Motocykl poleca:

H-D FLHTC Electra Glide Classic 2004 (cz. 3)

Poleć ten artykuł:

No i co, niedowiarki? Jakby wbrew wam, Electra Glide bez najmniejszych oznak zmęczenia zaliczyła test na 25 000 km.
Zobacz całą galerię

Podsumowanie testu długodystansowego Electry nie jest sprawą łatwą, bo o czym pisać w przypadku maszyny, która praktycznie się nie psuje. Motocykl nawijał kolejne tysiące kilometrów (patrz: cz. 1 w MOTOCYKLU 2/2004, cz. 2 – 6/2004), domagając się w zamian jedynie paliwa i pamiętania o sprawdzaniu poziomu oleju. Jego zużycie nie jest wprawdzie duże, ale lubiący szybką jazdę nie mają co liczyć, że między przeglądami unikną dolewek.

Electra Glide to komfortowy krążownik turystyczny, który dostarcza niesamowitej frajdy. Trzeba jednak powiedzieć, że ten motocykl ma swój charakterek! Skoro mamy do czynienia z amerykańskim klasykiem, to można się spodziewać, że zawieszenie będzie miękkie jak tapczan, i takie też jest. Z jednej więc strony, jazda przypomina podróż na latającym dywanie, ale z drugiej, trzeba być przygotowanym na to, że pokonując kręte i wyboiste odcinki trzeba będzie znacznie zwolnić. W przeciwnym razie bankowo pojawią się kłopoty z utrzymaniem toru jazdy. W koleinach Electra żyje własnym życiem, ale nie trzeba zaraz wpadać z tego powodu w panikę, bo maszyna bardzo chętnie reaguje na wszelkie polecenia jeźdźca, toteż z korektą toru jazdy nie będzie żadnych problemów. Na gładkich szosach pokonywanie ciasnych łuków daje dużo frajdy, trzeba tylko pamiętać o dwóch rzeczach. To bardzo ciężki motocykl, należy więc zawsze brać poprawkę na jego bezwładność. Co prawda, dohamowanie już w złożeniu jest możliwe i bezproblemowe, ale pod warunkiem, że mówimy o niewielkich korektach prędkości. Druga sprawa to limit pochylenia w zakrętach, z lewej strony wyznaczany przez boczną podstawkę, z prawej – przez podłogę. Jednak jak na maszynę o tych gabarytach i masie, swoboda pochylania w zupełności wystarcza, by poczuć pełną satysfakcję z jazdy.



     
Pokładowy system audio z odtwarzaczem CD to dodatkowy atut Elektrowni. Dzięki bagnetowi, z kontrolą poziomu oleju da sobie radę chyba nawet dziecko. 
Skuteczność hamowania do przyjęcia, siła nacisku na klamkę – już mniej. 

Przejdźmy do hamulców. To prawda, że są o niebo lepsze od tych poprzedniej generacji, nadal jednak wyraźnie ustępują japońskiej lub europejskiej konkurencji. Wszystko to razem powoduje, że podążając bocznymi drogami najprzyjemniej podróżuje się w relaksacyjnym tempie do 100 km/h. Silnik pracuje wtedy bardzo spokojnie, wskazówka obrotomierza oscyluje w okolicach 2000 obr./min. Można zająć się podziwianiem widoków i płynnym surfowaniem po winkielkach. Pomaga w tym wszystkim mocny dół elastycznego silnika i odprężona pozycja na wygodnej kanapie. Przy takiej jeździe zużycie paliwa nie przekracza 5,3 l/100 km.

Gdy zechcesz wykorzystać Electrę zgodnie z tym, do czego najlepiej się nadaje, czyli do przejechania paru setek kilometrów po autostradach i drogach szybkiego ruchu, utrzymanie 140-160 km/h nie stanowi najmniejszego problemu. Utarta opinia, że Harley nie lubi szybkiej jazdy bierze w ten sposób w łeb. Po zamontowaniu tuningowych tłumików Screamin’ Eagle prędkość maksymalna zbliża się do 180 km/h. Silnik kręci wtedy 4500-4600 obr./min. Jego wibracje stają się wyraźne, a dźwięk wydechu zamienia się w donośny grzmot. Przy 160 km/h silnik kręci 4200 obr./min. Zważywszy że czerwony zakres obrotomierza zaczyna się przy 5500 obr./min, nie musimy się obawiać o kondycję potężnego widlaka. Podczas szybkich przelotów zużycie paliwa wzrasta do prawie 8 l/100 km. Ochrona przed wiatrem, jaką daje szeroka owiewka Bat Wings wraz z szybą, pozwala bez zmęczenia pokonywać odcinki autostradowe.


     
Wszystkie trzy kufry zamyka się kluczykiem, który również blokuje stacyjkę. Elastyczne zamocowanie silnika tłumi wibracje, obszerne podesty poprawiają komfort jazdy. 
Dzięki dodatkowym reflektorom, maszyna jest dobrze widoczna w ruchu ulicznym.  

Gdy zobaczysz na szybie pierwsze krople deszczu, natychmiast zapomnij o szybkiej jeździe. Taktyka na mokrej nawierzchni jest prosta: mało gazu i wzmożona czujność. Szczególnie wredny w tych warunkach jest tylny hamulec, którego działanie można opisać krótko: albo nic się nie dzieje, albo koło staje w miejscu. Na początku mojej przygody z Electrą motocykl miał zamontowaną wysoką szybę, jednak szybko zdecydowałem się na powrót do standardowego rozmiaru. Wysoka szyba zapewnia większy komfort, czyli zero szumów, ale z niższą motocykl jedzie stabilniej i w czasie deszczu można patrzeć ponad krawędzią szyby.

Electra Glide nie ma ze mną lekkiego życia. Jej rola nie ogranicza się do długich turystycznych eskapad. Motocykl pełni równie ż codzienną służbę, torując sobie drogę w wielkomiejskiej dżungli. I w tej roli radzi sobie zupełnie nieźle. Fakt, potężna maszyna nie da rady wcisnąć się w każdą luk ę, ale swą masą i grzmotem wydechu budzi respekt, więc współuczestnicy ruchu starają się nie przeszkadzać przeciskającej się przez korki błyszczącej kupie żelastwa. Atutem w ruchu miejskim są szeroko rozstawione, zapewniające doskonałą widoczność lusterka. Drugi mocny punkt to niskie, choć wyższe niż w innych Harleyach położenie środka ciężkości oraz niewielka w porównaniu z bezpośrednią konkurencją wysokość siodła. Cechy te sprawiają, że w swojej kategorii Electra Glide może uchodzić za wzór poręczności. Jedyne, do czego Electra w ogóle się nie nadaje, to jazda po drogach gruntowych. Jeśli nie da się ich uniknąć, trzeba szutrowe odcinki pokonywać powoli i ostrożnie.



 

Tagi: Harley-Davidson | FLHTC | Electa Glide | Classic | test długodystansowy | część 3

Oceń artykuł:

2.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij