Motocykl poleca:

Europejskie superturystyki: bokser na deskach

Poleć ten artykuł:

Zaliczone w trzy dni góry, morze i jedno z największych miast Europy, czyli przelot od wschodnich Pirenejów do Barcelony w siodłach BMW R 1200 RT i Triumpha Trophy 1200 SE.

Zobacz całą galerię

Stoimy przy BMW R 1200 RT i Triumphie Trophy SE. Jesteśmy w leżącym u stóp Pirenejów francuskim miasteczku Prades. Pokryty śniegiem szczyt du Canigou (2785 m n.p.m.) zachęcająco do nas mruga. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wspiąć się na przełęcze, na drugą stronę gór leżącą już w Hiszpanii. Zaraz po wciśnięciu przycisku rozrusznika bawarski bokser budzi się do życia z ochoczym poszczekiwaniem. Fakt, jego silnik, który od 2010 roku ma rozrząd DOHC, dzięki zaworowi w wydechu brzmi naprawdę mocno: już nie przypomina zmywarki do naczyń. Trzeba jednak przyznać, że piękniejszy, bardziej ochrypły gang (plus bardziej wyważona charakterystyka mocy) zawsze był mocną stroną angielskich trzycylindrowców. Ten najmłodszy nie jest wyjątkiem.

135 : 110 KM

Triumph od podstaw zaprojektował silnik o pojemności 1215 cm3. Wymyślono go, aby pracował w turystycznym enduro (Tiger Explorer) oraz w maszynie turystycznej – Trophy SE. Rozwija moc 135 kucy. Tymczasem BMW R 1200 RT wyciska z boksera o pojemności 1170 cm3 110 KM. Jeszcze kilka lat temu to było coś, ale dziś są już lepsi. Jednak Trophy to nie tylko moc – ma do zaoferowania jeszcze komfort, elektrycznie regulowane zawieszenia i również przyciskiem zmienianą wysokość szyby. Do tego napęd wałem, seryjne kufry, rozbudowany pod względem funkcji komputer, tempomat oraz nagłośnienie. Jeśli chodzi o wypas wyposażenia seryjnego, Triumph zostawił w tyle beemkę…

Niestety, także pod względem masy: Trophy SE waży aż 317 kg. A trzeba dodać, że nie doliczyliśmy opcjonalnego topcase’a. Ertek jest o 35 kg lżejszy: w prawie kompletnym wyposażeniu waży 282 kg. To odczuwa się przede wszystkim na parkingu – manewry ertekiem są o wiele łatwiejsze. W razie „W” podczas podnoszenia do pionu dodatkowe kilogramy dają się we znaki, tym bardziej że środek ciężkości Trophy jest dość wysoko. Czyli najpierw trudno go podnieść, a potem człowiek odnosi wrażenie, że motocykl chce się przewrócić na drugą stronę.

Łatwo ogarnialny kloc

Wyjeżdżamy. Skrzynia biegów beemki pracuje gorzej. Potrzebuje mocniejszego kopnięcia, a zapięciu jedynki towarzyszy mocniejsze i głośniejsze uderzenie. W Triumphie biegi wchodzą lżej. Następna (miła) niespodzianka nie każe na siebie długo czekać – Angole znakomicie wyważyli Trophy. Czuć to już podczas ruszania. Wielka maszyna startuje równo jak po sznurku. Trophy śmiga po winklach z niepojętą wręcz zwinnością. Mimo takiej masy w złożenia wchodzi z dziecięcą łatwością i niesamowitą lekkością. Do tego niezachwianie i precyzyjnie trzyma tor jazdy. Zachowuje całkiem niezłą precyzję prowadzenia, nie pozwala wytrącić się z równowagi, korekty przyjmuje z wdzięcznością, wszystko to, czego sobie zażyczysz, wykonuje jeden do jednego. Nie wzbrania się przed złożeniami, ale też nigdy nie składa się bardziej niż zaplanujesz. Do tego dochodzi dobra przyczepność seryjnych kapci Pirelli Angel ST. Wszystko to wzbudza bardzo duże zaufanie podczas jazdy. Trudno było podejrzewać o to takiego ciężkiego kloca.

Tagi: bmw R 1200 | BMW R 1200 RT | Triumph | Trophy 1200 SE

Oceń artykuł:

2.7

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij