Motocykl poleca:

H-D Street Bob SE i Yamaha XVS 1300 Custom: Królowie życia

Poleć ten artykuł:

Czasami trzeba się oderwać od codzienności, zwolnić tempo i popatrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy. Maszyny w stylu easy rider doskonale się do tego nadają.

H-D Street Bob SE i Yamaha XVS 1300 Custom Zobacz całą galerię

Jeśli masz dość codziennego kieratu, czyli wyścigu z czasem i nieustannej pogoni za wszystkim – od szybkiego śniadania, przez kilka spóźnionych spotkań, po kolejkę do kasy w supermarkecie – powinieneś spojrzeć na świat z zupełnie innej strony. Nam wystarczyły do tego dwa choppery – Harley-Davidson Street Bob w specjalnej wersji oraz Yamaha XVS 1300 Custom. Wsiadasz na któregoś z nich i czas zaczyna płynąć jakby wolniej. Teraz wszystko możesz, ale nic nie musisz.

Przednie koło Yamahy ma średnicę 21 cali, z kolei w Harleyu jest ono o 2 cale mniejsze. Sylwetki obu maszyn mogą się podobać – jest długo i nisko. Dobre wrażenie robią też pochylone widelce oraz małe, okrągłe lampy. Yamaha nieco traci, gdy się jej zaczniesz przyglądać. Dotyczy to szczególnie przełączników na kierownicy, lusterek oraz wydechu. Rozumiem, że czarny mat to zło, ale tutaj przesadzili. Urodą nie powala też zegar z plastikową chromowaną osłoną oraz wykonana z tworzywa osłona w okolicach główki, która ma imitować aluminiową ramę. Wątpliwości budzą spore okrągłe kierunkowskazy, które przy tylnej lampie na LED-ach, przypominającej tę z MT-09, wyglądają jak z innej bajki.

W Harleyu wszystko to wygląda zdecydowanie lepiej. Konsola na zbiorniku paliwa, lusterka i mostki na kierownicy w gustownej czerni, a do tego poważniej wyglądająca kierownica oraz przedni widelec (z goleniami o średnicy 49 mm, w XVS-ie – 41 mm). Mistrzostwem świata są tylne kierunkowskazy, które pełnią również funkcję świateł pozycyjnych i stopu. Wygląda na to, że w Milwaukee wiedzą, co robią.

Serce jak dzwon
W obu V-twinach nie będziesz narzekał na brak kopa, a z drugiej oba wyraźnie lubią bezstresowe turlanie się na najwyższym biegu. Przy czym silnik Yamahy ma o prawie 400 cm3 mniejszą pojemność. Z tego powodu bardziej lubi obroty i zdecydowanie mniej się męczy kręceniem pod odcinkę. A to w połączeniu z pięciobiegową, dość precyzyjną skrzynią oznacza, że sprinty spod świateł to sama radość. Jednak Japończycy zadbali, żebyś się zbytnio nie wkręcił w taki klimat. Na pokładzie nie znajdziesz ani obrotomierza, ani wyświetlacza zapiętego biegu. To nie zmienia faktu, że na dwójce Yamahę możesz rozbujać do 140 km/h. A śmiganie z trzycyfrowymi prędkościami zaczynającymi się od cyfry 2 ograniczają silna wola oraz wytrzymałość mięśni karku, ramion oraz ud.

Prowadzenie i hamulce to mocne strony Yamahy. Z kolei silnik i styl to domena Harleya. Sam musisz wybrać, na czym bardziej ci zależy.

Przy ostrzejszym traktowaniu silnik XVS lubi łyknąć: przekroczenie 9 l/100 km nie jest wyczynem. Tak czy siak – największą przyjemność poczujesz w czasie leniwej przejażdżki z prędkościami nieprzekraczającymi 120 km/h. Wtedy spalanie spada do ok. 5 litrów, a irytować może wyłącznie taka sobie elastyczność silnika. Piątkę najlepiej wbić dopiero gdy wskazówka pokazuje 80 km/h. Poniżej silnik szarpie i wyraźnie się męczy.

W tym temacie miło zaskakuje Harley. To zasługa kilku elementów. Po pierwsze, ma silnik o większej pojemności (1690 : 1304 cm3), po drugie, wiąże się ona z wyższym momentem obrotowym (134 : 103 Nm; w obu przypadkach przy 3000 obr/min), a po trzecie ma sześciobiegową skrzynię. To wszystko oznacza, że nawet na ostatnim biegu możesz zwolnić do 60 km/h, a następnie płynnie przyspieszyć bez redukcji.

Silnik Harleya jest przy tym bardziej nieokrzesany niż chłodzona cieczą jednostka napędowa Yamahy. Cylindry rozchylone pod kątem 45O i soczysty dźwięk z wydechu grają kapitalną muzykę dla uszu. Na niskich obrotach trzęsie się jak mokry pies, gubiąc czasem obroty. „On żyje!” – chciałoby się krzyknąć (i to mimo zasilania wtryskiem). Muszę się przyznać, że mam słabość do dźwięku wysoko kręconego silnika z Milwaukee.

Niestety, Harry mniej żywiołowo wkręca się na obroty niż Yamaha. Skrzynia pracuje klasycznie, czyli kolejne przełożenia zapinasz twardo i z głośnym „klong”. Japończycy zrobili to lepiej. Co ciekawe, wyświetlacz LCD na konsoli ma funkcję obrotomierza i wskaźnika zapiętego biegu. Street Bob mimo większej pojemności nie pali wcale więcej: przy spokojnym traktowaniu zejdziesz ze spalaniem ciut poniżej 5 l/100 km. Oczywiście, im ostrzej, tym więcej. Skrzynia jest krócej przełożona (Street Bob na dwójce rozpędza się do 120 km/h). Pozycja za sterami mimo niższej kierownicy (typu dragbar) jeszcze mniej niż na Yamasze sprzyja przelotom z prędkościami autostradowymi.

Tu nie ma przeproś – zapominasz o pośpiechu i bierzesz wszystko na spokojnie. Tyle tylko, że jeśli masz raczej krótkie nogi, Harley nie przypadnie ci do gustu – podnóżki wysunięto tu bowiem daleko do przodu.

Tagi: porównanie | Street Bob | Yamaha | custom

Oceń artykuł:

4.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij