Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Harley-Davidson na rok 2006

Amerykanie poszli ostro po bandzie: 200-milimetrowy lacz z tyłu i sześciobiegowa skrzynia – tego jeszcze nigdy w seryjnych Harleyach nie było. Wypróbowanie przygotowanych na sezon 2006 maszyn z Milwaukee jak zwykle było dużym przeżyciem.


Oto stoją przede mną cztery nowości Harleya na przyszły rok. Dwie z nich są czarne jak smoła. Recepta na pierwszą, Night Roda, była nadzwyczaj prosta: V-Rodowi dano podnóżki i wydech ze Street Roda, do tego okrągły reflektor w małej owiewce, bardziej płaski kokpit, wygięta w dół kierownica, owalne otwory w tarczowych kołach – i oto przecinak gotowy do jazdy. Kolejny przejaw geniuszu konstruktorów z Milwaukee, którzy jak nikt na świecie potrafią tak podobierać znane detale, żeby powstała nowa maszyna.

Street Glide jest kolejnym przykładem takiej strategii. To nic innego, jak odchudzona Electra Glide. Z przodu wyeliminowano dodatkowe reflektory i ozdoby na błotniku, kierunkowskazy ustawiono bliżej siebie, szybę zaprojektowanej przed kilkudziesięcioma laty obudowy obniżono o szerokość dłoni, kanapy kierowcy i pasażera połączono w całość, usunięto topcase i chromowane ozdoby, tablica rejestracyjna znajduje się obecnie niżej i jest oświetlona ukrytą lampką. Tyle było potrzeba, aby powstał nowy Glide.


W Street Bobie Amerykanie po raz tysięczny odwołali się do tradycji. Tym razem wrócili do początków customizingu, do Bobberów z lat 50. W tym celu obniżono tył Dyny Superglide, ściągnięto z regału zbiornik z Fat Boya i zamontowano wysoką kierownicę. Aby podkreślić jego buntowniczy charakter, zamiast kanapy zastosowano pojedyncze siodło.

Jednak określenie Street Boba jako odgrzewanego dania byłoby niesprawiedliwe. W 35 lat od powstania serii FX, Amerykanie przeprowadzili facelifting całej rodziny. Jej silnik to obecnie Twin Cam 88C. W układzie napędu wałków rozrządu i w napędzie pierwotnym zastosowano hydrauliczne napinacze łańcuchów. Całkowicie nowa jest skrzynia biegów. Długi szósty bieg firma raczej woli nazywać biegiem do jazdy krążowniczej niż nadbiegiem. W sprzęgle zastosowano nowy mechanizm, o ponad 35% zmniejszający siłę na klamce.


W rodzinie Softaili pojawił się stary znajomy z lat 80. – Heritage. Obecnie sięgnięto na półkę po jego części i zamontowano je w Fat Boyu. Są to przedni błotnik z szeroką, chromowaną listwą, szprychowe koła i napis ozdobny na baku. Wyposażony w dwa wałki wyrównoważające silnik Twin Cam 88B pomalowano srebrnym lakierem proszkowym.

Cztery Harleyowe nówki na 2006 rok czekają, aż je dosiądę. Jestem w miejscowości Cardona, 100 km na północny zachód od Barcelony. Na pierwszy ogień – Night Rod. Co warte podkreślenia, ta kombinacja V-Roda i Street Roda ma własny charakter. Sprzęgło pracuje trochę lżej niż w dotychczasowych modelach z silnikiem Revolution, niemniej zmiana biegów nadal nie należy do łatwych. Największą przyjemność sprawia silnik. Miękko reaguje na gaz, a od 3000 obr/min rozwijanie mocy przebiega prawie liniowo. Jest to zasługa dobrej współpracy wtrysku paliwa i napędu pasem zębatym. Night Rodem najprzyjemniej śmiga się 3000-4000 obr/min. Przy rozkręceniu go do 9000 obr/min osiąga moc, która pozwala dotrzymać kroku motocyklom sportowym. Pozycja jeźdźca jest natomiast dość męcząca. Nawet osoby średniego wzrostu muszą mocno ugiąć nogi w kolanach. Wtedy z odsieczą przychodzą highwaypags, czyli seryjnie montowane dodatkowe podnóżki przy przednim końcu ramy. Długi i niski Night Rod mimo swojej masy jest w miarę poręczny i nie protestuje przeciwko dynamicznej jeździe po łukach. Inna rzecz, że podnóżki prędzej ocierają o jezdnię niż w wyżej zawieszonym Street Rodzie. Co do ceny w Polsce, na razie nie jest znana, ale wiadomo, że będzie najtańszy w rodzinie.

Street Boba określiłbym jako maszynę w stylu jednoprocentowców sprzed pół wieku. Decyduje o tym prosta stylizacja, niski tył i wysoka kierownica. Jego prowadzenie to jednak z pewnością zupełnie inna bajka niż motocykle Sonny Bargera i jego kumpli. Początkowo nie wierzyłem, że wysoka kierownica Boba da radę podczas śmigania po krętych górskich drogach. Na szczęście było inaczej. Motocykliści średniego wzrostu pochwalą trójkąt utworzony przez podnóżki, końcówki kierownicy i kanapę. Tył kanapy tak podpiera jeźdźca, że do 120 km/h napór powietrza nie spycha go do tyłu. Powyżej tej granicy zaczynasz myśleć o dłuższej kanapie i bardziej z przodu umieszczonych podnóżkach. Nowe sprzęgło pracuje wyjątkowo miękko, a biegi w nowej skrzyni wchodzą łatwiej niż w innych modelach Harleya testowanych w tym dniu. Street Bob wygrywa z poprzednikami także układem hamulcowym. Wprawdzie nadal wymagana jest duża siła dłoni, ale skuteczność czterotłoczkowych zacisków jest zawsze wystarczająca.

Heritage to następny model, który pozwala poczuć się jak za dawnych lat. Skojarzenia te wywołuje głównie jego linia. Wyposażony w dwa wałki wyrównoważające silnik wykazuje dużą kulturę pracy. Wibracje poczujesz tylko na postoju. Za to pozycja jeźdźca jest dokładnie taka, jak za dawnych czasów – szeroka, wygięta do tyłu kierownica, szerokie, nisko umieszczone siodło i szerokie podłogi. Tym, którzy pamiętają starego Heritage’a, wszystko w nim wyda się łatwiejsze w obsłudze, bardziej kulturalne, tylko wrażenia z jazdy są takie jak dawniej – spokojnie sunięcie do przodu. To działa, ale tylko do 120 km/h. Powyżej miota tobą jak żaglem w czasie sztormu.


Street Glide, kolejna nówka H-D, to dowód, że firma nie zapomniała o współczesności. Ten motocykl okazał się największą niespodzianką prezentacji. Biorąc pod uwagę niewielkie różnice w porównaniu z Electrą Glide, trudno było liczyć na rewelacje. Street Glide to jednak całkowicie oryginalny motocykl, wykazujący – jak na tę wielkość – wręcz rewelacyjną poręczność. Pozbawiony wałków wyrównoważających silnik pracuje wprawdzie gorzej niż Twin Cam 88B, ale jest o wiele elastyczniejszy. Street Glide dość dynamicznie pokonuje łuki (oczywiście jak na motocykl turystyczny). Zastrzeżenia będzie miała natomiast pasażerka. Zamiast tapicerowanego mebla z oparciem dla pleców i rąk, przewidziano dla niej tylko spartańskie siodełko. Kto chce podróżować solo, ale za to dynamicznie, lepiej zrobi, kupując Street Glide’a. Dla dwojga lepiej nada się Electra.

Harley nie zapomniał o prawie żadnym z dotychczas produkowanych modeli. Niemal we wszystkich zwrócono uwagę na mechanizm sprzęgła. W zależności od serii, udało się zmniejszyć potrzebną siłę ręki nawet o 35%. Tajemnica polega na zastosowaniu nowego mechanizmu rolkowego, który można zamontować także w starszych modelach.

Seria Sportsterów otrzymała nową skrzynię biegów z kołami o skośnych zębach, nową obudowę silnika oraz boczną podstawkę. Oparty na niej motocykl jest mniej pochylony i wymaga użycia mniejszej siły przy podnoszeniu.

Mocno zmodernizowana rodzina Dyny, dysponuje obecnie wtryskiem paliwa. 3500 sztuk Super Glide’a wyprodukowano w limitowanej edycji 35th Anniversary Edition. 700 z nich trafi do Europy.

Modele Standard, Night Train i Springer z rodziny Softaili są obecnie seryjnie wyposażone w tylne opony o szerokości 200 milimetrów zamiast dotychczasowych 150.

Modele turystyczne otrzymały nowe zestawy audio firmy Harman/Kardon, w których mamy przyłącze Bluetooth, GPS oraz pamięć MP3. Pakiety wyposażenia także mocno zmodyfikowano.

