Motocykl poleca:

Harley-Davidson FLSTSB Softail Cross Bones

Poleć ten artykuł:

Na pierwszy rzut oka wygląda jak typowy bobber, jakich sporo krążyło po Stanach pod koniec lat 40. zeszłego stulecia, wożąc na stalowych grzbietach zbuntowanych i niepokornych outlaw bikerów. Jednak Harley-Davidson Cross Bones jest całkowicie nowym motocyklem, maszyną, której styl prowokuje do podróży w czasie.
Zobacz całą galerię

Czarny jak smoła, demoniczny i groźny – oto nowy Harley-Davidson Cross Bones. Motocykl, który Amerykanie zdecydowali się pokazać światu tuż przed rozpoczęciem sezonu motocyklowego 2008.

Jak widać, inżynierowie z Milwaukee po raz kolejny zdecydowali się pogrzebać w skrzyni z firmowymi pamiątkami i ponownie znaleźli w niej niebanalną inspirację. Przywrócili bowiem do życia starą legendę i wzbogacili ją o nowe elementy. Sylwetka wygląda znajomo. No jasne! Przecież tak wyglądał Knucklehead w czasach, gdy zdemobilizowani po zakończeniu II wojny światowej weterani z amerykańskiej armii – nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca w społeczeństwie – jeździli odkupionymi od wojska motocyklami, zrzeszali się w pierwsze grupy i tworzyli pamiętaną do dziś legendę „1%” i klubów „MC”. Tak powstawała legenda opiewająca niepokornych amerykańskich bikerów.






16-calowe przednie koło, widelec typu Springer, podłogi w kształcie półksiężyców, pojedyncze, szerokie siodło na sprężynach oraz chromowane lufy wydechu typu Straight Shot, do tego specyficzne błotniki i kierownica typu małpa o umiarkowanej wysokości – to wszystko już kiedyś było. Przed dwoma laty maszyna utrzymana w podobnym klimacie retro wzbogaciła serię Dyna, obecnie przyszła kolei na rodzinę Softail. To, co zaprezentowano, jest jeszcze bardziej stylowe. Cross Bones, tak jak Streeet Bob, należy do ekskluzywnej serii starannie dobranych motocykli Dark Custom. Spośród odmian Sporter, Dyna, Softail i Revolution, Harley wybrał po jednym modelu, który jest prezentowany w całkowicie czarnej tonacji. Ma to obudzić w klientach uśpione dusze bad guys i buntowników.

Na dobrą sprawę, wszystkie części zastosowane do zbudowania Cross Bones były już zawczasu do dyspozycji – wystarczyło tylko podstawić drabinkę i zdjąć je z regału. W wypadku takich motocykli cała filozofia sprowadza się do zagadnienia, jak z gotowych elementów skomponować nietuzinkowy i atrakcyjny motocykl. W Harleyu nieraz udowodniono, że wiedzą, jak to zrobić. Czarny widelec typu Springer z niewielkim reflektorem w tym samym kolorze stosowano już dobre 10 lat temu w Bad Boyu. Kombinacja 16-calowego przedniego koła i wąskiego błotnika jest jednak świeżym pomysłem. Do tego głęboka, połyskująca czerń – nawet filtr powietrza, klakson, kierownica i felgi zostały polakierowane w ten sposób. Silnik i skrzynię biegów pokryto dla odmiany matowym lakierem młotkowym w tym samym kolorze. Na tle czarnej całości elegancko wyróżnia się wypolerowana niczym lustro pokrywa sprzęgła. Takie zestawienie daje rzucający na ziemię efekt, potęgowany przez lśniące z prawej strony bike’a ścięte lufy wydechów. Wszystko to razem sprawia, iż w stylu Cross Bones jest coś klasycznego, a jednocześnie nowoczesnego.





Pojedyncze, podparte sprężynami siodło to stylistyczny strzał w dziesiątkę. Dokładnie na czymś takim jeździli motocykliści w pierwszej połowie XX wieku. Jak dobrze się na tym czuli, da się stwierdzić, dopiero gdy zajmie się na takim siedzisku miejsce. Trudno zrozumieć, dlaczego tak proste, a jednocześnie genialne rozwiązanie poszło w niepamięć. Siedzi się na nim jak na skrzypiącym sprężynami skórzanym fotelu pradziadka. Nierówności, których nie wyłapały zawieszenia, wygładzają sprężyny siodła. Takie uczucie znają kierowcy tirów, przemierzający świat w fotelach zawieszonych na gazowych sprężynach. Niemniej stopy swobodnie spoczywają na nie za wielkich, ale całkiem wygodnych podłogach. Dźwignię zmiany biegów można obsługiwać zarówno noskiem, jak i piętą buta. Dość wysoka, ale wygodna kierownica przywodzi na myśl Sonny’ego Bargera lub Wino Williego Forknera. Tak właśnie śmigali po Stanach, tworząc legendę amerykańskich outlaws.

Jednak w przeciwieństwie do nich, jeździec dosiadający Cross Bones nie musi zmagać się z bezlitośnie twardym sprzęgłem, oporną zmianą biegów oraz innymi przypadłościami ówczesnych maszyn. Ten Harley dysponuje jak najbardziej współczesną techniką. Silnik Twin Cam 96B rocznik 2008 z sześciobiegową skrzynią biegów pracuje równo i czysto. Wibracji, które generuje, jest akurat tyle, ile potrzeba do wywołania u jeźdźca dobrego samopoczucia. Sprzęgło pracuje miękko i precyzyjnie. Także biegi wchodzą czysto i bezgłośnie – rzec można jak ciepły nóż w masło. Obowiązkowe „klong” przy każdej zmianie to już odległa przeszłość.

Jednostka napędowa pracuje zadziwiająco równo. Harley już od dawna stosuje w produkowanych przez siebie big twinach wtrysk paliwa. Widlak o pojemności 1600 cm3 bardzo równomiernie rozwija moc. Robi to w przyjemnie niedbały sposób. Mimo to, odkręcając gaz, czuje się kopa. Także odgłos z wydechów brzmi całkiem nieźle. Inżynierowie Harleya nie tylko wyrównali krzywą momentu obrotowego, stosując system przepustnic w układzie wydechowym, ale i popracowali nad stroną akustyczną. Trzeba jednak przyznać, że w dawnych, dobrych czasach, gdy śmiganie na otwartych wydechach było na porządku dziennym, wychodziło to lepiej. Niestety, dzisiaj – w czasach normy Euro 3 – rozwiązanie takie jest niewykonalne a przynajmniej nielegalne.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij