Motocykl poleca:

Harley-Davidson Sportster Forty-Eight - Blues i rock’n’roll

Poleć ten artykuł:

Ktoś powiedział kiedyś, że nawet rzeczy wielkie, genialne tworzymy, korzystając z niewielu środków. Ta teoria doskonale pasuje do Harleya-Davidsona Forty-Eight.
harley-davidson-sportster-forty-eight-2010-01.jpg Zobacz całą galerię

Np. używając niewielu liter i skończonego zasobu słownictwa da się wyrazić nieskończenie wiele myśli. To zjawisko można od dawna zaobserwować w strategii biznesowej Harleya-Davidsona. Amerykanie – konstruując kolejne modele – wykorzystują nowe kombinacje znanych elementów i systematycznie sięgają przy tym do własnej, liczącej już 102 lata tradycji.

Oto Forty-Eight (ang. 48) – najnowszy efekt tej polityki Harleya. W głębi swej chłodzonej powietrzem duszy jest to po prostu Sportster 1200, ustylizowany na bobbera, ze zredukowanym do minimum wyposażeniem, baloniastym przednim kołem, wąską kierownicą, dobrze ukrytym tylnym światłem, dużą ilością czerni i nisko umieszczonym siodłem. W kręgach miłośników długich widelców bobberami określa się motocykle stylizowane wizualnie na lata powojenne.


Projektanci dali radę
Krótki, płaski i zwarty Forty-Eight przyciąga wzrok, nawet gdy stoi na parkingu. Swą nazwę sprzęt zawdzięcza najważniejszemu i zarazem najbardziej kontrowersyjnemu atrybutowi: zbiornikowi paliwa o kształcie orzeszka, mieszczącemu zaledwie 2,1 amerykańskiego galona paliwa (7,95 litra). Taki właśnie zbiornik pojawił się w 1948 r. w Harleyu S 125. Nawiasem: była to kopia niemieckiego DKW RT 125, którego dokumentacja trafi ła w amerykańskie ręce w ramach reparacji wojennych.

Uroda obdarzonego niezbyt imponującą posturą motocykla nie ulega wątpliwości, jednak gdy idzie o funkcjonalność człowieka dopadają pewne wątpliwości. Forty-Eight zużywa 5,1 litra paliwa na 100 kilometrów. Po przejechaniu zaledwie 120 km zapala się kontrolka rezerwy, a po następnych 30 motocykl trzeba pchać.

Tyle że jeździec zapewne szczerze ucieszy się z przerwy w podróży. Pozycja „na scyzoryk”, zajmowana na umieszczonej 705 mm nad ziemią, cienko tapicerowanej kanapie, jest wprawdzie na pierwszy rzut oka atrakcyjna, jednak po krótkim czasie staje się męką. Siedzisz przygwożdżony, z nogami wywalonymi daleko do przodu, opartymi na szeroko rozstawionych podnóżkach, ręce mocno wyciągnięte do stosunkowo wąskiej kierownicy. Uporczywy ból tyłka melduje się już po kilku kilometrach. Zanim do tego dojdzie, przy akompaniamencie grzmotu dwucylindrowej V-ki, jej przyjemnych wibracji, uderzeń pięciobiegowej skrzyni i wstrząsów zawieszeń (świadomie upośledzonych przez niezwykle krótkie skoki – z przodu 92 mm, z tyłu 54) jeździec może się poczuć jak rasowy muzyk. Rzecz jasna gra on głównie bluesa i rock’n’rolla.

Co boli czterdziestkęósemkę
Jak to ostatnio w Harleyach bywa, również Forty-Eight ma kilka technicznych bajerów. Wymieńmy tylko tylne migacze będące równocześnie tylnymi światłami i stopem. A co go boli? Np. dziwaczna kolekcja śrub rodem niczym z kombajnu, to, że umieszczone poniżej kierownicy lusterka muszą być bardzo precyzyjnie ustawione, inaczej pokazują głównie kolana bikera, a nie to, co dzieje się z tyłu, czy zbyt mały prześwit w złożeniach. Ze względu na krótki skok amortyzatorów już lekkie pochylenie motocykla w winklu powoduje rycie asfaltu podnóżkami. W prawych zakrętach trzeba dodatkowo wystrzegać się poprzecznych nierówności, bowiem przycierający tłumik przedniego cylindra potrafi zmienić tor jazdy.

Tagi: Harley-Davidson | Sportster Forty-Eight 2010

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij