia zapewniają dobry feedback, ale przenoszą na jeźdźca każdą zmianę nawierzchni. Komfort pozostawia więc trochę do życzenia. Ale przecież w nakedach o sportowych genach nie ma prawa to dziwić. Trzeba się przyzwyczaić i tyle.

Wystarczy, że zobaczysz tę maszynę w salonie, a wyobraźnia podsunie ci obraz niedzielnego poranka, kiedy ulice są puste, a jedynym dźwiękiem, który dociera do uszu, jest basowa muzyka wydechów i airboxu, gdy nad głową rozciąga się błękitne niebo, a w lusterkach znikają kolejne wyprzedzone pojazdy. Chociaż z tymi lusterkami to tak nie do końca, bo oprócz łokci nie za wiele w nich widać.

Dukat 796 jest bez wątpienia maszyną, która dowodzi, że może być czymś więcej niż tylko środkiem transportu. Dlatego nie można mieć mu za złe, że jest nieco uparty podczas skręcania, że słabo hamuje tyłem, że zapina biegi z szarpnięciami i że na wybojach i innych nierównościach zbiornik paliwa od czasu do czasu wyprowadza cios w słabiznę bikera.


   
Proste równanie matematyczne: radialne czterotłoczkowezaciski + ABS = efektywne hamowanie
Wymyślny jednoramienny wahacz z aluminium, wydech ze stali nierdzewnej,felgi aluminiowe ze szprychami w kształcie litery Y – jest na czym oko zawiesić.

Parada kolorów
Na koniec informacja, która powinna dać do myślenia konkurencji. Monster 796 występuje w przyrodzie w trzech podstawowych malowaniach, ale za umiarkowaną dopłatą można zamówić u producenta tuning kolorystyczny – biker sam wymyśla malowanie swojego sprzęta. Firma oferuje bowiem 10 zestawów kolorystycznych ekstra. Można je wykorzystać do uatrakcyjnienia dwu osłon zbiornika paliwa, błotników i nakładki na siedzenie pasażera. Oczywiście koloru pyłu wulkanicznego nie ma w ofercie.
 

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    W czasie, gdy islandzki wulkan przyziemił samoloty, we Włoszech, w Toskanii, miała miejsce premiera najnowszego Ducati – Monstera 796. Dukat i wulkan – to skojarzenie na pewno nie jest przypadkowe.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 07:00:48