Modele Screamin’ Eagle: Ultra Classic Electra Glide o pojemności 103 cali3 (1690 cm3) otrzymała jeszcze bogatszy pakiet turystyczny. Wprowadzono ogrzewanie kanapy, nowy filtr powietrza oraz nową kolorystyk ę. Super-Elektry, których 4000 ujrzały światło dzienne, toczą się na chromowanych, sześcioszprychowych, odlewanych kołach. Także Screamin’ Eagle Fat Boy otrzymał jeszcze bardziej rzucający się w oczy lakier. Hiper-Fat Boy toczy się teraz z przodu i z ty- łu na kołach 17”. Ponieważ i w nim zastosowano tylną oponę o wymiarze 200 (z przodu pozostała 140), trzeba było poszerzyć ramę. Koła Road Winder wyposażono w tarcze hamulcowe i koło pasowe o identycznej stylizacji. Do klientów ma trafić 3900 sztuk tego muskularnego, tłustego bike’a. Screamin’ Eagle V-Roda wyposażono w silnik Revolution, rozwiercony do 1250 cm3. Custom V- -Rod dostał tylne koło z felgą o wymiarze 8,00 x 18 i oponą 240. Model Power-Rod zostanie wyprodukowany w „nakładzie” zaledwie 2600 egzemplarzy.

Dragbike’a Screamin’ Eagle V-Roda planowano wypuścić tylko w krótkiej serii 150 sztuk. Zainteresowanie nim jest jednak tak duże, że w roku 2006 powstanie 2600 sztuk. Ponieważ w USA odniósł on duże sukcesy w wyścigach dragsterów, mają z tego skorzystać dealerzy Harleya na całym świecie. W powiększonym silniku V-Roda średnica cylindra wzrosła o 5 mm, skok tłoka o 3 mm (105 x 72), co w efekcie zwiększyło pojemność do 1300 cm3.



Oto stoją przede mną cztery nowości Harleya na przyszły rok. Dwie z nich są czarne jak smoła. Recepta na pierwszą, Night Roda, była nadzwyczaj prosta: V-Rodowi dano podnóżki i wydech ze Street Roda, do tego okrągły reflektor w małej owiewce, bardziej płaski kokpit, wygięta w dół kierownica, owalne otwory w tarczowych kołach – i oto przecinak gotowy do jazdy. Kolejny przejaw geniuszu konstruktorów z Milwaukee, którzy jak nikt na świecie potrafią tak podobierać znane detale, żeby powstała nowa maszyna.

Street Glide jest kolejnym przykładem takiej strategii. To nic innego, jak odchudzona Electra Glide. Z przodu wyeliminowano dodatkowe reflektory i ozdoby na błotniku, kierunkowskazy ustawiono bliżej siebie, szybę zaprojektowanej przed kilkudziesięcioma laty obudowy obniżono o szerokość dłoni, kanapy kierowcy i pasażera połączono w całość, usunięto topcase i chromowane ozdoby, tablica rejestracyjna znajduje się obecnie niżej i jest oświetlona ukrytą lampką. Tyle było potrzeba, aby powstał nowy Glide.


W Street Bobie Amerykanie po raz tysięczny odwołali się do tradycji. Tym razem wrócili do początków customizingu, do Bobberów z lat 50. W tym celu obniżono tył Dyny Superglide, ściągnięto z regału zbiornik z Fat Boya i zamontowano wysoką kierownicę. Aby podkreślić jego buntowniczy charakter, zamiast kanapy zastosowano pojedyncze siodło.

Jednak określenie Street Boba jako odgrzewanego dania byłoby niesprawiedliwe. W 35 lat od powstania serii FX, Amerykanie przeprowadzili facelifting całej rodziny. Jej silnik to obecnie Twin Cam 88C. W układzie napędu wałków rozrządu i w napędzie pierwotnym zastosowano hydrauliczne napinacze łańcuchów. Całkowicie nowa jest skrzynia biegów. Długi szósty bieg firma raczej woli nazywać biegiem do jazdy krążowniczej niż nadbiegiem. W sprzęgle zastosowano nowy mechanizm, o ponad 35% zmniejszający siłę na klamce.


W rodzinie Softaili pojawił się stary znajomy z lat 80. – Heritage. Obecnie sięgnięto na półkę po jego części i zamontowano je w Fat Boyu. Są to przedni błotnik z szeroką, chromowaną listwą, szprychowe koła i napis ozdobny na baku. Wyposażony w dwa wałki wyrównoważające silnik Twin Cam 88B pomalowano srebrnym lakierem proszkowym.

Cztery Harleyowe nówki na 2006 rok czekają, aż je dosiądę. Jestem w miejscowości Cardona, 100 km na północny zachód od Barcelony. Na pierwszy ogień – Night Rod. Co warte podkreślenia, ta kombinacja V-Roda i Street Roda ma własny charakter. Sprzęgło pracuje trochę lżej niż w dotychczasowych modelach z silnikiem Revolution, niemniej zmiana biegów nadal nie należy do łatwych. Największą przyjemność sprawia silnik. Miękko reaguje na gaz, a od 3000 obr/min rozwijanie mocy przebiega prawie liniowo. Jest to zasługa dobrej współpracy wtrysku paliwa i napędu pasem zębatym. Night Rodem najprzyjemniej śmiga się 3000-4000 obr/min. Przy rozkręceniu go do 9000 obr/min osiąga moc, która pozwala dotrzymać kroku motocyklom sportowym. Pozycja jeźdźca jest natomiast dość męcząca. Nawet osoby średniego wzrostu muszą mocno ugiąć nogi w kolanach. Wtedy z odsieczą przychodzą highwaypags, czyli seryjnie montowane dodatkowe podnóżki przy przednim końcu ramy. Długi i niski Night Rod mimo swojej masy jest w miarę poręczny i nie protestuje przeciwko dynamicznej jeździe po łukach. Inna rzecz, że podnóżki prędzej ocierają o jezdnię niż w wyżej zawieszonym Street Rodzie. Co do ceny w Polsce, na razie nie jest znana, ale wiadomo, że będzie najtańszy w rodzinie.

Street Boba określiłbym jako maszynę w stylu jednoprocentowców sprzed pół wieku. Decyduje o tym prosta stylizacja, niski tył i wysoka kierownica. Jego prowadzenie to jednak z pewnością zupełnie inna bajka niż motocykle Sonny Bargera i jego kumpli. Początkowo nie wierzyłem, że wysoka kierownica Boba da radę podczas śmigania po krętych górskich drogach. Na szczęście było inaczej. Motocykliści średniego wzrostu pochwalą trójkąt utworzony przez podnóżki, końcówki kierownicy i kanapę. Tył kanapy tak podpiera jeźdźca, że do 120 km/h napór powietrza nie spycha go do tyłu. Powyżej tej granicy zaczynasz myśleć o dłuższej kanapie i bardziej z przodu umieszczonych podnóżkach. Nowe sprzęgło pracuje wyjątkowo miękko, a biegi w nowej skrzyni wchodzą łatwiej niż w innych modelach Harleya testowanych w tym dniu. Street Bob wygrywa z poprzednikami także układem hamulcowym. Wprawdzie nadal wymagana jest duża siła dłoni, ale skuteczność czterotłoczkowych zacisków jest zawsze wystarczająca.

Heritage to następny model, który pozwala poczuć się jak za dawnych lat. Skojarzenia te wywołuje głównie jego linia. Wyposażony w dwa wałki wyrównoważające silnik wykazuje dużą kulturę pracy. Wibracje poczujesz tylko na postoju. Za to pozycja jeźdźca jest dokładnie taka, jak za dawnych czasów – szeroka, wygięta do tyłu kierownica, szerokie, nisko umieszczone siodło i szerokie podłogi. Tym, którzy pamiętają starego Heritage’a, wszystko w nim wyda się łatwiejsze w obsłudze, bardziej kulturalne, tylko wrażenia z jazdy są takie jak dawniej – spokojnie sunięcie do przodu. To działa, ale tylko do 120 km/h. Powyżej miota tobą jak żaglem w czasie sztormu.


Street Glide, kolejna nówka H-D, to dowód, że firma nie zapomniała o współczesności. Ten motocykl okazał się największą niespodzianką prezentacji. Biorąc pod uwagę niewielkie różnice w porównaniu z Electrą Glide, trudno było liczyć na rewelacje. Street Glide to jednak całkowicie oryginalny motocykl, wykazujący – jak na tę wielkość – wręcz rewelacyjną poręczność. Pozbawiony wałków wyrównoważających silnik pracuje wprawdzie gorzej niż Twin Cam 88B, ale jest o wiele elastyczniejszy. Street Glide dość dynamicznie pokonuje łuki (oczywiście jak na motocykl turystyczny). Zastrzeżenia będzie miała natomiast pasażerka. Zamiast tapicerowanego mebla z oparciem dla pleców i rąk, przewidziano dla niej tylko spartańskie siodełko. Kto chce podróżować solo, ale za to dynamicznie, lepiej zrobi, kupując Street Glide’a. Dla dwojga lepiej nada się Electra.

zobacz galerię

Zobacz również:
Wszystkie trzy maszyny biorące udział w tym teście mają w sobie gen buntownika oraz co najmniej dwucylindrowy silnik. BMW, Honda i Triumph są w stanie sprawić, że życie stanie się piękniejsze. 
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij