Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Harley-Davidson Breakout: Nie tylko forsa ważna w życiu jest

Niektórzy mówią, że kupując Harleya płacisz tylko za legendę, a motocykl dostajesz w gratisie. Wolność, emocje i styl – to podkreślają spece od marketingu. Ci kolesie chyba słuchali polskiego rocka – Breakout pasuje tutaj jak ulał.

Zgodnie z nazwą, Breakout wyłamuje się ze schematu. Tylko co to dokładnie znaczy w przypadku Harleya? Według mnie chodzi przede wszystkim o wygląd: ten sprzęt przypomina zbudowanego na zamówienie customa. Goście z Milwaukee twierdzą, że projekt powstał w ich fabrycznym customowym warsztacie CVO (Custom Vehicles Operations) i jest inspirowany latami 60. W każdym razie wygląda nieźle, niczym magnes przyciągając spojrzenia na ulicy i ułatwiając nawiązywanie znajomości.

Niska i długa (2445 mm) sylwetka to klasyka gatunku. Robotę robią sprawiające wrażenie lekkich aluminiowe felgi z 10 cienkimi szprychami oraz tylna opona o szerokości 240 mm. Całość waży 308 kg na sucho. Jeśli o geometrię chodzi, to kąt główki ramy wynosi 55 st., a wyprzedzenie 146 mm.

1690 cm3, 130 Nm i tylna opona o szerokości 240 mm – to robi wrażenie. Tym większe, że miło cię zaskoczy poręczność i stabilność Breakouta.

Podświadomość automatycznie nastawiła mnie na nierówną walkę w zakrętach. Moje zdziwienie było tym większe, gdy stwierdziłem, że ten sprzęt wyłamuje się z tradycji H-D: poręczność i stabilność na winklach zaskoczy niejednego fana chopperów/cruiserów. Jasne – supermoto nigdy z niego nie będzie, ale z drugiej strony nie trzeba regularnie pakować w siłowni, żeby się dobrze bawić na krętej drodze. Tyle tylko, że szpilki podnóżków, a następnie kosa (po lewej) i dźwignia hamulca (po prawej) będą powoli znikać, szlifowane o asfalt.

Znienawidzone wałki?
Dobre wrażenie zrobił na mnie silnik (Twin Cam 103B), mimo że harleyowcy pewnie go znienawidzą za wałki wyrównoważające. Jednak dzięki nim możliwe stało się przykręcenie silnika do ramy z pominięciem silentblocków, co usztywniło konstrukcję. Efektem jest praca płynna, niczym w chopperze „made in Japan” (kolejne złamanie schematu).

79 KM nie wygląda zbyt ambitnie, tym mniej, że taką moc wyciśnięto z pojemności 1690 cm3. Sytuację ratuje moment obrotowy – 130 Nm (to o 15 Nm więcej niż w V-Rodzie i o 19 Nm mniej niż ma Victory Hammer S). Jest dostępny przy 3000 obr/min (V-Rod: 6500 obr/min, Hammer S: 2900 obr/min). Chłodzony powietrzem widlak ma cylindry tradycyjnie rozchylone pod kątem 45 st.

Za dawkowanie mieszanki odpowiadają wtrysk paliwa oraz po dwa zawory w każdym cylindrze. Równie tradycyjny jest ich napęd – wałek umieszczono w bloku silnika i do roboty zapędzono popychacze. Jednostka napędowa nie imponuje elastycznością. Szóstka jest nadbiegiem, tzn. przydaje się przy prędkościach powyżej 80 km/h. Na piątce zaś trudno zejść do 50 km/h. Czyli 1200 obr/min to minimum; poniżej szarpie. Najlepiej bawiłem się, gdy obrotomierz nie schodził poniżej 2500 obr/min. Miejsce dla obrotomierza i wyświetlacza zapiętego biegu znaleziono w panelu LCD analogowego prędkościomierza.

Skrzynia biegów pracuje dość precyzyjnie (na plus w porównaniu np. z Victory Hammerem). Ze spalaniem przy spokojnej jeździe można zejść poniżej 6 l/100 km, ale jeśli pełnymi garściami chcesz czerpać z życia i momentu obrotowego musisz spodziewać się nawet 8 l/100 km.

Nisko zawieszony
Kompromis w zestrojeniu zawieszeń należy do udanych, mimo że są one raczej twarde, a ich skoki niezbyt duże. Sytuację nieco ratuje przednie koło o średnicy 21 cali – dzięki niemu mniejsze dziury nie stanowią wyzwania. Jednak jeśli przeoczysz nierówności, najpierw zabolą nadgarstki, a później kość ogonowa. Z tyłu, jak na Softaila przystało, mamy imitację sztywnej ramy. Poziomo położone amortyzatory ukryto pod skrzynią biegów.

Harry latał nie tylko po mieście. Na trasie, do mniej więcej 140 km/h, jedziesz bez stresu. Pozycja jest całkiem wygodna: trójkąt podnóżki-kierownica-kanapa przy moim wzroście (190 cm) jest OK. Nie wkurzy cię nawet po kilku godzinach jazdy, chyba że zabierzesz drugą połowę. To niezły sprzęt do testowania trwałości związku: jak kocha, to wytrzyma. Bo komfort jest dla pasażera zupełnie obcym słowem.

Deszcz na trasie do przyjemności nie należy. Zagłębienie kanapy z emblematem H-D wygląda całkiem w porządku, ale co z tego, skoro zbiera się w nim woda. Zdecydowana większość społeczeństwa (w tym ja) nie przepada za moczeniem tej części ciała w deszczówce. Do tego ze względu na dość płytki i krótki błotnik cały brud z asfaltu przyjmujesz na twarz i na klatę.  Ale – powiedzą niektórzy – kto przy zdrowych zmysłach będzie wyjeżdżał takim cacuszkiem w deszczu? Wierzę, że znajdzie się garść takich. Tym bardziej że opony Dunlopa całkiem nieźle to znoszą.

Kawał fajnej zabawy
Przyda się informacja, że zgrabna lampa, mimo iż malutka, daje radę po zmroku. Ciekawie wyglądają tylne lampy. Żeby nie psuć linii, zintegrowano je z kierunkowskazami – dzięki LED-om mamy więc 3 w 1. Z zastosowanych w Breakoucie nowoczesnych rozwiązań wymieńmy ABS. Działa on bardzo przyzwoicie i nie wtrąca się zbyt szybko. Gorzej, że hamulce utrzymano w tradycyjnym dla Harleya stylu (czytaj: nie wyrywają z butów). Ze względu na rozkład mas i szeroki walec z tyłu kluczową rolę odgrywa prawa stopa. Przedni hebel pełni funkcję wspomagającą. Czyli ani tragedii, ani szału nie ma. Mimo to muszę przyznać, że Breakout zapewnił mi sporą dawkę dobrej zabawy.

Część ekipy z naszej redakcji narzekała na widoczność w lusterkach. Nie podpisuję się pod tym, bo spodziewałem się, że będzie gorzej. W Breakoucie na bank spodoba ci się możliwość zmian funkcji na wyświetlaczu LCD (dwa przebiegi dzienne, licznik, obrotomierz i wyświetlacz zapiętego biegu, zegarek, zasięg) bez odrywania ręki od kierownicy. Natomiast nie przypadnie ci do gustu jakość wykończenia (made in USA), a malowanie ramy wokół główki wręcz woła o pomstę do nieba (szczególnie że jest to sprzęt w customowym klimacie).

Ile kosztuje legenda,
skoro motocykl jest gratis? Breakouta wyceniono na 87 800 zł. Równie amerykański (choć bez takiej legendy) Victory Hammer S to niecałe 69 000 zł. Ale przecież – jak śpiewał zespół Breakout – nie tylko forsa ważna w życiu jest.

110 lat minęło...

Początki nie były łatwe, ale udało się – w 1903 r. William Harley z braćmi Davidson (Arturem, Williamem i Walterem) pokazali pierwszy motocykl Harley-Davidson przeznaczony na sprzedaż. Miał on jednocylindrowy silnik o pojemności 410 cm3. Konstrukcja powstała w szopie o wymiarach ok. 3 x 4 m. Rok 1909 to premiera pierwszego silnika V2. Miał on (a jak!) cylindry rozchylone pod kątem 45 st. Z pojemności 811 cm3 uzyskano moc 7 KM. W 1984 roku powstała rodzina Softaili. Do napędu użyto silnika Evolution o pojemności 1340 cm3. W 1999 r. silniki zmieniono na Twin Cam 88, a w 2000 r. wszystkie Softaile otrzymały zasilanie wtryskiem.

 

mc

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij