Motocykl poleca:

Harley-Davidson VRSCR Street Rod 2005

Poleć ten artykuł:

Po premierze Street Roda parę rzeczy wymaga sprostowania – to nieprawda, że w Kalifornii nigdy nie pada i że strach przed policją skłania Amerykanów do przestrzegania przepisów. A naprawdę wielkim kłamstwem okazało się stwierdzenie, że Harley nie umie zbudować motocykla świetnie pokonującego zakręty.

Zobacz całą galerię

It never rains in Southern California [w południowej Kalifornii nigdy nie pada – red.] – jeżeli tyle wiesz z hitu epoki hippisów, jesteś w błędzie. Bo w Kalifornii czasem pada. Niekiedy wręcz leje jak z cebra. Ale dlaczego właśnie wtedy, gdy Harley-Davidson zaprosił dziennikarzy motocyklowych z całego świata, aby przetestowali nowego Street Roda?

Pierwszego dnia rano było jeszcze jako tako, ale zaraz na dobre się rozpadało, zdążyliśmy tylko trochę pojeździć i zrobić dosłownie kilka zdjęć. Aby pogoda nie uziemiła nas w San Diego na trzy dni, słońca poszukaliśmy w górach. Ograniczenie prędkości do 55 mil/h zostało ostatnio podwyższone do 65 mil/h (105 km/h), ale i tak nie jest ono w Kalifornii traktowane poważnie. Jechaliśmy za busem prasowym Harleya z prędkością 90 mil/h (145 km/h), a i tak co chwilę wyprzedzały nas pickupy i inne dwuślady. No tak, czasy zmieniają się także w Ameryce, a motocykle Harleya razem z nimi.




Przed prawie czterema laty ciężkim szokiem dla konserwatywnych zwolenników marki stał się V-Rod z rewolucyjnym, chłodzonym cieczą, czterozaworowym silnikiem z dwoma wałkami rozrządu. Natomiast dziennikarze byli zafascynowani, a wielu z nich uznało ten zespół napędowy za najlepszy silnik motocyklowy, jaki kiedykolwiek zbudowano. Amerykanie cieszyli się, że pojawił się on wraz z modą na mocne krążowniki. Natomiast Europejczycy jednym głosem domagali się pasującego do niego podwozia.

Sukces V-Roda nie spowodował jednak w Milwaukee natychmiastowej rewolucji. Ale i tak przeważyły argumenty prasy fachowej oraz potencjalnych nowych klientów, których mógł przyciągnąć V-Rod. To właśnie zdecydowało o skonstruowaniu roadstera o nazwie Street Rod. Pierwotny kąt główki ramy, wynoszący 56º, zmieniono na 60 º. Tarczowe koła zastąpiono dziesięcioszprychowymi kołami odlanymi z aluminium. Przednie koło osadzono w widelcu upside-down Showa z goleniami o średnicy 43 mm. Odpowiednie opóźnienia zapewniają dwie tarcze hamulcowe o średnicy 300 mm i czterotłoczkowe zaciski Brembo. Nie jest to jednak zwykły wyrób katalogowy, lecz specjalne zamówienie w stylu H-D. Widelec Showa zdobi szlachetny chrom. Zastosowane w nim półki Airocut konstrukcji Williego G. Davidsona są ustawione idealnie równolegle do podłoża. Kierownica jest węższa i zamontowano ją na niższych wspornikach niż w V-Rodzie. Lekkiej modyfikacji poddano także inne elementy. Podnóżki powędrowały do tyłu, aż do linii kanapy. Wahacz współpracuje z dłuższymi amortyzatorami. Wysokość siodła wynosi 762 mm. Jak na zwyczaje Harleya, to dość dużo. Kształt tylnego błotnika dopasowano do zmienionej linii motocykla. Roadster ma większy prześwit i wyżej usytuowany wydech. Ten ostatni został lepiej zestrojony niż w V-Rodzie, co zapewniło moc większą o 4 KM. Objętość umieszczonego pod kanapą zbiornika paliwa wzrosła do 18,9 l. V-Rod był początkowo oferowany tylko lakierowany na srebrno, a przy każdym dalszym kolorze nadawano mu inne oznaczenie typu. Street Rod zaś już na starcie oferuje pięć wersji malowania – czarną, ciemnowiśniową, pomarańczową, żółtą i niebieską.

Gdy siada się na Street Roda, to mimo całkowicie nowego charakteru wydaje się on starym znajomym. Wprawdzie siodło zostało usytuowane wyżej, ale motocykl pozostał długi i płaski. Najważniejszym elementem sylwetki maszyny jest silnik Revolution Engine. Budzi się on do życia natychmiast po naciśnięciu przycisku startera i chętnie reaguje na ruchy rączką gazu. Sprzęgło i skrzynia biegów nie pracują zbyt miękko, ale za to bardzo precyzyjnie. Olbrzymi twin dysponuje szerokim pasmem obrotów użytecznych, wynoszącym ponad 6000 obr/min, i pracuje kulturalnie oraz równomiernie w całym ich zakresie. Na pierwszych dwóch biegach dobrze ciągnie już od 2000 obr/min, przy 3000 obr/min można gwałtownie dodać gazu, nie czując szarpania. Wałek wyrównoważający skutecznie tłumi wszelkie nieprzyjemne drgania. Opracowanie Porsche, stylizacja Harley – to ciągle jeden z najlepszych silników motocyklowych na świecie. Z natury potulny i łatwy w obsłudze, potrafi – gdy jeździec sobie tego zażyczy – nagle zerwać się do skoku jak lew.


Pozycja w siodle to absolutna nowość. Patrzeć na świat z góry ze szczytu tego olbrzymiego motocykla i czuć imponującą długość maszyny, a mimo to być blisko kierownicy, która przyjemnie leży w rękach – to coś, co trudno opisać. Trzeba dość mocno ugiąć nogi w kolanach, ale nie jest to niewygodne. Na postoju nawet jeźdźcy niższego wzrostu mogą się pewnie oprzeć nogami o ziemię. Jednak i tutaj nie udało się uniknąć typowej wady Harleya. Łatwo dotknąć rur wydechowych, które mimo że osłonięte, są jednak gorące.

Jak należało oczekiwać po bardzo płaskim kącie główki ramy i masie 290 kg w stanie gotowym do jazdy, podwozie trudno nazwać poręcznym. Trzeba niemałej siły, aby Street Roda wcisnąć w zakręt. Podobnie jak w starych, dobrych angielskich roadsterach. W naprzemiennych zakrętach trzeba się nieźle napocić, aby z jednego złożenia przejść w drugie. Ale to kwestia przyzwyczajenia, po jakimś czasie zapominasz o sprawie. Snopy iskier spod końców podnóżków informują o tym, że za głęboko złożyłeś maszynę w łuku. Hamulce Brembo spełniają oczekiwania. Ponieważ Amerykanie nie przepadają za bezkompromisowo działającymi heblami, klocki dobrano tak, aby do maksymalnego hamowania potrzebna była dość duża siła.

Nad Lake Wohlford dookoła góry prowadzi przepiękna, pełna serpentyn trasa. Tak jak to jest w amerykańskim zwyczaju, przed każdym zakrętem tabliczka podaje zalecaną prędkość. Gdy nawiniesz jej dwukrotność, Street Rod zaczyna trzeć podnóżkami o jezdnię. Na trasie nie ma jednak ani jednego policjanta i wiele japońskich przecinaków dziko gna w górę i w dół. Podpinam się do jednego z nich i okazuje się, że nie pozostaję w tyle. Wprawdzie teraz spod podnóżków na każdym zakręcie sypie iskrami, ale poprzednik też przyciera kolanem. Gdy jedziemy pod górę, V2 przybliża mnie do niego przy każdym przyspieszaniu na wyjściu z zakrętu.

Tagi: test | Harley-Davidson

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij