Motocykl poleca:

Harley-Davidson FLHRC Road King CL

Poleć ten artykuł:

Gdyby obok siebie stały dwa Road Kingi z 2008 i 2009 roku, w życiu nie odróżniłbym jednego od drugiego. Ale wystarczy przejechać nimi kilkaset metrów, by bez pudła wskazać nowy model.

Zobacz całą galerię

Długo nie mogliśmy w to uwierzyć: Harley-Davidson zmienia wizerunek – jego bike’i przestają być maszynami wyłącznie dla twardzieli i maniaków, mają być także czymś dla zwykłych użytkowników dwóch kółek. Nie wierzyliśmy w to aż do momentu, gdy nowiuteńki Road King stanął pod redakcją.

Wszystkie zmiany kryją się głęboko, z dala od oczu ciekawskich. I dobrze, bo Harley-Davidson ma wyglądać tak jak wyglądał: godnie i dostojnie, kusząc efektownymi detalami wykonanymi z prawdziwej stalowej blachy i kapiący chromami. O tym, że z nowym Road Kingiem ciągle wszystko jest OK, niech świadczą obracające się na jego widok głowy przechodniów i tabuny oglądaczy w każdym z miejsc, gdzie zatrzymał się egzemplarz testowy.

Zero jamnika

Wracajmy do zmian. Weźmy ramę: podwójna, lakierowana na czarno i zespawana ze stalowych rur. Niby nic nadzwyczajnego. Spece z fabryki zapewniają, że jest o prawie 70% sztywniejsza! Rzecz nie do sprawdzenia, więc pozostaje wierzyć na słowo. Ale trasa udowadnia, że coś w tym jest. Nareszcie Road King prowadzi się o wiele precyzyjniej. Jazda autostradą z prędkością 150 km/h nie przypomina biegu zziajanego jamnika, choć rozstaw osi wynosi aż 1625 mm. Zniknęły nieprzyjemne wężykowanie i bujanie, wąskie i najeżone winklami szosy przestały być najczarniejszym ze snów właściciela tego motocykla.

 

 


Do złożenia bike’a potrzeba o wiele mniej siły niż w poprzedniej wersji, a sposób pokonywania zakrętów bardzo pozytywnie zaskakuje. Dźwięk ocierających o asfalt podłóg przywołuje do porządku, choć chciałoby się jeszcze i jeszcze... Road King najgorzej prowadzi się, snując się z prędkościami patrolowymi, na przykład na parkingu. Podczas przeciskania się pomiędzy autami przeszkadza ogromna kierownica, do której chwycenia czasami po prostu brakuje rąk.

Czy pamiętacie, jak przed trzema laty cały świat oszalał nad elektronicznym gazem w Yamasze R6? Dzisiaj „ride by wire” pracuje w Road Kingu! Układ działa znakomicie, a jedyną zauważalną różnicą jest jednakowa w całym zakresie siła potrzebna do obrócenia rączki.

 

 


Dopiero wyjazd na autostradę pozwala poczuć prawdziwie amerykańskie klimaty. Komfort jazdy podnosi ogromna jak policyjna tarcza przednia szyba, a śmiganie po asfalcie ułatwia seryjnie montowany tempomat. Włącza się go przyciskiem po lewej stronie kierownicy, o czym informuje błyskająca na pomarańczowo kontrolka w kokpicie. Pierwsze kilometry są o tyle dziwne, że można go włączyć tylko na dwa sposoby: pierwszy to ponowne wciśnięcie guzika po lewej stronie kierownicy, co nie jest najwygodniejsze, drugi – delikatne naciśnięcie dowolnego hebla.

Hamulce z ABS-em

Tagi: test | Harley-Davidson | FLHRC Road King CL

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij