Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.1

HONDA Hornet 600 (ABS) vs KAWASAKI Z 750 (ABS) vs TRIUMPH Street Triple

Z dwoma kumplami wystawiamy bike’i z garażu: Hondę Hornet 600 (ABS), Kawasaki Z 750 (ABS) i nowiutkiego Triumpha Street Triple’a. To sprzęty dla gości, którzy dodają do kawy paliwa lotniczego, żeby dawała odpowiedniego kopa.

Czterocylindrowa Honda, z silnikiem o pojemności 599 cm3, jest najmniejsza w stawce, Triumph Street Triple (675 cm3) to jej środek, a Kawasaki Z 750 – górna granica. Jak się później okaże, to porównanie zaprzecza tym, którzy twierdzą, że nie ma jak pojemność.

Po odpaleniu na zimno jednostka Hondy kręci 2500 obr/min. To dużo jak na wolne obroty. Dlatego podczas wrzucania jedynki słychać głośny trzask. Na pierwszych metrach silnik Kawy cierpi na czkawkę i nieprecyzyjnie reaguje na gaz. Czkawka niknie po przejechaniu pół kilometra. A Triple? Nie tylko pięknie brzmi po naciśnięciu rozrusznika, ale też od pierwszej sekundy znakomicie reaguje na gaz.

Wyjeżdżamy na zatłoczone ulice miasta. O w mordę, czyżby poprzednikiem ważącego 190 kg Triple’a był rower? Motocykl reaguje na najdelikatniejszy ruch kierownicą, na najlżejszy balans ciałem. Mam wrażenie, że jestem nie na ulicy, lecz na torze z blaszanymi beczkami, które trzeba ominąć. Promień skrętu jest na tle konkurencji wyjątkowo mały, szczególnie po przesiadce z Hondy. Wydaje mi się, że Triple’em mógłbym bez podpórki kręcić kółka nawet na kratce studzienki kanalizacyjnej. Kolejne różnice w porównaniu z Triumphem – na Hondzie siedzi się bliżej kierownicy, zbiornik paliwa jest dłuższy, a kierownica nie leży tak sportowo w rękach. Najgorsza przy wciskaniu się w luki między samochodami jest ważąca 232 kg Kawa Z 750. Biker ma poczucie słabego kontaktu ze sprzętem, nie jest z nim tak zintegrowany, jak z Triumphem. W miejskim slalomie Kawasaki reaguje nieco bardziej ociężale od rywali.

Na końcu prostej mamy zakręt w prawo. Zobaczmy, kto przejdzie go pierwszy. Na budzikach całej trójki błyskawicznie pojawia się setka. W Kawasaki i Triumphie po 3,7 sekundy, Honda jest o 0,2 s szybsza i skręca pierwsza. Ale – zgódźmy się – to żadna przewaga. 2-metrowy dystans łatwo odrobić choćby na hamowaniu. Ważniejsza od tych ułamków sekundy jest przyjemność, jaką sprawiają silniki. Wykresy mocy nie wskazują większych różnic. U Triumpha zmierzyliśmy 104 KM, w Kawie – 103, a w Hondzie – 100 KM. Jeśli za ostateczne kryterium przyjąć moc, kolejność będzie oczywista. Ale w tym przypadku praktyka zaprzecza teorii. Mimo że przewaga mocy Street Triple’a jest symboliczna, a właściwie żadna, rywale stale oglądali jego tylną lampę. Nie było na niego mocnych – i w trakcie przyspieszania w szczycie zakrętu, i w śmiganiu od jednego zakrętu do drugiego, i na niskich, i na maksymalnych obrotach. Triple zawsze natychmiast reagował na gaz. Robił to tak szybko, jak w dawnych czasach, gdy w gaźnikach budziły się do życia pompki przyspieszaczy. Triple szarpie łańcuchem i błyskawicznie wkręca się na 12 500 obr/min, czyli do momentu, gdy do akcji wkracza ogranicznik. Pierwsza klasa! Tych zachwytów na pewno nie podzieli pasażer. Zwłaszcza gdy biker – ostro przejeżdżając przez zakręty – raz po raz dodaje gazu i go przymyka. Tylko ci, którzy wykażą mnóstwo dobrej woli, uznają reakcje na zmianę obciążenia za przydatny każdemu trening mięśni brzucha i rąk pasażera.


 
Oba czterocylindrowce pod tym względem stawiają mniejsze wymagania. W Triumphie przepustnicą steruje linka. Japończycy stosują system z dwiema przepustnicami, z których pierwsza jest sterowana linką, a za pracę drugiej odpowiada silnik krokowy. W ten sposób uzyskali bardzo miękką reakcję na gaz, doskonale nadającą się do motocykli turystycznych. Ale przecież w dzisiejszych czasach większość stawia na kino akcji. Kawa i Hornet pracują jak na przyspieszonym filmie, mimo to ich reakcje można przewidzieć. Street Triple jest szybszy, co pozwala mu wygrywać pojedynki.

W ocenie przyjemności z jazdy, silnik Hondy, mimo najmniejszej pojemności, zajął w naszym teście drugie miejsce. W porównaniu z Kawą znakomicie reaguje na gaz i błyskawicznie kręci do 10 300 obr/min. Jednak między 5000 a 8500 obr/min denerwują delikatne wibracje, pojawiające się szczególnie przy jeździe ze stałą prędkością. Najbardziej rozczarował nas silnik Kawy. Bo wprawdzie pracuje miękko, ale moc pojawia się mniej spontanicznie. I nie potrafi odjechać Triumphowi. Z powodu długiego przełożenia Z 750 przekazuje przy równej prędkości tyle samo KM na tylne koło, co Street Triple. A przecież ten ostatni jest o całe 42 kg lżejszy.

Po przerwie na kawę nadchodzi czas powrotu. Wracamy przez plątaninę zakrętów, na której maszyny muszą znaleźć swój idealny tor. Tutaj również wyraźnie dominuje Triple. Jeździec ma poczucie jedności z motocyklem. Siedzi tak blisko główki ramy, że staje się wprost częścią maszyny. Rzadko który motocykl daje się tak precyzyjnie i bez wysiłku prowadzić. Wchodzenie w zakręt, przejazd przezeń, wyprostowanie i dodanie gazu przebiegają z takim wdziękiem, jak w tańcu. A hamulce? Trwałe, doskonale dozowalne, z wyraźnym punktem zadziałania; oprócz ABS-u niczego nie brakuje. Podwozie? Zestrojenie widelca to bardzo dobry kompromis: jest komfortowe, a mimo to wystarczająco sztywne, aby umożliwić sportową jazdę. Jedynie miękko zestrojony amortyzator zgłasza bunt podczas jazdy z pasażerem.



Podsumowując, 675 cm3 Triple’a wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Trzy cylindry o potężnym momencie obrotowym na niskich obrotach, chętne wchodzenie na obroty, praktycznie natychmiastowa reakcja na polecenia rolgazu, na dodatek znakomite brzmienie. Honda i Kawasaki musiałyby stanąć na uszach, aby dorównać Triple’owi.

Podobnie jak w ocenie silnika, podwozie Hondy umieściliśmy także w środku stawki. Ten sprzęt wprawdzie precyzyjnie pokonuje zakręty, ale nie daje się prowadzić tak łatwo i przyjemnie, jak Triumph. Widać to, gdy tylko się go dosiądzie – pozycja jeźdźca jest mało aktywna. Mimo że widelec i amortyzator nie pracują tak czule, to jednak zawieszenie Horneta pozostawia wrażenie dobrze wyważonego, radzącego sobie zarówno ze sportowym stylem, jak i z jazdą z pasażerem. Zaufanie budzi ABS. Mimo niezbyt wyraźnego punktu zadziałania, hamulec jest bardzo dobrze dozowalny i spodoba się także początkującym.
Co można powiedzieć o podwoziu Kawy? Brak powodów do zachwytu. Oceniany pojedynczo Z 750 zawsze będzie dynamicznym motocyklem. Praca widelca jest jednak wyraźnie gorsza niż u dwóch konkurentów. Podwozie Z 750 jest trochę za sztywne i na następujących jedno po drugim nierównościach tylne koło podskakuje. Jego hamulce, z brutalnie reagującym ABS-em, nie dają się tak precyzyjnie dozować, jak w Hondzie.



Co jeszcze? Na przykład to, że zawsze trochę się rozmija z idealnym torem jazdy. Niewykluczone że część winy za to trzeba przypisać oponom Dunlop Qualifier, które nie współpracują tak dobrze z podwoziem, jak np. w Triumphie. Jednak podczas niezbyt długiego przelotu Kawa Z 750 nie zniknie z lusterka. Tyle że jazda na niej to coś jakby przebijanie się przez mgłę, podczas gdy na Street Triple’u panuje pogodny dzień.

Jest godzina 21.45, koniec jazd testowych. Trzej bikerzy zjeżdżają na parking. Wszyscy mówią to samo – było czadowo, nie zabrakło dynamiki, tańca z pochylaniem oraz walki z przyspieszeniami i hamowaniami. Jak pięknie można spędzić czas! Nagle jakiś mędrzec zaczyna przynudzać z boku, że we wszystkich testowanych sprzętach osłona przed wiatrem to żart, że brakuje prawdziwej kanapy, na której można bez bólu wytrzymać kilka godzin, że nie ma bagażnika itp. Trzej jeźdźcy testowi odwracają się do niego plecami i odchodząc myślą, że zawsze znajdzie się jeden upierdliwy. Bo przecież bez tych dodatków można żyć. Ale taki już jest świat. Dla jednych życie bez przygód nie ma sensu, inni muszą mieć złoty sedes.


1

Honda Hornet 600. Ocena najlepszego przyjaciela podczas codziennej jazdy i znakomity ABS zapewniły mu zwycięstwo w tym teście. Te argumenty wystarczyły, mimo że pod względem dynamiki jazdy Hornet 600 był gorszy od zdecydowanie najlepszego w tej dziedzinie Street Triple’a.

   Triumph Street Triple. To dynamit, nie motocykl! Nic więc dziwnego, że działa jak narkotyk. Tą maszyną nie można się znudzić. Po prostu obłęd! Trzeba mieć stale napiętą uwagę, bo ten sprzęt ma coś z dzikiego konia, który poniesie, gdy tylko wyczuje, że jeździec popuszcza mu wodze.
3
   Kawasaki Z 750. Niezłe ogólne wrażenie. Jednak ma nieco zbyt łagodny silnik, odrobinę za dużą masę, a i poręczność nie tak dobrą, jak konkurenci. Przydałby się też fajniejszy design. Niemniej trzeba podkreślić, że przegrał rywalizację o włos.


zobacz galerię

Zobacz również:
Podróż na trzech turystycznych maszynach w pięknym krajobrazie Pirenejów – brzmi genialnie. Żeby nie było tak miło, odbędzie się tam pojedynek o tytuł najlepszego turystyka. BMW pragnie zemsty, więc zwycięstwo to kwestia honoru.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij