Motocykl poleca:

Harley-Davidson Street Glide i Honda Gold Wing F6B: Starcie gigantów

Poleć ten artykuł:

Z przodu wyglądają jakby im coś obcięto, z tyłu – jakby oberwały wielkim młotem. Dość dziwnie wyglądające baggery cieszą się za oceanem sporą popularnością.

Porównanie Harley-Davidson Street Glide i Honda Gold Wing F6B Zobacz całą galerię

Można zapytać: po co komu taki motocykl? Ja jednak tego nie zrobię. Dlaczego? Bo przecież nikt nie pyta, po co prosta kiera w supersporcie, skoro potem nie ma szans zmieszczenia się za owiewkami. Nikt też nie zastanawia się, po co ktoś buduje choppera ze sztywnym tyłem, a potem jęczy, że ma twardo, albo po co właściciel podróżnego enduro kupuje opony kostki, skoro nigdy nie zjeżdża z asfaltu. To rzecz gustu, a o gustach przecież się nie dyskutuje. Nie zapytam więc o sens baggerów – turystycznych cruiserów wyposażonych w zbyt krótkie szyby oraz w kufry. Powiem tylko, że ich właściciele zdają się kierować zasadą: „Jasne, że jestem twardzielem, ale przecież jakoś muszę się spakować”.

Pierwsze wrażenie
W gruncie rzeczy oba motocykle to odchudzone wersje innych modeli. Honda F6B to nic innego, jak odchudzony Gold Wing. Podwozie i napęd są niemal identyczne. Skutkiem przemiany podróżnego krążownika w baggera jest aż o 28 kg niższa masa. Ważący 391 kg F6B, w odróżnieniu od Gold Winga, nie ma wysokiej przedniej szyby, potężnego centralnego kufra oraz takich bajerów, jak poduszka powietrzna, nawigacja, podgrzewana kanapa czy automatycznie wyłączające się kierunkowskazy. Efekt tej kuracji odchudzającej producent kwituje: „Mocniejsze odejście i zwinniejsza jazda”.
Street Glide też został w tym roku poddany gruntownym przeróbkom. Jego sylwetka jest płynniejsza i po prostu ładniejsza, podwozie ponoć zyskało na stabilności, a silnik na mocy, która w porównaniu z modelem 2012 wzrosła z 84 od 87 KM. Po raz pierwszy w swojej historii Street Glide otrzymał 19-calowe koło z przodu, co powoli, lecz nieubłaganie zbliża go do mocno zdłubanych customowych baggerów.

Bagger - co to takiego?
Wymyślili go oczywiście Amerykanie, którzy doszli do wniosku, że właściciele customów mogą stanąć przed koniecznością zabrania bagażu. W związku z tym sięgnęli po duże boczne kufry, zaprojektowane tak, aby nie zakłócały sylwetki motocykla. Termin „bagger” pochodzi od słowa „bag”, czyli torba, i oznacza po prostu torbacza. Nowoczesna maszyna tego typu powinna być wysoka z przodu i nieco spłaszczona z tyłu. Aby dodatkowo obniżyć tył, stosuje się krótsze amortyzatory albo pompowane zawieszenia air-ride. Podniesieniu przodu służą koła o większych średnicach. Jeszcze niedawno krzykiem mody były 23-calowe felgi, dziś montuje się nawet 26-calowe.

Turystyczny charakter tych maszyn podkreślają owiewki – obowiązkowo z obniżoną o połowę szybą. Baggery od kilku lat cieszą się popularnością w USA, a niedawno dotarły do Europy.

Podobnie jak w przypadku F6B, Street Glide’a można potraktować jako odchudzoną wersję innego sprzęta – w tym wypadku Electry Glide. Street Glide, tak jak F6B, nie ma ekstrasów w rodzaju wysokiej szyby czy centralnego kufra. Efekt takiej kuracji to 40 kg mniej od Electry Glide. Niemniej jednak Harley Street Glide nadal waży sporo – 372 kg.

Zgodnie z zasadą „piękny wygląd wymaga wyrzeczeń” redukcja owiewek ma swoje konsekwencje. Do 120 km/h na obu maszynach warunki są jeszcze znośne, ale powyżej tej prędkości turbulencje próbują urwać ci kask wraz z łepetyną . Zastosowanie krótkich szyb poskutkowało bowiem skierowaniem zawirowań powietrza dokładnie na głowę. Cóż, coś za coś. Nawiasem mówiąc, na Harleyu siedzi się swobodniej niż na Hondzie, zwłaszcza jeśli natura obdarzyła go długimi nogami. W Hondzie podnóżki ulokowano wysoko i mocno z przodu. W połączeniu z kierownicą przypominającą narzędzie pracy różdżkarza wymuszają one wyprostowaną i niezbyt aktywną pozycję. W Harleyu jest odrobinę lepiej, a nawet aktywniej.

Na szczęście obicia obu kanap sprawdzają się na bardzo długich trasach. W Hondzie dotyczy to również miejsca pasażera, które kusi szerokością i wygodnym kątem ugięcia nóg w kolanach. Na Harleyu natomiast pasażer ześlizguje się do tyłu. Amerykanie postawili tu bowiem nie tyle na komfort, co przede wszystkim na wygląd sprzęta.

Prowadzenie i poręczność
To na pewno nie są maszyny dla początkujących. Prowadzenie bike’ów, które wraz z jeźdźcem mogą ważyć ponad 400 kg, nie jest prostą sprawą. Na postoju nieco łatwiej manewrować Hondą, bo za sprawą silnika środek ciężkości ma położony bardzo nisko. Oprócz tego owiewki są na stałe przymocowane do ramy, więc skręcając kierownicą nie przemieszczasz dodatkowej masy.

Ten ostatni czynnik daje się wyraźnie odczuć w Street Glide. Podczas manewrów z minimalnymi prędkościami oraz w trakcie leniwego turlania się Harley jest wyraźnie trudniejszy do ogarnięcia. Dlaczego? Bo w potężnej owiewce Batwing upakowano sprzęt grający i wszystkie elementy kokpitu.
W ogóle słowo „pokaźny” jest tu jak najbardziej na miejscu. Chciałbyś szybko przebić się przez miejskie korki? Zero szans! Po pierwsze: obie maszyny są szerokie, a ich potężne, niemal samochodowe sylwetki raczej nie wzbudzą w innych użytkownikach chęci ustępowania drogi. Mimo znacznych gabarytów F6B jest lepiej wyważony, więc w ruchu miejskim prowadzi się go znacznie swobodniej niż Street Glide’a.

Tagi: test | test porównawczy | baggery | Harley-Davidson | HARLEY-DAVIDSON Street Glide | Honda | Honda Gold Wing F6B

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij